sobota, 15 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #50

Na południu Gdańska powoli szykujemy się na świętowanie rocznicy. Gdyby rok miał 50 tygodni byłoby to już dziś, a tak mamy tylko okrągły numerek - 50-ty raz spotkaliśmy się na ścieżce dookoła zbiorników Świętokrzyska I i II, a na prawdziwą rocznicę musimy poczekać 2 tygodnie. Jak to się mówi "środa to mała sobota" więc i pierwsza z okazji do świętowania jest :)


Mieliśmy ubrać się dziś na czerwono. Ola rzuciła takim pomysłem we wpisie na wydarzeniu. Skoro dziś jest 50-ty bieg, a symbolem tej liczby w parkrunowej nomenklaturze jest czerwona koszulka, to czemu nie?

sobota, 8 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #49 - Wizytacja z Pruszkowa, Łodzi i Augustowa


W końcu się doczekałem i w odpowiedzi na wczorajszy apel aby pomóc przy biegu mogłem legalnie wcielić się w rolę wolontariusza. Kreska wróciła z kolonii i po dwóch tygodniach przerwy także przyszła ze mną. Początkowo to ona założyła kamizelkę wolontariusza ale... kiedy zobaczyła że Karol z Kamilem szykują się do biegu...

- Tato, a co robi tutaj Karol? Nie powinien być na wakacjach??
- No nie,  wczoraj wrócił.
- To ja chcę pobiec!!

Tożsamość rowerzysty


Mija drugi miesiąc kiedy poruszam się po drogach Trójmiasta głównie rowerem. Rower zastąpił mi samochód i sprawdza się w tej roli naprawdę dobrze. Czasy dotarcia między założonymi punktami są nieco dłuższe niż podczas przemierzania ich samochodem, ale możliwość legalnego przemieszczania się pod prąd po Starym Mieście jest tego warta :)

W tym wpisie chciałbym poruszyć następujące tematy:
  • przepisy i kwestię podwójnej tożsamości
  • bezpieczeństwo
  • współużytkownicy ścieżek
  • infrastrukturę

Każdy z powyższych tematów w pewnym sensie na siebie zachodzi, ale jakiś podział tematyczny musiałem przyjąć, aby ten wpis miał swoją oś.

piątek, 7 lipca 2017

Is this the life we really want?

Nie ma takiej płyty, na którą czekaliśmy równie długo. Można powiedzieć, że to pierwsza prawdziwa płyta Pink Floyd od czasów Amused to Death z 1992 roku. Jedyna różnica pomiędzy poprzednim zdaniem, a prawdą jest taka, że w latach 80-tych Roger Waters przegrał proces o prawo do nazwy Pink Floyd z pozostałymi muzykami tej grupy. Ale dla mnie zawsze Pinkiem Floydem był Roger Waters...


Dwa tygodnie temu umierałem na Sudeckiej Setce. To ultramaraton, który startuje o 22:00 z najwyżej położonego rynku w Polsce. Przed biegaczami wije się 100 kilometrów ścieżek po Sudetach. Rok temu poszło mi tutaj całkiem nieźle. W tym roku przyjechałem bez odpowiedniego przygotowania i około 3 w nocy, po pięciu godzinach walki zacząłem szukać czegoś co zajmie moją głowę, dozwolonego dopingu. Czymś takim zawsze była dla mnie muzyka. O ile nie wyobrażam sobie treningu bez muzyki, na zawodach ze słuchawek korzystam jedynie w ostateczności. I właśnie wtedy nadeszła moja ostateczność... Peleton zawodników uciekł daleko do przodu. Noc była wciąż ciemna. Ani przed sobą, ani za sobą nie widziałem świateł czołówek. I wtedy przyszło mi do głowy, aby wyciągnąć z lewej kieszeni plecaka słuchawki. W komórce odpaliłem Tidala i z wielkim uczuciem ulgi stwierdziłem, że na podejściu na Chełmiec można złapać net. W takich sytuacjach nie waham się co wybrać. Zmysły instynktownie wybierają to co dla nich najlepsze...

czwartek, 6 lipca 2017

O tym jak dostałem dzban!

To było kilkanaście minut temu. Siedzę akurat w domu bo odbierałem córkę z kolonii i już potem nie chciało mi się jechać do pracy. No więc siedzę w domu a tu dzwonek do drzwi. Otwieram, a przede mną stoi listonosz i daje mi paczkę. Ponieważ nie spodziewałem się niczego pytam spokojnie:

-"To dla sąsiadów??"
-"Pan Tomasz, tak?" - pyta listonosz
-"Tak, to ja..."
-"No to dla Pana!"


Podpisuję kwitek i patrzę kątem oka na nadawcę... URZĄD MIEJSKI.... PLAC ODRODZENIA...i myślę sobie po cichu: "o w mordę, pewnie znów jakiegoś podatku nie zapłaciłem i mnie ścigają, ale czemu paczką a nie listem? :D". Czytam dalej... 58-370 BOGUSZÓW GORCE...

niedziela, 2 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #48 - Londyńczycy przywieźli nam swoją codzienną pogodę


Tak samo jak rzutem na taśmę dziś rano wyszedłem na parkruna, tak samo piszę tę krótką relację z dzisiejszego dnia. Wakacje trwają od tygodnia, już dawno minęły czasy kiedy wakacje były wyczekiwanym czasem, kiedy wreszcie będzie więcej wolnego i będzie można nadrobić wszelkie niedokończone sprawy. Teraz wakacje, to czas chaosu i życia w sposób totalnie kombinowany. Nie ma szkoły, więc trzeba zająć się dzieciakami przez CAŁY dzień, albo zorganizować im ten czas...

- Hej, nie potrzebujecie pomocy przy biegu? - zapytałem Tobiasza kilka minut przed startem parkruna

niedziela, 25 czerwca 2017

Sudecka 100 - relacja z 29 edycji nocnego ultramaratonu

Na 29tą Sudecką Setkę zapisaliśmy się niejako automatycznie. Rok temu było rewelacyjnie, logistycznie-kompaktowo (bezpośrednia kuszetka powrotna) i jakoś inaczej duchowo. Sudecka Setka przenosi człowieka w inny wymiar, gdzie czas płynie wolno, ludzie są życzliwi a problemy znikają.

-"Ten bieg jest faktycznie inny niż wszystkie" - podsumował Piotr leżąc w sobotnie popołudnie na trawie przed dworcem PKP Boguszów-Gorce.


Uwielbiamy tam leżeć. Leżeliśmy rok temu przez kilka godzin. W tym roku, mimo że pociąg do Gdańska odchodził dopiero o 21, byliśmy pod dworcem 6 godzin wcześniej. Mieszkańcy, którzy w ciągu dnia krążyli po Boguszowie pod wieczór z niedowierzaniem zatrzymywali się i pytali na co my tyle czasu czekamy? Stare schody pod nieczynnym budynkiem dworca pełnią rolę poczekalni. Ludzie przysiadają się na chwilę, rozmawiamy o biegu, o Boguszowie, o czarnym pasie w karate, który ma mąż Eweliny ze Śląska, a ona zostawia go z trójką dzieci aby wyskoczyć na nocny ultramaraton. Każdy ma swoją historię. Moglibyśmy tam siedzieć kilka dni i ani chwili się nie nudzić...

czwartek, 22 czerwca 2017

I znów spędzimy wieczór na dworcu w Boguszowie-Gorcach...


Po każdym fantastycznym biegu odgrażałem się, że na pewno wrócę za rok! Ale do tej pory nie udało mi się to ani razu. Nawet jeżeli wracałem to na inny dystans, ale nigdy nie wchodziłem dwa razy do tej samej rzeki. Żal mi było moich ograniczeń czasowych aby przestać odkrywać coś nowego. Rok 2017 jest inny. Zapisałem się tylko na trzy biegi. I każdy z nich już kiedyś biegłem. Będzie to sezon powrotów do miejsc, które dały mi najwięcej wspomnień...
  • Już juto o tej porze będę nerwowo kręcił się po najwyżej położonym rynku w Polsce, kilka chwil przed startem Sudeckiej 100-ki. 
  • Za półtora miesiąca powtórzę rodzinny urlop w Ujsołach zwieńczony Chudym Wawrzyńcem
  • I wreszcie jesienią wrócę tam gdzie zaczęło się moje górskie bieganie - na łemkowskie szlaki ŁUT70.
Każdy z tych biegów będę chciał po prostu ukończyć. Dotarcie do mety będzie moim sukcesem.

środa, 21 czerwca 2017

Kącik biegowego melomana: Faith No More - Angel Dust


Jest kilka takich zespołów, które robiły rewolucję w muzyce w późnych-80-tych i wczesnych-90-tych, ale do mnie nie do końca trafiły. Grunge minął mnie bokiem, ale poza Seattle działo się jeszcze w innych miejscach. Przede wszystkim w Kalifornii. Jane's Addiction któregoś dnia przejechało mnie walcem. Red Hotów pokochałem od Blood Sugar Sex Magik. Na Smashing Pumpkins długo się zbierałem, aż w końcu melancholijna Adore przepiłowała mi serce na pół. Tool był progresywny praktycznie od samego początku, od chwili kiedy po raz pierwszy ujrzałem chory teledysk do Sober. A Faith No More?

sobota, 17 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #46 - Gdańsk przyjechał do Gdańska



Są dwa motywy przewodnie dzisiejszego parkruna. Pierwszy to ten, w którym współuczestniczyłem czyli walka dzieciaków o 67 pozycję :) Była zacięta i reprezentowała dwie różne taktyki. Drugi to dawno nie widziane twarze uczestników parkruna z parku Reagana.


Zacznę od tego, że im parkrun jest bliżej tym ciężej na niego zdążyć. Odliczam tygodnie do mojego pierwszego spóźnienia. Dziś co prawda nie było jakoś bardzo blisko, udało się nawet zamienić kilka zdań na starcie, ale pobudka o 8:30 nie wróży dobrze na przyszłość.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #45

Jeszcze 5 minut przed startem zanosiło się, że będzie to najmniej liczny parkrun w historii tej lokalizacji. O północy ruszył Bieg Świętojański w Gdyni i większość naszych cotygodniowych uczestników postanowiło odespać trudy tego biegu. Pozostali powoli zbierali się nad zbiornikiem Świętokrzyska II...


sobota, 10 czerwca 2017

Historia trzech koszulek

Parę tygodni temu Krzysiek Gajdziński, czyli człowiek, dzięki któremu kręci się Łemkowyna Ultra Trail i Maraton Wigry poprosił mnie abym powiedział parę słów na Łemko on Tour w Gdańsku. Jak wiadomo, Krzyśkowi się nie odmawia :) 


Spotkaliśmy się dziś w Hotelu Szydłowski. Na spotkanie mimo niesprzyjającego terminu (piątek wieczór, Rzeźnik, Szczecin-Kołobrzeg, Bieg Świętojański) przyszło kilkanaście osób, aby posłuchać o tym "innym niż wszystkie" biegu. Cytując z pamięci słowa z prezentacji Krzyśka: "Innym dlatego, że nie chcemy, aby był to po prostu kolejny bieg przez góry, który po czasie zleje się z kilkunastoma podobnymi biegami. Chcemy aby ludzie zapamiętali go jako TEN bieg.". Ja od samego początku jestem o to spokojny. Krzysiek i jego ekipa cały czas się rozwijają. Jako dowód nieustannego rozwoju niech posłuży przykład trzech koszulek jakie zdobywałem na trzech kolejny biegach organizowanych przez ekipę "Łemko". O tym właśnie dziś mówiłem we wstępie mojej prezentacji:

środa, 7 czerwca 2017

"I want to ride my bicycle"

Poster z płyty Jazz - Queen, na której znajduje się słynny Bicycle Race

Założyłem tego bloga blisko 4 lata bo bieganie wywoływało we mnie takie emocje, że musiałem znaleźć jakiś wentyl i wyrzucić je z siebie. Nie miałem wtedy ani świadomości ani ambicji, że kiedykolwiek będę opisywał swoje 150-kilometrowe wędrówki po łemkowskich lasach i górach, albo wyprawy do innego kraju tylko po to aby pobiegać. Cieszyło mnie to, że zszedłem z kanapy, że potrafię bez zatrzymywania pobiec na osiedle obok, a potem 10 kilometrów, że można robić takie rzeczy jak bieganie zimą (!). To było kiedyś dla mnie totalnie poza granicą wyobraźni.

Dziś jestem ponownie w stadium pompatycznego uniesienia czymś co dla wielu jest absolutnie normalne :) Wiem, że moje emocje są tak infantylne jak wiersze pisane w ósmej klasie dla koleżanki Natalii z 7b. Joszczak przestrzegał mnie: "Stary odpuść, nie pisz o tym, bo wyjdziesz na idiotę". Ale jeżeli teraz tego nie napiszę, wszystko co czuję rozpłynie się w czasie jak łzy na deszczu.

sobota, 3 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #44 - Dzień Dziecka

"Witamy wszystkich na dzisiejszym biegu parkrun, który będzie przeprowadzony przez dzieci. Jest to 44-ty bieg parkrun. Trzy, dwa, jeden, start"

O ile dobrze zapamiętałem to taką formułkę powiedziała moja córka przez megafon tuż przed startem biegu :) Byłem tak zaskoczony, że nie nagrałem filmiku. A szkoda. Może ktoś z Was nagrał?


sobota, 27 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #43 - Tata Żmudziński będzie przeszczęśliwy


Jestem totalne rozbity tym majem. Zaliczyłem dwie wyprawy, pierwsza na Jeziorak, a druga do Kuuva Kuva w Finlandii. Po każdym z takich dłuższych biegów daję sobie tydzień luzu, a potem jakoś ciężko się zebrać. Poza tym kupiłem sobie rower, a we wtorki chodzę na basen przez co jeszcze ciężej wbić się w regularne treningi.

Biegam jedynie przy okazji, na przykład asekurując młodszą córkę na nowym rowerze, albo właśnie tak jak dziś - czyli obowiązkowego cosobotniego parkruna.

Dziś rano trochę nie mogłem znaleźć miejsca dla siebie. Z Kreską biegać już nie trzeba, doskonale trzyma swoje tempo. Tym bardziej, że przyszedł Dominik z obiema córkami, więc Kreska chciała pobiec z Hanią. Jowita (młodsza córka Dominika) debiutowała i biegli razem z Tomkiem (kolegą Dominika z pracy) i jego córką Basią (o której debiucie pisałem dwa tygodnie temu) na końcu. Żmudzińskiego nie było - wyjechał do Szwajcarii zderzać hadrony. Ale był Karol. No i jakoś tak wyszło że się do Karola przyczepiłem, bo nie miałem innego alibi na moje spokojne tempo :)

niedziela, 21 maja 2017

5 surrealistycznych miejsc, do których zaprowadziło mnie bieganie


Zamykam oczy i ciągle widzę na wewnętrznej stronie powiek odbicie Kukkarokivi, czyli wielkiego kamlota na wybrzeżu Finlandii, o którym jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałem, że istnieje. Biegnie prowadzi mnie do dziwnych miejsc. Do miejsc, do których nie dotarłbym nawet myślą. I nie są to ścieżki i sceny masowych biegów. Zazwyczaj to niewielkie punkty ma mapie, o których istnieniu nie można dowiedzieć się inaczej niż skalując google maps do granic powiększenia przewidzianych przez autorów mapy.

Dlaczego surrealistycznych? Dlatego, że odsuniętych od tradycyjnego planu zwiedzania świata. Odrealnionych, z pogranicza jawy, snu i fantazji. Tak mówi definicja. I ta definicja staje się motorem, paliwem i tłem moich biegowych przygód. Jeżeli zastąpimy jawę i sen: tanimi biletami lotniczymi i optyką Dominika w patrzeniu na mapę, a fantazję zostawimy bez zmian to otrzymamy receptę na odkrycie tych miejsc. Oto one:

piątek, 19 maja 2017

Kuuva Kuva - koszty

Przy każdej z naszych wycieczek pojawia się osobny wpis dotyczący kosztów. Poprzednio mieściłem się w 225 zł w Szwecji oraz 560 zł za dwa dni we Włoszech. W tym drugim przypadku popłynąłem na pizzy i winie, oraz dwóch noclegach. W Finlandii nocleg był tylko jeden. Ale czy wyszło taniej niż w Szwecji?


czwartek, 18 maja 2017

Kuuva Kuva - czyli jak zwiedzić Finlandię w 24h


Jestem przyzwyczajony do tego, że znając język polski i angielski oraz używając wyobraźni jestem w stanie zrozumieć podstawy większości języków jakimi porozumiewają się ludzie w Europie. Chodzi mi o takie całkowite podstawy komunikacji, czyli czytanie napisów na znakach, nazw sklepów, pozycji w menu, podstawowych komunikatów, które pozwalają przetrwać turyście. Są jednak dwa kraje, które wyróżniają się zdecydowanie - Węgry i Finlandia. Języki ugrofińskie to całkowity kosmos! Niewiele ponad godzina drogi samolotem przenosi nas na językowego Marsa. Idąc po centrum Turku (to taki fiński Kraków, kiedyś była tu stolica, ale przenieśli) udało nam się wymyślić tylko dwa słowa jakie znamy po fińsku: Räikkönen i Hautamäki :)

sobota, 13 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #41 - Basia i Kosia


Kilka miesięcy temu zrobiłem błąd. Zabrałem moją młodszą córkę na biegową rundkę po osiedlu ale zamiast podejść do tematu biegania jak do zabawy - pobiegliśmy trochę za szybko, w tempie mojej starszej córki. W efekcie Konstancja czyli Kosia stwierdziła, że bieganie jest bez sensu i ona nie będzie biegać nigdy, że bieganie jest dla fizoli, a ona woli książeczki :)

Książeczki są oczywiście ok, ale przysłowie "w zdrowym ciele zdrowy duch" nie wzięło się znikąd, a moją rolą jako rodzica jest dbać o zrównoważony rozwój swoich dzieci :) Brzmi jak truizm, ale w praktyce za każdym razem jak wychodziłem na parkurn/trening/rower z Kreską czułem się źle, że nie ma z nami Kostki. Posiadanie starszej siostry to ciężkie wyzwanie...

Nie chciałem robić nic na siłę. Wiedziałem, że zbytnie namowy mogą wpłynąć przeciwnie do oczekiwanych rezultatów. Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie.

- Tato, a może ja pobiegnę z Tobą parkruna? - zapytała kilka dni temu Kosia

niedziela, 7 maja 2017

Podsumowanie dwóch tygodni 24.IV-7.V


Ciągle chodzi mi po głowie komentarz Waldka Misia sprzed 3 tygodni, że jestem jeszcze bardziej w dupie niż on. Jeżeli chodzi o regularne bieganie - to na pewno. Ostatnie dwa tygodnie było bieganiem wyłącznie przygodowym. Takie bieganie jest fajne, ale czy buduje formę? Ciężko powiedzieć... wydaje mi się, że bardziej ją rozwala niż buduje. Ale można też spojrzeć na to z odwrotnej strony: bieganie przygodowe to czysta przyjemność, a ja nigdy nie szukałem w bieganiu zajęcia na dodatkowy etat. Bieganie miało być przeciwieństwem rutyny i obowiązku. I ciągnie nim jest. Aczkolwiek wpisuję się takim zachowaniem do grona tych "którzy mają piękne treningi i koszmarne zawody" :)

sobota, 6 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #40 - nie ma jak w domu

Nie biegłem swojego domowego parkruna od 4 tygodni. Po świątecznych wojażach do Bydgoszczy, jednodniowej wizycie w Warszawie i w końcu sobocie wypełnionej pustką na plaży pod Barceloną zjawiłem się u siebie.

fot. Paweł Marcinko

Tydzień temu nie było relacji, bo nie było oficjalnego parkruna. Przyznam się, że zwyczajnie nie przyszło mi do głowy, że są miejsca w Europie oddalane od najbliższej lokacji biegu parkrun dalej niż rozsądna poranna podróż samochodem. Okazuje się, że tylko Polska (poza kolebką parkruna czyli wyspami) jest ewenementem w takiej skali! Parkrunów nie ma w Niemczech, całym Beneluksie, w innych krajach bloku wschodniego oraz w... Hiszpanii :/

Najbliższą lokalizacją od Barcelony jest... francuska Tuluza. Kilkaset kilometrów z przeprawą przez Pireneje. Aż takim fanem chyba jednak nie jestem :)

wtorek, 2 maja 2017

70 km dookoła Jezioraka


Z rodzicami pod namiotem byłem tylko jeden jedyny raz. To było około 30 lat temu, jedna noc z soboty na niedzielę. Moi rodzice w jednym namiocie, ja z siostrą w drugim. Obok cała wielka familia mojego kuzynostwa z Elbląga. Tę noc pod namiotem spędziłem na wyspie Bukowiec na Jezioraku. To taka "wyspa" i "nie wyspa" jednocześnie, bo można na nią dojechać samochodem. Pogoda była wtedy fatalna, strasznie zmarzliśmy w nocy. Za dnia padało, ale dla dzieciaków to kompletnie nie sprawiało problemu, były kajaki, wędkowanie, kąpiele w zimnej wodzie między trzcinami po kostki w mule, a potem ognisko, przygoda... Takie jest moje pierwsze wspomnienie Jezioraka.

 
Obiegnięcie Jezioraka planowałem przynajmniej od dwóch lat. Za to od roku już bardzo bardzo konkretnie. Chciałem to zrobić jeszcze przed Sudecką Setką AD 2016, ale wtedy kumple mi się wykruszyli z powodu kaskady różnych kontuzji. A samemu, jakoś tak bez sensu, skoro biegnąc z takim Kamilem miałbym na półmetku biegu ciepły obiad podany na stole w domu jego rodziców, który leży rzut beretem od linii brzegowej Jezioraka.

Jeziorak to szóste największe jezioro w Polsce. Ustępuje tylko dwóm mazurskim gigantom: Śniardwy i Mamry, dwóm z zachodu Polski: Dąbie i Miedwie oraz jezioru Łebsko - które obiegliśmy rok temu. Jezioro nie ma regularnego kształtu i próbując obiec je non-stop przy linii brzegowej trzeba by poświęcić na tę wyprawę przynajmniej dwa dni. Biegnąc natomiast z punktu A do punktu A, ale od drugiej strony można uwinąć w ciągu dnia, bo obwód wynosi około 70 kilometrów.

Ten weekend majowy był celem na to jezioro od kilku tygodni. Chcieliśmy zamierzyć się na niego ekipą sprzed roku, która zrobiła Łebsko, czyli: Dominik, Michał, Kamil i ja. I tutaj praktycznie moja rola w organizacji tego biegu się skończyła. Kamil jest Iławiakiem z urodzenia, tutaj skończył szkołę, tutaj mieszkają jego rodzice i nawet żonę jak szukał, to znalazł taką z Iławy :) Datę biegu na 1 maja ustaliśmy metodą wykluczeń. Kiedy każdy z nas podał jakie daty z tego długiego weekendu mu pasują - w zbiorze wspólnym pozostała tylko jedna pozycja: Międzynarodowe Święto Pracy - 1 Maja.

Tego dnia postanowiliśmy wybrać się na najdłuższy 1 majowy pochód - 70 km dookoła Jezioraka.

sobota, 29 kwietnia 2017

A gdyby tak kiedyś obiec Morze Śródziemne?



Kiedy ten tytuł wpisu przyszedł mi do głowy rozmarzyłem się na długą chwilę. Miał być tylko żartem, a uruchomił w mojej głowie całą serię inżynierskich połączeń nerwowych. Jakie rejony są najbardziej niebezpieczne i trzeba by wyjątkowo uważać? A może pobiec od Gibraltaru nad Bosfor i zrobić tylko połówkę? Ile tak naprawdę to byłoby kilometrów? W jakim stylu wykonać to "obiegnięcie"? Bo style są dwa. Pierwszy to ten, kiedy trzymasz się jak najbliżej linii brzegowej i wbiegasz na każdy półwysep. To zdecydowanie dłuższa ścieżka. Drugi styl to szukanie jak najkrótszej linii aby dostać się z punktu A do punktu A ale od drugiej strony. Pierwszy jest bardziej krajoznawczy, a drugi bardziej techniczny i sportowy. Ten drugi sposób na przykład kosi całe Włochy i po dobiegnięciu do Pizy, albo nawet wcześniej, lecimy prosto do Wenecji i omijamy cały Półwysep Apeniński...

piątek, 28 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 17.IV - 23.IV

Biegacz z Północy mówił od zawsze, że odpuszczanie wchodzi w krew. Raptem 3 tygodnie temu obiecałem sobie, że będę robił krótkie podsumowania tygodnia. Bez głębszej historii, ot takie raporty biegowe, po to, aby za dwa miesiące, na Sudeckiej 100-tce było czarno na białym wiadomo jak przepracowałem ostatnie miesiące i czego mogę się spodziewać.


Ostatni raport tygodniowy powinien powstać pięć dni temu, ale w momencie, kiedy miałem go pisać byłem już w drodze na "wiosenne wakacje". A jak to na wakacjach z trójką dzieciaków bywa - czasu dla siebie jest z.e.r.o. Wstajesz na tyle szybciej przed dzieciaki, że starcza czasu jedynie na to aby pobiec po pieczywo na śniadanie do sklepu, a wieczorem padasz na twarz dokładnie w tym samym momencie co drużyna...

sobota, 22 kwietnia 2017

Parkrun Warszawa-Ursynów #110 - czyli wizyta tam, gdzie się urodziłem :)


Jutro jest Orlen, największy maraton w Polsce. Ale miesiąc temu kiedy rezerwowaliśmy bilety w Ryanie za 12 zł od osoby nikt o tym nie pomyślał. Poniosła nas po prostu piątkowa fantazja, a portfel ten niewielki wydatek zaakceptował bez problemu. Naszym celem nie był Orlen, my po prostu jesteśmy zarażeni wirusem parkrunowego zwiedzania... Przylecieliśmy tutaj wyłącznie po to aby o 9:00 rano przebiec 5 km po parku.


czwartek, 20 kwietnia 2017

Kącik biegowego melomana: Dream Theater - Awake

W połowie lat 90-tych imprezy urządzało się w domu. Nie było nic piękniejszego niż dobra domówka, na której można było zbliżyć się do świata realizacji nastoletnich fantazji. Alkohol, dziewczyny, fajki i muzyka... a czasem po prostu alkohol i muzyka... To był czas kiedy nie było komórek, więc każde rozstanie musiało być zakończone deklaracją kolejnego spotkania. Kończąc zajęcia w LO w piątek po południu umawialiśmy się na dokładną godzinę pod "bigbenem" w sobotę i pijąc flaszkę z papierowej torby w tramwaju linii 12 jechaliśmy poznawać zaułki nastoletniego świata.



Jeden jedyny raz taka impreza odbyła się u mnie w domu. Moja 18-tka. Kiedy rano obudziłem się z głową pękającą na pół, próbując sprzątnąć gigantyczny syf jaki został w mieszkaniu w moje ręce wpadła kaseta, którą wieczór wcześniej dostałem w prezencie od Maćka G. - perkusisty w naszym zespole (tak, miałem swój progresywny zespół w LO :)) Kaseta była oryginalna, z pełną rozkładaną poligrafią. Dream Theater - Awake.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 10.IV - 16.IV


Poniedziałek - 0 km
To powrót do tradycji poniedziałkowego niebiegania. Pogoda była psia, więc żadne z dzieci nie ciągnęło mnie na rower.

Wtorek - 1,75 km
"Prawie" umówiłem się Joszczim nad zbiornikiem Jasień. Ale po pierwsze trochę powstrzymała nas pogoda, a po drugie jedna z moich córek wykręciła się z basenu. Miałem więc tylko 45 minut zamiast tradycyjnej 1,5 godzinki. Zdecydowałem się na basen. W wodzie spędziłem dokładnie 44 minuty i bez zatrzymania pociągnąłem 70 basenów. 1,75 kilometra w wodzie. Lepiej niż tydzień temu. Muszę dojść do 2 kilometrów w 45 minut.

sobota, 15 kwietnia 2017

Parkrun Bydgoszcz #119 - czyli pogoń za króliczkiem


Przyjechaliśmy na Wielkanoc do Chojnic. Siedząc wieczorem nad mapą lokalizacji biegów Parkrun zastanawiałem się nad trzema opcjami. Szczecinek - 66 km, najbliżej, super atmosfera i po części tradycja, że w każde Święta pojawiam się w Szczecinku. Bydgoszcz - 82 km - to byłaby nowość dla mnie, ostatni raz byłem w Bydgoszczy 10 lat temu, na koncercie Van Der Graaf Generator w kwietniu 2007 roku. W grę wchodził jeszcze Toruń. Najdalej bo 120 km, ale tam jechał Kamil z ekipą z Iławy.

Postanowiłem nastawić budzik na 6:30 i podjąć decyzję rano w zależności ile czasu mi zostanie na dojazd. Obudziłem Kreskę, zjedliśmy mini śniadanie, poprzestawiałem samochody na podjeździe i kiedy byliśmy gotowi do drogi zegar wskazywałem 7:10. Za późno na Toruń, ale idealnie na Bydgoszcz!


Kącik biegowego melomana: Fleetwood Mac - Tango in the Night


Zostałem wczoraj zbombardowany z kilku miejsc tą płytą. Czas płynie, a muzyka, która wsiąkała niepostrzeżenie w nasze dzieciństwo/młodość ma już 30 lat. Tango in the Night - Fleetwood Mac ukazała się 13 kwietnia 1987 roku.

Fleetwood Mac nigdy nie był zespołem z mojego topu, choć jego losy znałem dość dobrze. Miałem nagrane na kasety ich pierwsze bluesowe albumy z Peterem Greenem. Na półce z winylami leży i Tusk i dwa egzemplarze Rumours. Ale obudzony w nocy nie wymieniłbym całej dyskografii Fleetwood Mac płyta po płycie, co raczej udałoby mi się z większością wykonawców z mojego piedestału.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 3.IV - 9.IV


TYDZIEŃ 3.IV-9.IV.


Poniedziałek - 0 km
Mam dziurę w mózgu, nie potrafię skojarzyć dlaczego nie poszedłem pobiegać w poniedziałek, mimo że w niedzielę było tylko lekkie 9 km.

Wtorek - 1,5 + 7,5 km 
Obudziłem się całkowicie wyspany parę minut po 5 rano i przez kolejne dwie godziny zastanawiałem się czy iść biegać czy nie. Wmawiam sobie od kilku tygodni, że wreszcie trzeba rozpocząć poranny wiosenny sezon i biegać przed pracą. I tak sobie wmawiałem i wmawiałem aż zrobiła się 7-ma i było za późno :) Po południu zawsze idę z dzieciakami na basen i biegam wtedy po Wiszących Ogrodach z Michałem albo i bez. I kiedy już zbierałem się do cowtorkowego rytuału okazało się, że moja małżonka zamówiła mi godzinkę pływania... Hmmm pływanie zawsze było moim przyjacielem, ale jakoś tak jestem przyzwyczajony, że idę sobie pobiegać. W wodzie spędziłem dokładnie 38 minut przepływając 1500 metrów na 25 metrowym basenie.

Kiedy całą rodziną wróciliśmy do domu ciągle czegoś mi brakowało. Założyłem buty, chwyciłem Sennheisery i włączywszy Velvet Underground & Nico poleciałem na 7,5 kilometrową pętlę na Chełm.


niedziela, 9 kwietnia 2017

Kamil


Kiedy punktualnie o 9:00 wystartował maraton w Gdańsku jednym okiem oglądałem jeszcze pojedynek Vettela i Hamiltona w GP Chin, ale drugie całkowicie skupiało się na transmisji online z tego biegu. Kiedy biegną Twoi znajomi nawet zwyczajna impreza urasta do rangi olimpijskiej. W końcu całkowicie przestałem się skupiać na F1 a przełączałem ekrany między transmisją wideo z maratonu a tabelami z międzyczasami...

sobota, 8 kwietnia 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #36 - C'est la vie...

Po zeszłotygodniowej wyprawie do Tczewa tym razem znów nasze własne podwórko czyli Gdańsk-Południe. Przyznam się, że dziś rano naprawdę ledwo zmotywowałem siebie do wyjścia na ten bieg. Kompletnie mi się nie chciało, no ale jedno jest pewne... odpuszczanie wchodzi w krew :)


O 8:45 tradycyjnie szliśmy z Kreską na start nad duże bajorko. Ustaliliśmy, że nie biegniemy razem, tylko każdy osobno. Ja chyba muszę się powoli przyzwyczajać, że bieganie "z tatą za rączkę" to już nie ten etap, że zaczyna się coraz bardziej autonomiczna potrzeba rywalizacji z czasem (i rywalami). A żeby dotrzymać kroku - nie mogę się lenić na treningach. C'est la vie... Takie jest życie.

środa, 5 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 27.III - 2.IV

Przez najbliższe przynajmniej 3 miesiące dobrowolnie narzucam sobie pisanie tygodniowych raportów. Chodziło mi to po głowie już od jakiegoś czasu - zebranie tych wszystkich mniejszych biegów i drobnych emocji im towarzyszącym w postaci regularnego raportu. Mogę wmawiać sobie, że to na własny użytek, takie zagospodarowanie poletka na swoim terenie zamiast szerszych opisów na endomondo (jak to niektórzy robią). Ale tak naprawdę nic tak nie motywuje jak świadomość, że z wszystkiego trzeba się wyspowiadać. Niby przed samym sobą, ale jednak publicznie... 

* * *


TYDZIEŃ 27.III-2.IV.

Poniedziałek  - 10 km
Jak jak pisałem w osobnym wpisie - w poniedziałki się nie biega. W większości przypadków dlatego, że poniedziałek jest odpoczynkiem po niedzielnym dłuższym biegu, ale w moim - dlatego, że Biegacz z Północy przez lata tak twierdził i to zaadaptowałem :)

Córka namówiła mnie na rower, a że wciąż nie mam roweru to biegłem obok. 10 km do parku Oruńskiego plus powrót. Na początku słońce, na końcu zimny wiatr i piasek w oczy. Ale radość z biegu 10/10. Tempo mocno rwane, jak to z dzieciakami: przenoszenie roweru przez błotko, postój na łapanie pokemonów a potem kilkaset metrów sprintu.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Kącik biegowego melomana: The Velvet Underground & Nico

Winyle zbieram od niemal 30 lat. Nigdy nie przestałem ich zbierać niezależnie od tego czy było to modne czy nie. Ostatnio trochę boleję nad tym, że w skali ostatnich 5 lat ich ceny na allegro czy ebayu poszły kilkukrotnie w górę. Kiedyś kupowało się dobre polskie płyty za 3-5 zł a za zagraniczne rzadko płaciłem więcej niż 15 zł. W tej cenie spokojnie do dostania był i Pink Floyd i Genesis i Camel i cała rzesza artystów, których albumy aktualnie stoją po 50-100 zł.

Była też jedna płyta, której przez te wszystkie lata nie udało mi się kupić, bo nie chcąc przepłacać wprowadziłem swoją wewnętrzną nienaruszalną zasadę, że licytuję tylko 1 raz, na chłodno, a jak ktoś mnie przebije nawet  1 grosz, to nie unoszę się chęcią odegrania i po prostu odpuszczam. W ten sposób kilkukrotnie przegrałem album Velvet Underground & Nico dosłownie o 1 złotówkę...


Jakie było moje zdziwienie, kiedy w ostatnią niedzielę znalazłem tę płytę, nową, wydaną w serii Back to Black w ... Biedronce.

Płyta leżała na taśmie i powoli przysuwała się do Pani Irenki, a za nią jakieś jogurty, sałata, bagietka, stek z tuńczyka i butelka wina. Trzeba było jakoś uczcić ten biedronkowy zakup! Andy Warhol byłby przeszczęśliwy widząc jak jego sztuka po 50 latach wciąż znajduje miejsce w koszyku pop-zakupów.

sobota, 1 kwietnia 2017

Parkrun Tczew #49 - czyli parkrunowe podróżowanie cd.


Nie mogłem spać od 6-tej, choć budzik miałem nastawiony dopiero na 7:30. Wstałem, zjadłem na śniadanie jednego ziemniaka, który ostał się z piątkowej kolacji i otworzyłem Wikipedię aby poczytać o historii Tczewa.


Tczew jest bliskim mi miastem, bo mieszkając przez pół życia w Łęgowie, gdzieś na starej trasie A1, kilka kilometrów za Pruszczem Gdańskim miałem praktycznie tak samo daleko do Gdańska jak i do Tczewa. Jeżeli chodzi o wybór liceum, potem studiów i miejsca do życia - wiadomo - tutaj lgnąłem do Gdańska, ale jeżeli chodzi o podróże na południe Polski (z perspektywy Gdańska każda podróż to podróż na południe) to stacją przesiadkową równie często jak Gdańsk - był Tczew. Można powiedzieć, że znam Tczew dość dobrze, ale z perspektywy... dworca PKP.

piątek, 31 marca 2017

"Wytrwać w biegu" - Ryszard Kałaczyński


Byłem tam!!! - chciałbym krzyknąć.

Byłem tam, pamiętam bele słomy ustawione na starcie, atmosferę budy, która kiedyś była sklepem spożywczym, ale Rysiu zamienił ją w biuro zawodów projektu 366 maratonów w 366 dni. Pamiętam jak mróz telepał całym ciałem po wyjściu z ciepłego wnętrza, a także jak przytruchtałem do mety na granicy udaru słonecznego i Rysiu polewał mi nogi zimną wodą... Nawet jeżeli ktoś jeszcze powtórzy wyczyn Rysia, to nie wierzę, że będzie w tym tyle hippisowskiego ducha, co przez kolejne 366 dni w Wituni począwszy od 15 sierpnia 2014 roku.

czwartek, 30 marca 2017

Kącik biegowego melomana: Mother Love Bone - Apple

Ile razy już tutaj pisałem, że przeżywając swoją młodość w epoce grunge byłem totalnym antyfanem tego gatunku? Ile razy wspominałem, że kompletnie nie rozumiem do dziś zachwytów nad Pearl Jam? Próbowałem praktycznie wszystkich płyt. Coś tam do mnie dociera z Vitalogy, coś z Yeld. Byłem nawet na koncercie Pearl Jam, ale to wciąż ten zespół, który lubili raczej moi dalsi znajomi i 3/4 świata, ale nie ja. Tak samo ominął mnie szał związany z Nirvaną, na samobójstwo Cobaina wzruszyłem ramionami i do dziś mylę ze sobą utwory Alice in Chains oraz Soundgarden.


Jechałem dziś samochodem i rozmawiałem przez telefon z Joszczim pastwiąc się nad The Sisters of Mercy i zastanawiając się czy kupić bilety na ich wrześniowy koncert w Gdańsku. Od słowa do słowa, weszliśmy na temat grunge'u. No i kiedy tak marudziłem, że ja z jednej strony nie lubię Perl Jam, ale z drugiej coś bym sobie posłuchał, czegoś w pewnym sensie nowego dla mnie, padły z ust Michała dwie nazwy: Mad Season i Mother Love Bone.

wtorek, 28 marca 2017

"Jestem zbyt gruby aby nie biegać w poniedziałki!"


Ostatnimi dniami, a nawet tygodniami strasznie mną miotało. Biegałem, nie biegłem, biegałem bez przyjemności, męczyłem się strasznie, forsowałem głowę, czasami z głową przegrywałem. Nogi ciężkie, brzuch wielki, w głowie ledwie tlący się ogarek chęci. Joszcziemu zaczęły puszczać powoli nerwy i zaczął mnie już na poważnie opieprzać, że jeżeli chcę z nim biegać rekreacyjnie to muszę biegać 6:30 min/km z pełną przyjemnością i bez zadyszki. Kiedy parę razy pobiegłem szybciej to mi wytykał, że na pewno bez przyjemności. Biegać rekreacyjnie nie musimy w sumie razem, ale jakieś tam wspólne plany na ten rok mamy i chciałbym dobiec do mety w takim czasie aby Michała jeszcze w miarę trzeźwego tam spotkać.

"W poniedziałki nie biegam!!" -  To hasło, które przez kilka lat wcielałem w życie. W poniedziałki się zazwyczaj nie biega, bo jest się po długim niedzielnym wybieganiu. Ale... ostatnio musiałem zmienić to hasło na trochę podobne, ale jednak znacząco inne: "Jestem zbyt gruby aby nie biegać w poniedziałki!".

poniedziałek, 27 marca 2017

Panowie, warto pisać bloga, nie warto odpuszczać, bo odpuszczanie... ;)



Kilkanaście minut temu Waldek Miś napisał w komentarzu pod moim ostatnim wpisem, że zastanawiał się nad zamknięciem swojego bloga. Trochę mnie to zmroziło. Waldek pisał ostatnio raz na kwartał (choć w marcu już dwa wpisy!), ale to są wpisy, które czyta każdy kogo znam. To są wpisy, które sobie wewnętrznie dyskutujemy ze znajomymi i nie do pomyślenia by było gdyby miało ich nagle zabraknąć.

Michał, znany jako Biegacz z Północy zadedykował mi swój ostatni wpis. Może nie dokładnie mi, bo ja w tym wpisie jestem tylko katalizatorem do pokonania kilku kilometrów więcej, ale generalnie idei pisania bloga - "czegoś, co może być kiedyś fajną pamiątką". I to jest właśnie sedno. Te chwile zatrą się pamięci, przeminą, pozostanie zmieszana chmura wspomnień, z których na pewno będziemy potrafili do końca życia wychwycić takie momenty jak finisz na deptaku w Kretowinach, stres przed pierwszym górskim biegiem, widok fontanny Neptuna na mecie... Ale czy bez bloga, który jest po prostu formą pamiętnika naszych czasów zapamiętamy jak wyglądała nasza codzienność?

sobota, 25 marca 2017

Co mam czytać w necie o bieganiu kiedy nie mogę spać?

Noszę w sobie ten wpis od dość dawna, ale kompletnie nie wiem jak go ugryźć aby zostać dobrze zrozumianym. Nie jestem mistrzem interakcji jeżeli chodzi o swojego bloga, raczej piszę o sobie i o swoich przygodach/wysłuchanych płytach/przeczytanych książkach. Nie wciągam za wszelką cenę w dyskusję. Jeżeli taka się wywiąże - fajnie, ale nie walczę o clickbaity, często wymyślam niechwytliwe tytuły, nie operuję zbytnio obrazem, po prostu staram się pisać.


Ale jest też druga strona. Bardzo lubię czytać. I często zdarzają się takie chwile, że wieczorami, kiedy dzieciaki śpią, kiedy cała dzienna prasówka jest już przeczytana, kiedy odświeżanie facebooka nie przynosi nowych informacji, ale wciąż nie mogę zasnąć, albo po prostu nie chce mi się spać...

Parkrun Gdańsk-Południe #34 - Wuthering Heights

Myśląc o dzisiejszym parkrunie Gdańsk-Południe na myśl przychodzą mi wichrowe wzgórza... I nie pod postacią książki, ani filmu, ale pod postacią Kate Bush i jej Wuthering Heights.



Nie, nie wiało jakoś strasznie, nie było żadnego orkanu, ale po prostu ten zimny wiatr był całkowicie niespodziewany. Wczoraj było piękne słońce, spokojnie można było biegać w samym t-shircie, człowiek zaczął robić plany, że w sobotę po parkrunie pojedzie do zoo korzystając z darmowego wejścia na KDR, potem wyda na mieście trochę kasy z 500+ i tak dalej...  ;)

- Tato, dlaczego nie wzięliśmy rękawiczek? - zapytała Krescencja po 200 metrach marszu/truchtu na start. 
- Ja się zastanawiam, czemu nie wzięliśmy samochodu ;)

* * *

czwartek, 23 marca 2017

Kącik biegowego melomana: The Cars - Heartbeat City


Moim poprzednim wpisem o Eltonie Johnie sam sobie udowodniłem, że słuchanie muzyki bez klapek, które określają-ograniczają gatunki, w których się poruszamy jest czymś, co czego musiałem dojrzeć. Ale był kiedyś jeszcze jeden okres w moim życiu - wtedy kiedy zaczynałem świadome słuchanie. Kiedy każda nazwa jaką usłyszałem w radio brzmiała magicznie, każda zapowiedź prezentera w III programie PR powodowała, że wyciągałem z najciemniejszych zakamarków mojej szafki czystą kasetę - najbardziej deficytowe dobro końca lat 80-tych - i nagrywałem to co szło w eter.