niedziela, 24 września 2017

Krótka historia czerwonej koszulki


Pisałem już rok temu post pod takim samym tytułem. Zrobiłem wtedy podsumowanie swoich biegowych przygód z parkrunami zwieńczone przebiegnięciem tego 50-tego parkruna i odebraniem czerwonej koszulki. Tym razem jestem tylko narratorem historii, której bohaterem jest moja córka.



Historia rozpoczyna się tak naprawdę 3 sierpnia 2007 roku, ale w tedy w Polsce nie ma jeszcze biegów parkrun.

Za to w kwietniu 2015 roku pierwszy świadomy dialog wygląda następująco:

- "Pokaż mi tę koszulkę, którą dostanę jak przebiegnę 10 razy?" - zapytała się mnie moja najstarsza córka dziś rano po przebudzeniu. Otworzyłem google, znalazłem i pokazałem.
- "A pokaż mi jaką dostaje się za 50 razy?". -"Ładna czerwona..."


Taki dialog miał miejsce 2.5 roku temu. Naprawdę nie miałem wtedy żadnych planów, aby bieganie z córką stało się moim cosobotnim rytuałem. Wtedy po prostu chciałem być miły i nie odgraniczać mojego hobby od rodzinnego spędzania czasu.

Kreska, pozwól, że w dalszej części tego wpisu zwrócę się bezpośrednio do Ciebie:

poniedziałek, 18 września 2017

Dlaczego poszedłem na koncert The Sisters of Mercy i jestem z tego powodu zadowolony?

Aby zrozumieć dlaczego jestem zadowolony z powodu uczestnictwa w najgorszym koncercie mojego życia muszę opisać wstęp, który pewnie będzie dłuższy od samej relacji z koncertu.


Wszystko zaczęło się 23 listopada 1990 roku. Tego dnia Tomek Beksiński w audycji Czas na Rock w II programie PR zaprezentował mający premierę kilka tygodni wcześniej album Vision Thing. Po 27 latach to wciąż ostatni studyjny album z premierową muzyką jaki nagrała grupa The Sisters of Mercy. Wtedy kompletnie nie znałem tego zespołu. Może parę razy koledzy mojej siostry użyli tej nazwy, ale na wydany kilka lat wcześniej Floodland byłem po prostu za młody. Kiedy w ten piątkowy wieczór 27 lat temu Tomek skończył swoją przemowę zachwalając płytę byłem do tego stopnia nakręcony, że nerwowo trzymałem palec na przycisku "rec" mojego magnetofonu. I kiedy wreszcie poszły w eter pierwsze dźwięki po prostu leżałem na dywanie i dziękowałem losowi, że nie przegapiłem tej audycji i mam szansę ją nagrywać. Miałem wrażenie, że słucham najgenialniejszej muzyki świata, zakochałem się bezgranicznie w ciągu kilku pierwszych minut i ta miłość jak się okazało - trwa do dziś.

niedziela, 17 września 2017

Kolbudzka poniewierka


Tytuł jest lekko zaczepny, bo w ten weekend miała miejsce aktualnie największa rozmachem spośród imprez ultra biegowych na pomorzu - Kaszubska Poniewierka. Byłem na starcie edycji zerowej tego biegu - dwa lata temu w okolicach Wieżycy. Wtedy biegło mniej niż 10 osób. Dzisiaj to już porządna impreza. Może za rok uda mi się doprowadzić do stanu, kiedy udział w 100 km biegu z limitami czasu miałby sens? Póki co przebiegłbym może połowę... a dłuższe dystanse zdecydowanie lepiej biega się bez limitów :)

Planowanie Gardy


W dzisiejszym popołudniowym wpisie o parkrunie zapowiedziałem temat jeziora Garda. Można by zadać pytanie dlaczego nosi mnie do Włoch, kiedy wciąż kilka jezior z polskiego TOP10 jest przede mną? Odpowiedź jest prosta. W Polsce za chwilę będziemy mieli deszcz/wiatr/deszcz ze śniegiem/śnieg/błoto pośniegowe a na koniec raz jeszcze spadnie śnieg na Wielkanoc. Tymczasem za każdym razem kiedy wspominam zeszłoroczną wycieczkę z Dominikiem celem obiegnięcia Lago d'Iseo zestawiam w głowie dwie liczby. Pierwsza z nich do data: 25 listopada, a druga to temperatura: 18 stopni.

Bilety

Jest jeszcze jeden argument. Bilety lotnicze z Gdańska do Bergamo są obrzydliwie tanie!! Lata stąd i Ryanair i Wizzair. Można dowolnie żonglować datami i nie ma opcji aby nie zmieścić się w 100 zł w obie strony. A jeżeli jeszcze trochę pokombinować to można zejść do 60-70 zł.


sobota, 16 września 2017

III Bieg "Czyste Miasto Gdańsk" czyli relacja z biegu, w którym nie biegłem

Relację z zeszłorocznego II Biegu "Czyste Miasto Gdańsk" zakończyłem słowami, że nie ma żadnych przeszkód aby w tym roku pobiec w pelerynie Zorro. Nawiązywałem tym do kowbojskiego kapelusza, w którym miałem pobiec rok temu zgodnie z obietnicą sprzed dwóch lat... Ale kompletnie o tym zapomniałem... :(

Pozdrowienie na 3 palce versus pozdrowienie na 2 palce
I jest mi teraz trochę smutno, bo opuściłem bieg, który jest organizowany tak naprawdę dla takich ja, a nawet dokładnie dla mnie, dla biegających rano albo wieczorami mieszkańców gdańskiego Ujeściska i Zakoniczyna. Bieg, którego trasa podąża po ścieżkach doskonale ugniecionych podeszwami naszych butów...

Parkrun Gdańsk-Południe #59


Jest kilka tematów do nadrobienia. A biorąc pod uwagę, że jest sobota, więc jest parkrun, to i okazja do wpisu doskonała.

Tych kilka tematów to:
  • turystyczny wypad nad jezioro Garda i kilka teoretycznych przymiarek do jego obiegnięcia.
  • przy okazji Gardy trzeba będzie wspomnieć o tym jak nie pobiegłem ani parkruna w Wenecji ani Mediolanie
  • koncert The Sisters of Mercy w Gdańsku
  • parkrun Gdańsk Południe #59
  • i przy okazji kilka słów o Biegu Czyste Miasto Gdańsk, którego trasa biegnie po moich terenach 

wtorek, 5 września 2017

"Snap to road" na endomondo tylko w wersji premium :(

"Pieprzeni Duńczycy!!!" 

Tak zwykł mawiać szwedzki doktor, który nienawidził duńczyków w serialu Królestwo - Larsa von Triera. Kiedyś jak jeszcze mini-mini nie było główną stacją, jaką odbiera nasz telewizor zdarzało mi się oglądać seriale ;)


Pieprzeni Duńczycy kilka lat temu sprzedali świetną aplikację jaką było Endomondo jeszcze bardziej pieprzonym Amerykanom z Under Armour. Była wtedy słynna akcja z redesignem w dwóch etapach. Było wycięcie playlist, których do dziś nie mogę przeboleć. Ale do zmiany layoutu szło się przyzwyczaić, a brak playlist, które automatycznie pokazywały czego słuchałem w czasie biegu zastąpiłem ręcznym wrzucaniem okładek płyt.

poniedziałek, 4 września 2017

Pętla Otomińska zawsze na propsie :)

Strasznie głupi tytuł wymyśliłem, wiem. Ale kiedy chcesz zrobić 20 km po okolicy i nie masz specjalnego pomysłu gdzie pobiec, wtedy kierunek Otomin wydaje się idealnym wyjściem. Tak było dziś rano.


Dominik od kilku dni delikatnie bierze mnie pod włos i niczym mąż z 20 letnim stażem znający wszystkie humory swojej żony idealnie potrafi wczuć się w psychologię swojej drugiej połowy. Podchody zaczął już kilka dni temu, kiedy wyciągnął mnie wieczorem na piwko pod garażem. Ja mu na to odpowiedziałem:

- Skoro mamy już wypić to piwko, to może najpierw pobiegniemy sobie jakąś piąteczkę po zbiornikach? 
- Nie śmiałem o to zapytać, ale byłoby cudownie! - odpowiedział


niedziela, 3 września 2017

Parkrun Toruń #108

- Ale jesteście parkrunowymi turystami, czy po prostu przyjechaliście? 

Po kilku zdaniach przywitania takie pytanie zadał nam Mariusz - koordynator biegu Parkrun Toruń.


- Tak, jesteśmy parkrunowymi turystami - odpowiedziałem mechanicznie.


W sumie pierwszy raz tak bardzo świadomie i na głos powiedziałem to co naprawdę robię. Dziś biegłem po raz 90-ty, po raz pierwszy w Toruniu - mojej 9-tej lokalizacji. Mam duszę kolekcjonera, jeżeli spodoba mi się płyta jakiegoś artysty chcę od razu poznać i zgromadzić całą jego dyskografię. No i nie potrafię sprzedawać samochodów, którymi jeździłem. Kiedy się wysłużą, ku rozpaczy sąsiadów (i mojej żony), stoją na parkingu porastając pożółkłą trawą. Tak samo jest z parkrunami. Nauczyłem się, że sobotni poranek bez 5 kilometrów w jednej z setek lokalizacji parkruna na świecie to stracony poranek. Wybierając miejsce na spędzenie weekendu, albo dłuższych wakacji zawsze następuje ten moment, kiedy otwieram główną stronę parkruna i szukam najbliższego biegu. W kwietniu strasznie się zdziwiłem, że takiego nie ma w pobliżu Barcelony, ale nie próbowałem namawiać rodziny do przeprawy przez Pireneje do Francji...

niedziela, 27 sierpnia 2017

Land Ho!

W sumie nie jest ani czym cieszyć ani czym chwalić. Ale tak jak wczoraj pomyślałem - tak dziś zrobiłem. Pierwszy raz po kilku miesiącach sam, z własnej woli, nie motywowany ani z tyłu ani z boku, wstałem i poszedłem pobiegać. Nie dużo, nie szybko, bo 5 km spokojnym truchcikiem. Na koniec wskoczyłem do wody i przepłynąłem dwie odległości między pomostami w Charzykowach, co daje równe 200 metrów.


Kondycję mam fatalną. Jednak regularne bieganie to zupełnie inny rodzaj zmęczenia niż próbowanie różnych aktywności dla stłumienia swoich wyrzutów sumienia.

Parkrun Gdańsk-Południe #56 ale tak naprawdę to o parkrunie parę słow - reszta to przemyślenia na koniec lata


Powoli zaczyna mnie nużyć nie-bieganie. Przez ostatnie 5 dni zrobiłem 100 km jeżdżąc rowerem do pracy i z każdym dniem coraz bardziej wkręcałem się w rywalizację z samym sobą. Każdego dnia chciałem pokonać ten dystans szybciej i faktycznie tak się działo. Oczywiście mówię o rywalizacji z samym sobą na miejskim rowerku za ~500 zł z sześcioma przerzutkami. Ale nie chodzi tutaj o szybkość bezwzględną, ale mierzenie się z samym sobą, zupełnie jak 5 lat temu na samych początkach przygody z bieganiem.  

piątek, 25 sierpnia 2017

Kącik biegowego melomana: Marillion - Marbles

Kącik biegowego melomana to z założenia kącik pochwał. Płyty, które tutaj się pojawiają to te, które mnie wyjątkowo poniosły w czasie biegania. Zazwyczaj dobrze mi znane perły z przeszłości, ale i czasami totalne zaskoczenia, których nie znałem wcześniej (Afghan Whigs czy Mother Love Bone). Zasada jest wspólna dla wspominanych przeze mnie płyt: chwalę je wszystkie!


Ale nie znaczy to, że biegam wyłącznie z płytami, które mi się podobają. Albo odwrotnie - nie wszystkie płyty, z którymi biegam mi się podobają. Czasami nawet zdarza się tak, że nie jestem w stanie wytrwać albumu do końca i w połowie zmieniam na inny (np. wczoraj to spotkało ostatniego Steven Wilsona, ale gość jakoś nigdy mi nie leżał, a Porcupine Tree skończyło się na Lighbulb Sun ;))

Mógłbym ten wątek rozwinąć bardziej i płynnie przejść do recenzji Marbles - Marillion. Ale prawdziwym katalizatorem, który sprawił, że po 13 latach ponownie sięgnąłem po tę płytę był Krzysiek, z którym wymieniłem kilka zdań na parkrunie, a potem na messengerze. Zobowiązałem się do posłuchania The Invisible Man i wykonałem to zadanie bardziej niż celująco, bo przez ostatni tydzień posłuchałem tego utworu nie mniej jak 10 razy, a cały album Marbles trzy razy przesłuchałem na rowerze i a potem w pracy.

sobota, 19 sierpnia 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #55 - Powrót Adama na przypisaną pozycję


  1. Tydzień temu nie udało mi się dotrzeć na parkruna z powodu wyzwania jakie podjąłem, czyli przejścia w limicie Chudego Wawrzyńca. Relacja z mojego marszu jest tutaj
  2. W nocy obudziła mnie huśtawka na balkonie, która waliła w okno w salonie. Niebo grzmiało jak tydzień temu w Rajczy. Jedyna różnica była taka, że tym razem mogłem skrócić sznurki huśtawce i pójść spać dalej zamiast mierzyć się z 55 km po górach
  3. Rano po burzy nie było śladu, a na profilu parkruna przeczytałem, że ze względu na zagrożenie pogodowe bieg może być odwołany. 
  4. Pogoda mimo szarego nieba była dość parna.
  5. Na start wybrałem się z Kreską. 
  6. U Kamila w domu wczoraj deklarowało się 5 osób na start, ale około 2 nocy spadł im impet do tego stopnia, że ostatecznie na starcie Kamil zjawił się sam.
  7. Z Kreską truchtaliśmy niemal na samym końcu w tempie około 7 min/km
  8. Na przesmyku przez chwilę pomyliłem się w obliczeniach i nie zauważyłem Tomka Bagińskiego, który poleciał do mety zanim dotarłem do przesmyku. Kiedy pojawił się Adam Baranowski pomyślałem, że biegnie pierwszy. Krzyczę więc do niego: "Adam, co ty robisz?? Zwolnij!". Adam na to dramatycznie odpowiada: "Ale przecież jest DOBRZE!!!" Jestem DRUGI". Rozejrzałem się i faktycznie przed Adamem zobaczyłem plecy Tomka. "Sorka Adam, rób dalej swoje, good job!".
  9. Kiedy chwilę później z przeciwnej strony nadbiegł Krzysiek Łapuć w jego spojrzeniu wyczytałem naszą niedokończoną dyskusję. "Mimo, że lubię Brave, Misplaced Childhood to genialna płyta" - spojrzał na mnie bez słów Krzysiek. "To prawda, w sumie najczęściej do niej wracam, choć lata temu tą moją naj naj naj było Fugazi, ale to pewnie wynikało z prawa pierwszego słuchania" - odpowiedziałem także używając telepatii 
  10. Zatoczyliśmy jeszcze kółko na małym bajorku i dobiegliśmy z Kreską na metę na 54 i 55 pozycji w czasie 35 minut i 10 sekund.

Rzadko bohaterów dnia wybieram według klucza wyjątkowej szybkości. Częściej czynnikiem decydującym jest wytrwałość (że się chce tyle ludziom biegać, albo mewie ochockiej lecieć do Gdańska z Ochoty). Tak też jest dzisiaj. Swoje jubileuszowe biegi zaliczyli Dorota Grzegorczyk (50) i Paweł Madej (100). Gratulacje!!




piątek, 18 sierpnia 2017

Chudy Wawrzyniec AD 2017




Część pierwsza - okołobiegowa


Nigdy wcześniej nie spędziłem wakacji dwa razy w tym samym miejscu. Za każdym razem, choćby były to najpiękniejsze zakątki Krutyni czy Wigier wybieram inne miejsce na spędzenie kilku wolnych dni. Do tej pory wydawało mi się, że życie jest za krótkie, aby dwa razy jeździć do tego samego miejsca. W tym roku jednak zmieniłem swoje rutynowe zachowania i po raz drugi z rzędu, na tydzień zameldowałem się z całą rodziną w Ujsołach. Dodatkowo wyciągnąłem Kamila, dla którego miał to być debiut w górskim ultra.

sobota, 5 sierpnia 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #53 - Powrót Adama


  1. Ponieważ zawitał do nas po długiej przerwie Pan Adam Baranowski, pozwolę sobie na jego cześć opisać dzisiejszy parkrunowy bieg - w punktach.
  2. Pan Adam ostatni raz biegł u nas tak dawno temu, że nawet nie pamiętam. I to chyba nie tylko ja bo dziś do Adama pozostali uczestnicy zwracali się per Pan.
  3. Pan Adam zapomniał też jak to jest zająć ulubione przez niego miejsce - czyli drugie - i mówiąc prawdę wprost Pan Adam dał ciała i był dziś trzeci ;)
  4. Wygrał Piotr a drugi był Dariusz.
  5. Na dzisiejszy bieg zawitał do nas kolega z Leszna. Chcieliśmy być mili i pozwolić mu zając miejsce na podium, ale znów Pan Adam nie zrozumiał naszych intencji i sam na to miejsce wskoczył. 
  6. Odwiedził nas także kolega z Ełku. Umówiliśmy się, że będzie szczęśliwy z ósmego miejsca i tak też się stało.
  7. Był także dwóch parkrunowych globtrotterów z Konstancina, a jeden z nich zrobił dziś 25-tą lokalizację parkrunową oraz swój 100-tny bieg!!! 
  8. Generalnie było dziś baaaardzo dużo nowych twarzy. Na 71 zawodniczek i zawodników aż 22 osoby biegło tutaj po raz pierwszy!
  9. Spośród tych, co biegli po raz pierwszy było też kilka znanych twarzy, w tym Waldek Mis, podjął wyzwanie i zjawił się na starcie biegu kończąc go w pierwszej dziesiątce. Chciałem sobie nawet zrobić selfie z Misiem lustrzanką ale nie trafiłem :D
  10. Ja dziś dałem się namówić Kamilowi, który kilka dni temu biorąc ze mnie przykład wyrżnął się na rowerze ścierając łokieć i kolano, na wolontariat. W sumie za tydzień Chudy Wawrzyniec więc chwila odpoczynku po 3 miesiącach nic nie robienia się przyda :)
  11. W trakcie biegu starałem się robić zdjęcia, ale pod koniec zagadał mnie jeden z biegaczy i zaczęliśmy toczyć dyskusję na jeden z najważniejszych i najbardziej spornych tematów w hermetycznym światku prog-rocka. Czy Marillion było lepsze z Fishem czy z Hogarthem? :) Na szczęście udało nam się znaleźć płaszczyznę porozumienia zgadzając się na to, że Camel w Bydgoszczy na trasie Rajaz zagrał fenomenalny koncert w nieistniejącej już hali Astorii.
  12. Bohaterów dzisiejszego dnia mogłoby być wielu, ale moje wybory nigdy nie są sprawiedliwe, obiektywne ani oczywiste. Tytuł ten wędruje dziś na zachętę dla Waldka Misia, co by nas częściej odwiedzał :)

A tutaj wszystkie zdjęcia jakie zrobiłem:




piątek, 4 sierpnia 2017

Vegenerata sposób na zdrowie

Stojąc w empiku, gdzie wybrałem się z samego rana (najwcześniej otwarty empik - godzina 8-ma obok dworca PKP) aby kupić kartkę z życzeniami ślubnymi (dla szwagra) i urodzinowymi (dla córki) czułem cały czas dziwną obecność kogoś jeszcze... Kilka razy odwracałem się i widziałem jedynie panią kupującą poranną prasę oraz jakiegoś fana winyli, który przyszedł tam z samego rana (pewnie przez noc skończyły mu się winyle i przyszedł na głodzie po jakiegoś Davisa)... W końcu przyszła moja kolej przy kasie. Pani zapytała się, czy poza kartkami coś jeszcze podać... Zawahałem się, choć wiedziałem, że coś jeszcze powinienem kupić... Niepewną ręką zbliżyłem kartę do czytnika, odebrałem rachunek odwróciłem się na pięcie i.... NAGLE...


... stanąłem jak wryty! Znieruchomiałem na kilkanaście sekund jakby spojrzał na mnie sam bazyliszek. Spod gigantycznej papryczki chili wpatrywał się we mnie... Vegenerat Biegowy czyli Przemek Ignaszewski i jego książka - Vegenerata sposób na zdrowie.

Nie mogłem dłużej znieść tego spojrzenia. Chwyciłem książkę, zrobiłem zwrot w tył do kasy i chwilę później wyszedłem z empiku z Przemkiem pod pachą.

sobota, 29 lipca 2017

52 tygodnie z Parkrun Gdańsk-Południe

Uwielbiam podsumowania. Kilka dni temu podczas wizyty w moim rodzinnym domu w Łęgowie grzebiąc w szufladach szafki, które 20-kilka lat temu stały w moim pokoju, znalazłem kartkę napisaną NA MASZYNIE DO PISANIA z setką moich ulubionych płyt. Nie było na niej daty, ale z racji, że była na niej już cała klasyka rocka progresywnego szacuję że był to 1993 rok. Podsumowania są pielęgnowaniem pamięci o najlepszych chwilach, jakie udało nam się przeżyć, najlepszych płytach, książkach, filmach czy biegach.


Dziś jest czas na bardzo bliskie mojego serca podsumowanie. Rok temu po raz pierwszy oficjalnie pobiegliśmy dookoła zbiorników retencyjnych Świętokrzyska I i Świętokrzyska II. Liczba mnoga jest tutaj pewnego rodzaju nadużyciem, bo mnie tutaj było. W tym samym czasie 150 kilometrów dalej budziłem się i jednym półotwartym okiem patrzyłem na kojącą taflę Jeziorka, gdzie noc wcześniej pochłonął mnie rock'n'roll z okazji 10-lecia ślubu Wioli i Kamila. Tydzień później znów mnie nie było - tym razem wyjazd w góry na Chudego połączony z tygodniowym urlopem. Ale na trzecią edycję dotarłem. Wciąż nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę... że Parkrun mam niemal pod oknem i nie muszę w piątek wcześnie iść spać aby jechać samochodem do Parku Reagana.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #51

Ciężko się pisze w dołku. Ciężko też przyznać się, że coś to się robi od 5 lat - robi się źle. Jest takie powiedzenie, którym wielokrotnie kierowałem się w pracy: jeżeli coś co robisz, nie przynosi rezultatów - nie oczekuj, że nie zmieniając niczego rezultaty nagle się pojawią.

Moje biegnie to walka z wagą. Do tej pory była to piękna przygoda, od pierwszych kółek dookoła zbiorników na Pięciu Wzgórzach. Bieganie przez wszystkie cztery pory roku, kiedy padał deszcz, wiał orkan, palio słońce. Biegałem i cieszyłem się jak dziecko, bo waga spadała, dystanse były coraz dłuższe a czasy lepsze. Wystawiłem głowę poza moje zbiorniki i zacząłem brać udział w różnych biegach, potem maratonach, biegach górskich i turystycznych wypadach na bieganie kilkudziesięciu kilometrów w różnych zakątkach świata. Waga spadła o 40 kg. Ale potem zaczęła rosnąć. Kiedyś pisałem, że bieganie mnie zawiodło. Puściłem oczko takim tytułem, ale w treści pisałem, że wyboru nie ma. Przez ostatnie 3 lata przybrałem 25 kg. I jestem w takim momencie, że dalsze bieganie z taką wagą szybciej doprowadzi mnie do poważnej kontuzji niż nagłego zrzucenia kilogramów. W pewnym sensie mogę sparafrazować poprzedni tytuł mówiąc, że zawiódł mnie trening aerobowy.

sobota, 15 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #50

Na południu Gdańska powoli szykujemy się na świętowanie rocznicy. Gdyby rok miał 50 tygodni byłoby to już dziś, a tak mamy tylko okrągły numerek - 50-ty raz spotkaliśmy się na ścieżce dookoła zbiorników Świętokrzyska I i II, a na prawdziwą rocznicę musimy poczekać 2 tygodnie. Jak to się mówi "środa to mała sobota" więc i pierwsza z okazji do świętowania jest :)


Mieliśmy ubrać się dziś na czerwono. Ola rzuciła takim pomysłem we wpisie na wydarzeniu. Skoro dziś jest 50-ty bieg, a symbolem tej liczby w parkrunowej nomenklaturze jest czerwona koszulka, to czemu nie?

sobota, 8 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #49 - Wizytacja z Pruszkowa, Łodzi i Augustowa


W końcu się doczekałem i w odpowiedzi na wczorajszy apel aby pomóc przy biegu mogłem legalnie wcielić się w rolę wolontariusza. Kreska wróciła z kolonii i po dwóch tygodniach przerwy także przyszła ze mną. Początkowo to ona założyła kamizelkę wolontariusza ale... kiedy zobaczyła że Karol z Kamilem szykują się do biegu...

- Tato, a co robi tutaj Karol? Nie powinien być na wakacjach??
- No nie,  wczoraj wrócił.
- To ja chcę pobiec!!

Tożsamość rowerzysty


Mija drugi miesiąc kiedy poruszam się po drogach Trójmiasta głównie rowerem. Rower zastąpił mi samochód i sprawdza się w tej roli naprawdę dobrze. Czasy dotarcia między założonymi punktami są nieco dłuższe niż podczas przemierzania ich samochodem, ale możliwość legalnego przemieszczania się pod prąd po Starym Mieście jest tego warta :)

W tym wpisie chciałbym poruszyć następujące tematy:
  • przepisy i kwestię podwójnej tożsamości
  • bezpieczeństwo
  • współużytkownicy ścieżek
  • infrastrukturę

Każdy z powyższych tematów w pewnym sensie na siebie zachodzi, ale jakiś podział tematyczny musiałem przyjąć, aby ten wpis miał swoją oś.

piątek, 7 lipca 2017

Is this the life we really want?

Nie ma takiej płyty, na którą czekaliśmy równie długo. Można powiedzieć, że to pierwsza prawdziwa płyta Pink Floyd od czasów Amused to Death z 1992 roku. Jedyna różnica pomiędzy poprzednim zdaniem, a prawdą jest taka, że w latach 80-tych Roger Waters przegrał proces o prawo do nazwy Pink Floyd z pozostałymi muzykami tej grupy. Ale dla mnie zawsze Pinkiem Floydem był Roger Waters...


Dwa tygodnie temu umierałem na Sudeckiej Setce. To ultramaraton, który startuje o 22:00 z najwyżej położonego rynku w Polsce. Przed biegaczami wije się 100 kilometrów ścieżek po Sudetach. Rok temu poszło mi tutaj całkiem nieźle. W tym roku przyjechałem bez odpowiedniego przygotowania i około 3 w nocy, po pięciu godzinach walki zacząłem szukać czegoś co zajmie moją głowę, dozwolonego dopingu. Czymś takim zawsze była dla mnie muzyka. O ile nie wyobrażam sobie treningu bez muzyki, na zawodach ze słuchawek korzystam jedynie w ostateczności. I właśnie wtedy nadeszła moja ostateczność... Peleton zawodników uciekł daleko do przodu. Noc była wciąż ciemna. Ani przed sobą, ani za sobą nie widziałem świateł czołówek. I wtedy przyszło mi do głowy, aby wyciągnąć z lewej kieszeni plecaka słuchawki. W komórce odpaliłem Tidala i z wielkim uczuciem ulgi stwierdziłem, że na podejściu na Chełmiec można złapać net. W takich sytuacjach nie waham się co wybrać. Zmysły instynktownie wybierają to co dla nich najlepsze...

czwartek, 6 lipca 2017

O tym jak dostałem dzban!

To było kilkanaście minut temu. Siedzę akurat w domu bo odbierałem córkę z kolonii i już potem nie chciało mi się jechać do pracy. No więc siedzę w domu a tu dzwonek do drzwi. Otwieram, a przede mną stoi listonosz i daje mi paczkę. Ponieważ nie spodziewałem się niczego pytam spokojnie:

-"To dla sąsiadów??"
-"Pan Tomasz, tak?" - pyta listonosz
-"Tak, to ja..."
-"No to dla Pana!"


Podpisuję kwitek i patrzę kątem oka na nadawcę... URZĄD MIEJSKI.... PLAC ODRODZENIA...i myślę sobie po cichu: "o w mordę, pewnie znów jakiegoś podatku nie zapłaciłem i mnie ścigają, ale czemu paczką a nie listem? :D". Czytam dalej... 58-370 BOGUSZÓW GORCE...

niedziela, 2 lipca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #48 - Londyńczycy przywieźli nam swoją codzienną pogodę


Tak samo jak rzutem na taśmę dziś rano wyszedłem na parkruna, tak samo piszę tę krótką relację z dzisiejszego dnia. Wakacje trwają od tygodnia, już dawno minęły czasy kiedy wakacje były wyczekiwanym czasem, kiedy wreszcie będzie więcej wolnego i będzie można nadrobić wszelkie niedokończone sprawy. Teraz wakacje, to czas chaosu i życia w sposób totalnie kombinowany. Nie ma szkoły, więc trzeba zająć się dzieciakami przez CAŁY dzień, albo zorganizować im ten czas...

- Hej, nie potrzebujecie pomocy przy biegu? - zapytałem Tobiasza kilka minut przed startem parkruna

niedziela, 25 czerwca 2017

Sudecka 100 - relacja z 29 edycji nocnego ultramaratonu

Na 29tą Sudecką Setkę zapisaliśmy się niejako automatycznie. Rok temu było rewelacyjnie, logistycznie-kompaktowo (bezpośrednia kuszetka powrotna) i jakoś inaczej duchowo. Sudecka Setka przenosi człowieka w inny wymiar, gdzie czas płynie wolno, ludzie są życzliwi a problemy znikają.

-"Ten bieg jest faktycznie inny niż wszystkie" - podsumował Piotr leżąc w sobotnie popołudnie na trawie przed dworcem PKP Boguszów-Gorce.


Uwielbiamy tam leżeć. Leżeliśmy rok temu przez kilka godzin. W tym roku, mimo że pociąg do Gdańska odchodził dopiero o 21, byliśmy pod dworcem 6 godzin wcześniej. Mieszkańcy, którzy w ciągu dnia krążyli po Boguszowie pod wieczór z niedowierzaniem zatrzymywali się i pytali na co my tyle czasu czekamy? Stare schody pod nieczynnym budynkiem dworca pełnią rolę poczekalni. Ludzie przysiadają się na chwilę, rozmawiamy o biegu, o Boguszowie, o czarnym pasie w karate, który ma mąż Eweliny ze Śląska, a ona zostawia go z trójką dzieci aby wyskoczyć na nocny ultramaraton. Każdy ma swoją historię. Moglibyśmy tam siedzieć kilka dni i ani chwili się nie nudzić...

czwartek, 22 czerwca 2017

I znów spędzimy wieczór na dworcu w Boguszowie-Gorcach...


Po każdym fantastycznym biegu odgrażałem się, że na pewno wrócę za rok! Ale do tej pory nie udało mi się to ani razu. Nawet jeżeli wracałem to na inny dystans, ale nigdy nie wchodziłem dwa razy do tej samej rzeki. Żal mi było moich ograniczeń czasowych aby przestać odkrywać coś nowego. Rok 2017 jest inny. Zapisałem się tylko na trzy biegi. I każdy z nich już kiedyś biegłem. Będzie to sezon powrotów do miejsc, które dały mi najwięcej wspomnień...
  • Już juto o tej porze będę nerwowo kręcił się po najwyżej położonym rynku w Polsce, kilka chwil przed startem Sudeckiej 100-ki. 
  • Za półtora miesiąca powtórzę rodzinny urlop w Ujsołach zwieńczony Chudym Wawrzyńcem
  • I wreszcie jesienią wrócę tam gdzie zaczęło się moje górskie bieganie - na łemkowskie szlaki ŁUT70.
Każdy z tych biegów będę chciał po prostu ukończyć. Dotarcie do mety będzie moim sukcesem.

środa, 21 czerwca 2017

Kącik biegowego melomana: Faith No More - Angel Dust


Jest kilka takich zespołów, które robiły rewolucję w muzyce w późnych-80-tych i wczesnych-90-tych, ale do mnie nie do końca trafiły. Grunge minął mnie bokiem, ale poza Seattle działo się jeszcze w innych miejscach. Przede wszystkim w Kalifornii. Jane's Addiction któregoś dnia przejechało mnie walcem. Red Hotów pokochałem od Blood Sugar Sex Magik. Na Smashing Pumpkins długo się zbierałem, aż w końcu melancholijna Adore przepiłowała mi serce na pół. Tool był progresywny praktycznie od samego początku, od chwili kiedy po raz pierwszy ujrzałem chory teledysk do Sober. A Faith No More?

sobota, 17 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #46 - Gdańsk przyjechał do Gdańska



Są dwa motywy przewodnie dzisiejszego parkruna. Pierwszy to ten, w którym współuczestniczyłem czyli walka dzieciaków o 67 pozycję :) Była zacięta i reprezentowała dwie różne taktyki. Drugi to dawno nie widziane twarze uczestników parkruna z parku Reagana.


Zacznę od tego, że im parkrun jest bliżej tym ciężej na niego zdążyć. Odliczam tygodnie do mojego pierwszego spóźnienia. Dziś co prawda nie było jakoś bardzo blisko, udało się nawet zamienić kilka zdań na starcie, ale pobudka o 8:30 nie wróży dobrze na przyszłość.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #45

Jeszcze 5 minut przed startem zanosiło się, że będzie to najmniej liczny parkrun w historii tej lokalizacji. O północy ruszył Bieg Świętojański w Gdyni i większość naszych cotygodniowych uczestników postanowiło odespać trudy tego biegu. Pozostali powoli zbierali się nad zbiornikiem Świętokrzyska II...


sobota, 10 czerwca 2017

Historia trzech koszulek

Parę tygodni temu Krzysiek Gajdziński, czyli człowiek, dzięki któremu kręci się Łemkowyna Ultra Trail i Maraton Wigry poprosił mnie abym powiedział parę słów na Łemko on Tour w Gdańsku. Jak wiadomo, Krzyśkowi się nie odmawia :) 


Spotkaliśmy się dziś w Hotelu Szydłowski. Na spotkanie mimo niesprzyjającego terminu (piątek wieczór, Rzeźnik, Szczecin-Kołobrzeg, Bieg Świętojański) przyszło kilkanaście osób, aby posłuchać o tym "innym niż wszystkie" biegu. Cytując z pamięci słowa z prezentacji Krzyśka: "Innym dlatego, że nie chcemy, aby był to po prostu kolejny bieg przez góry, który po czasie zleje się z kilkunastoma podobnymi biegami. Chcemy aby ludzie zapamiętali go jako TEN bieg.". Ja od samego początku jestem o to spokojny. Krzysiek i jego ekipa cały czas się rozwijają. Jako dowód nieustannego rozwoju niech posłuży przykład trzech koszulek jakie zdobywałem na trzech kolejny biegach organizowanych przez ekipę "Łemko". O tym właśnie dziś mówiłem we wstępie mojej prezentacji:

środa, 7 czerwca 2017

"I want to ride my bicycle"

Poster z płyty Jazz - Queen, na której znajduje się słynny Bicycle Race

Założyłem tego bloga blisko 4 lata bo bieganie wywoływało we mnie takie emocje, że musiałem znaleźć jakiś wentyl i wyrzucić je z siebie. Nie miałem wtedy ani świadomości ani ambicji, że kiedykolwiek będę opisywał swoje 150-kilometrowe wędrówki po łemkowskich lasach i górach, albo wyprawy do innego kraju tylko po to aby pobiegać. Cieszyło mnie to, że zszedłem z kanapy, że potrafię bez zatrzymywania pobiec na osiedle obok, a potem 10 kilometrów, że można robić takie rzeczy jak bieganie zimą (!). To było kiedyś dla mnie totalnie poza granicą wyobraźni.

Dziś jestem ponownie w stadium pompatycznego uniesienia czymś co dla wielu jest absolutnie normalne :) Wiem, że moje emocje są tak infantylne jak wiersze pisane w ósmej klasie dla koleżanki Natalii z 7b. Joszczak przestrzegał mnie: "Stary odpuść, nie pisz o tym, bo wyjdziesz na idiotę". Ale jeżeli teraz tego nie napiszę, wszystko co czuję rozpłynie się w czasie jak łzy na deszczu.

sobota, 3 czerwca 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #44 - Dzień Dziecka

"Witamy wszystkich na dzisiejszym biegu parkrun, który będzie przeprowadzony przez dzieci. Jest to 44-ty bieg parkrun. Trzy, dwa, jeden, start"

O ile dobrze zapamiętałem to taką formułkę powiedziała moja córka przez megafon tuż przed startem biegu :) Byłem tak zaskoczony, że nie nagrałem filmiku. A szkoda. Może ktoś z Was nagrał?


sobota, 27 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #43 - Tata Żmudziński będzie przeszczęśliwy


Jestem totalne rozbity tym majem. Zaliczyłem dwie wyprawy, pierwsza na Jeziorak, a druga do Kuuva Kuva w Finlandii. Po każdym z takich dłuższych biegów daję sobie tydzień luzu, a potem jakoś ciężko się zebrać. Poza tym kupiłem sobie rower, a we wtorki chodzę na basen przez co jeszcze ciężej wbić się w regularne treningi.

Biegam jedynie przy okazji, na przykład asekurując młodszą córkę na nowym rowerze, albo właśnie tak jak dziś - czyli obowiązkowego cosobotniego parkruna.

Dziś rano trochę nie mogłem znaleźć miejsca dla siebie. Z Kreską biegać już nie trzeba, doskonale trzyma swoje tempo. Tym bardziej, że przyszedł Dominik z obiema córkami, więc Kreska chciała pobiec z Hanią. Jowita (młodsza córka Dominika) debiutowała i biegli razem z Tomkiem (kolegą Dominika z pracy) i jego córką Basią (o której debiucie pisałem dwa tygodnie temu) na końcu. Żmudzińskiego nie było - wyjechał do Szwajcarii zderzać hadrony. Ale był Karol. No i jakoś tak wyszło że się do Karola przyczepiłem, bo nie miałem innego alibi na moje spokojne tempo :)

niedziela, 21 maja 2017

5 surrealistycznych miejsc, do których zaprowadziło mnie bieganie


Zamykam oczy i ciągle widzę na wewnętrznej stronie powiek odbicie Kukkarokivi, czyli wielkiego kamlota na wybrzeżu Finlandii, o którym jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałem, że istnieje. Biegnie prowadzi mnie do dziwnych miejsc. Do miejsc, do których nie dotarłbym nawet myślą. I nie są to ścieżki i sceny masowych biegów. Zazwyczaj to niewielkie punkty ma mapie, o których istnieniu nie można dowiedzieć się inaczej niż skalując google maps do granic powiększenia przewidzianych przez autorów mapy.

Dlaczego surrealistycznych? Dlatego, że odsuniętych od tradycyjnego planu zwiedzania świata. Odrealnionych, z pogranicza jawy, snu i fantazji. Tak mówi definicja. I ta definicja staje się motorem, paliwem i tłem moich biegowych przygód. Jeżeli zastąpimy jawę i sen: tanimi biletami lotniczymi i optyką Dominika w patrzeniu na mapę, a fantazję zostawimy bez zmian to otrzymamy receptę na odkrycie tych miejsc. Oto one:

piątek, 19 maja 2017

Kuuva Kuva - koszty

Przy każdej z naszych wycieczek pojawia się osobny wpis dotyczący kosztów. Poprzednio mieściłem się w 225 zł w Szwecji oraz 560 zł za dwa dni we Włoszech. W tym drugim przypadku popłynąłem na pizzy i winie, oraz dwóch noclegach. W Finlandii nocleg był tylko jeden. Ale czy wyszło taniej niż w Szwecji?


czwartek, 18 maja 2017

Kuuva Kuva - czyli jak zwiedzić Finlandię w 24h


Jestem przyzwyczajony do tego, że znając język polski i angielski oraz używając wyobraźni jestem w stanie zrozumieć podstawy większości języków jakimi porozumiewają się ludzie w Europie. Chodzi mi o takie całkowite podstawy komunikacji, czyli czytanie napisów na znakach, nazw sklepów, pozycji w menu, podstawowych komunikatów, które pozwalają przetrwać turyście. Są jednak dwa kraje, które wyróżniają się zdecydowanie - Węgry i Finlandia. Języki ugrofińskie to całkowity kosmos! Niewiele ponad godzina drogi samolotem przenosi nas na językowego Marsa. Idąc po centrum Turku (to taki fiński Kraków, kiedyś była tu stolica, ale przenieśli) udało nam się wymyślić tylko dwa słowa jakie znamy po fińsku: Räikkönen i Hautamäki :)

sobota, 13 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #41 - Basia i Kosia


Kilka miesięcy temu zrobiłem błąd. Zabrałem moją młodszą córkę na biegową rundkę po osiedlu ale zamiast podejść do tematu biegania jak do zabawy - pobiegliśmy trochę za szybko, w tempie mojej starszej córki. W efekcie Konstancja czyli Kosia stwierdziła, że bieganie jest bez sensu i ona nie będzie biegać nigdy, że bieganie jest dla fizoli, a ona woli książeczki :)

Książeczki są oczywiście ok, ale przysłowie "w zdrowym ciele zdrowy duch" nie wzięło się znikąd, a moją rolą jako rodzica jest dbać o zrównoważony rozwój swoich dzieci :) Brzmi jak truizm, ale w praktyce za każdym razem jak wychodziłem na parkurn/trening/rower z Kreską czułem się źle, że nie ma z nami Kostki. Posiadanie starszej siostry to ciężkie wyzwanie...

Nie chciałem robić nic na siłę. Wiedziałem, że zbytnie namowy mogą wpłynąć przeciwnie do oczekiwanych rezultatów. Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie.

- Tato, a może ja pobiegnę z Tobą parkruna? - zapytała kilka dni temu Kosia

niedziela, 7 maja 2017

Podsumowanie dwóch tygodni 24.IV-7.V


Ciągle chodzi mi po głowie komentarz Waldka Misia sprzed 3 tygodni, że jestem jeszcze bardziej w dupie niż on. Jeżeli chodzi o regularne bieganie - to na pewno. Ostatnie dwa tygodnie było bieganiem wyłącznie przygodowym. Takie bieganie jest fajne, ale czy buduje formę? Ciężko powiedzieć... wydaje mi się, że bardziej ją rozwala niż buduje. Ale można też spojrzeć na to z odwrotnej strony: bieganie przygodowe to czysta przyjemność, a ja nigdy nie szukałem w bieganiu zajęcia na dodatkowy etat. Bieganie miało być przeciwieństwem rutyny i obowiązku. I ciągnie nim jest. Aczkolwiek wpisuję się takim zachowaniem do grona tych "którzy mają piękne treningi i koszmarne zawody" :)

sobota, 6 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #40 - nie ma jak w domu

Nie biegłem swojego domowego parkruna od 4 tygodni. Po świątecznych wojażach do Bydgoszczy, jednodniowej wizycie w Warszawie i w końcu sobocie wypełnionej pustką na plaży pod Barceloną zjawiłem się u siebie.

fot. Paweł Marcinko

Tydzień temu nie było relacji, bo nie było oficjalnego parkruna. Przyznam się, że zwyczajnie nie przyszło mi do głowy, że są miejsca w Europie oddalane od najbliższej lokacji biegu parkrun dalej niż rozsądna poranna podróż samochodem. Okazuje się, że tylko Polska (poza kolebką parkruna czyli wyspami) jest ewenementem w takiej skali! Parkrunów nie ma w Niemczech, całym Beneluksie, w innych krajach bloku wschodniego oraz w... Hiszpanii :/

Najbliższą lokalizacją od Barcelony jest... francuska Tuluza. Kilkaset kilometrów z przeprawą przez Pireneje. Aż takim fanem chyba jednak nie jestem :)

wtorek, 2 maja 2017

70 km dookoła Jezioraka


Z rodzicami pod namiotem byłem tylko jeden jedyny raz. To było około 30 lat temu, jedna noc z soboty na niedzielę. Moi rodzice w jednym namiocie, ja z siostrą w drugim. Obok cała wielka familia mojego kuzynostwa z Elbląga. Tę noc pod namiotem spędziłem na wyspie Bukowiec na Jezioraku. To taka "wyspa" i "nie wyspa" jednocześnie, bo można na nią dojechać samochodem. Pogoda była wtedy fatalna, strasznie zmarzliśmy w nocy. Za dnia padało, ale dla dzieciaków to kompletnie nie sprawiało problemu, były kajaki, wędkowanie, kąpiele w zimnej wodzie między trzcinami po kostki w mule, a potem ognisko, przygoda... Takie jest moje pierwsze wspomnienie Jezioraka.

 
Obiegnięcie Jezioraka planowałem przynajmniej od dwóch lat. Za to od roku już bardzo bardzo konkretnie. Chciałem to zrobić jeszcze przed Sudecką Setką AD 2016, ale wtedy kumple mi się wykruszyli z powodu kaskady różnych kontuzji. A samemu, jakoś tak bez sensu, skoro biegnąc z takim Kamilem miałbym na półmetku biegu ciepły obiad podany na stole w domu jego rodziców, który leży rzut beretem od linii brzegowej Jezioraka.

Jeziorak to szóste największe jezioro w Polsce. Ustępuje tylko dwóm mazurskim gigantom: Śniardwy i Mamry, dwóm z zachodu Polski: Dąbie i Miedwie oraz jezioru Łebsko - które obiegliśmy rok temu. Jezioro nie ma regularnego kształtu i próbując obiec je non-stop przy linii brzegowej trzeba by poświęcić na tę wyprawę przynajmniej dwa dni. Biegnąc natomiast z punktu A do punktu A, ale od drugiej strony można uwinąć w ciągu dnia, bo obwód wynosi około 70 kilometrów.

Ten weekend majowy był celem na to jezioro od kilku tygodni. Chcieliśmy zamierzyć się na niego ekipą sprzed roku, która zrobiła Łebsko, czyli: Dominik, Michał, Kamil i ja. I tutaj praktycznie moja rola w organizacji tego biegu się skończyła. Kamil jest Iławiakiem z urodzenia, tutaj skończył szkołę, tutaj mieszkają jego rodzice i nawet żonę jak szukał, to znalazł taką z Iławy :) Datę biegu na 1 maja ustaliśmy metodą wykluczeń. Kiedy każdy z nas podał jakie daty z tego długiego weekendu mu pasują - w zbiorze wspólnym pozostała tylko jedna pozycja: Międzynarodowe Święto Pracy - 1 Maja.

Tego dnia postanowiliśmy wybrać się na najdłuższy 1 majowy pochód - 70 km dookoła Jezioraka.

sobota, 29 kwietnia 2017

A gdyby tak kiedyś obiec Morze Śródziemne?



Kiedy ten tytuł wpisu przyszedł mi do głowy rozmarzyłem się na długą chwilę. Miał być tylko żartem, a uruchomił w mojej głowie całą serię inżynierskich połączeń nerwowych. Jakie rejony są najbardziej niebezpieczne i trzeba by wyjątkowo uważać? A może pobiec od Gibraltaru nad Bosfor i zrobić tylko połówkę? Ile tak naprawdę to byłoby kilometrów? W jakim stylu wykonać to "obiegnięcie"? Bo style są dwa. Pierwszy to ten, kiedy trzymasz się jak najbliżej linii brzegowej i wbiegasz na każdy półwysep. To zdecydowanie dłuższa ścieżka. Drugi styl to szukanie jak najkrótszej linii aby dostać się z punktu A do punktu A ale od drugiej strony. Pierwszy jest bardziej krajoznawczy, a drugi bardziej techniczny i sportowy. Ten drugi sposób na przykład kosi całe Włochy i po dobiegnięciu do Pizy, albo nawet wcześniej, lecimy prosto do Wenecji i omijamy cały Półwysep Apeniński...

piątek, 28 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 17.IV - 23.IV

Biegacz z Północy mówił od zawsze, że odpuszczanie wchodzi w krew. Raptem 3 tygodnie temu obiecałem sobie, że będę robił krótkie podsumowania tygodnia. Bez głębszej historii, ot takie raporty biegowe, po to, aby za dwa miesiące, na Sudeckiej 100-tce było czarno na białym wiadomo jak przepracowałem ostatnie miesiące i czego mogę się spodziewać.


Ostatni raport tygodniowy powinien powstać pięć dni temu, ale w momencie, kiedy miałem go pisać byłem już w drodze na "wiosenne wakacje". A jak to na wakacjach z trójką dzieciaków bywa - czasu dla siebie jest z.e.r.o. Wstajesz na tyle szybciej przed dzieciaki, że starcza czasu jedynie na to aby pobiec po pieczywo na śniadanie do sklepu, a wieczorem padasz na twarz dokładnie w tym samym momencie co drużyna...