Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

2b. Elastyczny wegetarianizm - zdjęcia

W poprzednim wpisie nakreśliłem moją filozofię elastycznego wegetarianizmu (too long to read), a teraz zdjęcia:


Różne losowe obiady z ostatniego roku, które znalazłem w komórce + krótkie opisy



Wygląda mi to na, że to jedzenie w Biowayu. Fragment większej całości bo to chyba wizyta rodzinna (dwóch zup nie jem). Danie główne to kasza gryczana, surówki i kotlety brokułowe.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Gazpacho

Minęły ponad 2 lata jak pisałem coś o jedzeniu, ale w sensie jedzenia więcej, a nie jedzenia mniej. Patrząc jednak na mnie i moją walkę z kilogramami nie byłbym... zbyt wiarygodny jako człowiek, który poleca coś do zjedzenia. No chyba, że ktoś chciałby wyglądać tak jak ja zeszłej zimy :)

Pojawiła się jednak kilka dni temu w moim jadłospisie potrawa, którą jem codziennie i nie potrafi mi się znudzić. Tytułowe gazpacho czyli chłodnik z pomidorów, ogórków, papryki, cebuli, pieczywa i przypraw. 

 

Ta zupa jest oczywiście tak dobra, jak dobre są składniki potrzebne do jej wykonania. Dlatego ciężko wykonać ją tak smaczną w inne miesiące niż lipiec i sierpień. Ja mam jeszcze jeden dodatkowy bonus: wszystkie pomidory, ogórki, cebula a nawet ząbek czosnku pochodzą z pola moich rodziców, którzy uprawiają je wyłącznie hobbystycznie (nie przemysłowo, choć ilości czasem wychodzą przemysłowe). Warzywa od moich rodziców nie mają ani grama sztucznego nawozu czy oprysku. Są po prostu całkowicie wolne od chemii, dojrzewające powoli, na żyznej glebie, pod polskim słońcem. I smakują wciąż tak samo jak smakowały w latach 80-tych.  

niedziela, 31 lipca 2016

O tym jak przybrać 8 kg w miesiąc

Halo, halo! Napinałem tę cięciwę przez 4 miesiące, a gdy tylko puściłem wróciłem na miejsce startu jak piłeczka na gumce. Major Tom to ground control... macham z oddali... my circuit's dead, there's something wrong

 
Kilka miesięcy temu, częściowo w ramach motywacji samego siebie, a częściowo w ramach pamiętnika biegowo-wagowego, opisałem moje wahania wagi przez ostatnie lata:

Najlepsza dieta, to taka, w której potrafimy wytrwać.

Założyłem wtedy, że do końca czerwca, początku wakacji, albo Sudeckiej 100-tki wchodzę w reżim treningowo-dietetyczny:

poniedziałek, 2 maja 2016

Wegetariański grill


Rok albo dwa lata temu majówka była bardzo zimna. Pamiętam jednak, że biegając po Gdańsku z wielu ogródków dochodził dym z węgla drzewnego. Skoro jest majówka to musi być grill i koniec! Nie ma w tym oczywiście nic złego, sam uwielbiam grillować i tak jak mówi czasem Joszczi także uwielbiam "grilla pić". Jak jednak poradzić sobie w tym temacie kiedy jest się na "tymczasowej diecie wegetariańskiej"? Bo tymczasowa nie oznacza, że dopuszczająca wyjątki.

W codziennym życiu raczej nie rozpowiadam o tym, że na jakiś czas wyłączyłem mięso, i absolutnie nie oczekuję, że ktokolwiek będzie mi to ułatwiał i przygotowywał coś specjalnie dla mnie. Oznacza to, że czasem trzeba mocno pracować głową :)

Chciałbym wyróżnić trzy sytuacje związane z grillowaniem z jakim może zmierzyć się wegetarianin:

poniedziałek, 28 marca 2016

Veggie Easter



"Szkoda, że nie powiedziałeś, bo bym przywiozła taką fajną sałatkę z łososiem" - tymi słowami powitała mnie moja siostra, kiedy najgrzeczniej jak mogłem wykręcałem się ze zjedzenia jej klasycznego żurku, indyka i pasztetu.

"Ale węgorza zjesz?" - zapytała dwa dni wcześniej ciocia mojej żony.

Ja nie jestem wegetarianinem na poważnie. Tylko na próbę. Na kilka miesięcy. Ale skoro już podjąłem to wyzwanie to podchodzę do tematu zero-jedynkowo. Nie jem to nie jem. Bez wyjątków. Moje motywacje są czysto zdrowotne. Potrafię przyswajać fakty i widzę, że stopień przetworzenia mięsa począwszy pod procesu hodowli poprzez jego produkcję jest dramatyczny. Docierają do mojej świadomości badania mówiące, że w idealnej diecie dla człowieka powinno znajdować się maksymalnie 2% mięsa. Większość chorób ma początek w złym odżywianiu. Wierzę, że jedząc więcej warzyw będę po prostu dłużej żył w zdrowiu.

piątek, 18 marca 2016

Najlepsza dieta to taka, w której potrafimy wytrwać

rollercoaster - 10 lat życia

"Najlepsza dieta to taka, w której potrafimy wytrwać" - nie pamiętam kto to powiedział, ale kilka miesięcy temu to zdanie wbiło mi się w pamięć. Ja od kiedy skończyłem studia muszę walczyć o to aby nie szybować z wagą w górę. Próbowałem wielu różnych diet, czasami niezależnie od sportu, czasami razem. Efekty były raz lepsze, raz gorsze. Ale z pewnością najlepsza dieta to taka, na której będę w stanie wytrwać przez długi czas i osiągnę constans wysiłku i zadowolenia. Dieta, która stanie się stylem życia.

środa, 2 marca 2016

Kowall na Kowalach - nietuzinkowe miejsce

Nie jest to blog kulinarny, ani muzyczny tylko biegowy. Ale od zeszłego tygodnia, kiedy Dominik przegonił mnie przez maraton na raty w sobotę i niedzielę coś mi ... zaczęło uwierać w pośladku i głownie zajmuję się jedzeniem i słuchaniem, a nie bieganiem. Nie jestem typowym biegaczem, który każdą kontuzję najpierw próbuje rozbiegać, a potem się zastanawia czemu boli bardziej. Nie biegam z dzienniczkiem i kompletnie nic się nie stanie jak na kilka dni sobie odpuszczę czekając aż fizyczny ból dupy mi przejdzie :)


Wczoraj nawet chciałem pobiegać, bo ciągnie w pośladku mnie jakby mniej, ale ... przeczytałem wpis Run The World o jej zmęczeniowym złamaniu uda i jakoś tak mi przeszła ochota na biegnie z bolącym (nawet lekko) stawem biodrowym.

Skoro nie biegam to słabo pisałoby się o bieganiu. Jest jednak pewien temat kulinarny, który chodzi mi po głowie i stuka w czaszkę od środka prosząc aby się nim podzielić: Restauracja Kowall na Kowalach. Poniżej w punktach kilka całkowicie bezinteresownych spostrzeżeń:
  • Restauracja Kowall mieści się Tesco na Kowalach. To nie jest miejsce, które może się kojarzyć z kunsztowną restauracją, a jednak idea chyba się sprawdza. To nie jest centrum miasta, ale robotnicze obrzeża. Tutaj nie jedzie się specjalnie, bo restauracja wpasowuje się w rytm osiedli. To w pewnym sensie nawet przewartościowanie pojęcia restauracji na noclegowych dzielnicach miast. Kowall pokazuje, że nie musi to być pizzeria, kebab, chińczyk czy kurczaki z rożna. W takich miejscach można też zjeść coś nietuzinkowego i bardzo smacznego.
  • Trzy razy trafiłem tutaj na trzydaniowy lunch dnia. Cena 19,99 za: zupę, drugie danie i deser jest niska i przystępna dla każdego częściej niż raz na miesiąc.
  • Kowalla prowadzi kucharz, który walczył w Top Chefie. Muszę się przyznać, że jeżeli już włączam telewizor to jedynie z dwóch powodów. Pierwszy z nich to Air Crash Investigation na National Geographic, a drugi to właśnie Top Chef na Polsacie :) 
  • Ale to co zawsze najważniejsze, to jedzenie. Tutaj smakuje tak jak właśnie powinno. Jest uczciwe, w oparciu o ciekawe produkty i za każdym razem zaskakująco. Jak kaszotto podane z czyśćcem - do niedawna nawet nie wiedziałem, że taki korzeń istnieje. Albo zupa pomidorowa podana z chipsami z marchewki. 


Zachęciłem już kilkoro moich znajomych do odwiedzenia Kowalla. Za każdym razem opinia była bardzo pozytywna. Mam nadzieję, że restauracja znajdzie swój finansowy balans w tej okolicy i istnieć będzie jeszcze długo.

niedziela, 13 grudnia 2015

Domowe hamburgery

Od rana pada. Głownie deszcz, ale czasem zakosi mokrym śniegiem. Tak będzie do nocy. Jest niedziela i trzeba coś pobiegać. Motywacji dzisiaj poszukałem w jedzeniu. W takim znaczeniu, że jeżeli zjem wielkiego domowego hamburgera to wyrzuty sumienia wyniosą mnie z domu na kopach niezależnie od pogody.


piątek, 30 października 2015

Biegacz vs Pizza


Dean Karnazes w swoje książce Ultramaratończyk w pewnym sensie postawił pizze na piedestale. Kiedy myślisz o Deanie masz przed sobą uśmiechniętego greka zamawiającego w nocy pizzę z zegarkiem w ręku określając dostawcy na jakiej dokładnie przecznicy będzie kiedy pizza wyjdzie z pieca. W 50 maratonów w 50 dni jeden z rozdziałów poświęcił na wytłumaczenie się z techniki jedzenia pizzy w trakcie biegu. Pizza musi być na cienkim cieście, najlepiej hawajska, zwinięta w ruloniki i jedzona jak tortille.

czwartek, 23 lipca 2015

Falafele czyli kotlety z ciecierzycy


Uwielbiam kotlety warzywne. Wiem, że są osoby, które nie są w stanie przełknąć różnego rodzaju kotletów na bazie strączków, a kiedy już im się to uda to czekają na brawa :) Jednak wbrew fali wegepoprawności politycznej wcale nie są one łatwe i na pewno nie są szybkie do przygotowania. Przede wszystkim wymagają zaplanowania przynajmniej jeden dzień wcześniej. Ja nie jestem typem osoby, która robi raz na tydzień zakupy w markecie i dokładnie planuje tygodniowe posiłki. Może stąd mój problem z ciągłą walką z wagą?

Wracając do kotletów z ciecierzycy. Zdecydowanie najtrudniejszym elementem w ich przygotowaniu jest namoczenie ciecierzycy DZIEŃ WCZEŚNIEJ! Ile to już razy zdarzało mi się, że po pracy marzyłem sobie: "ależ bym zjadł jakieś kotleciki warzywne" aby po chwili się zreflektować ze smutkiem "ech... nie namoczyłem wczoraj cieciorki".

niedziela, 8 marca 2015

Zupa cebulowa


Chyba trochę spoźniłem się z tym wpisem, choć jestem na niego przygotowany od miesiąca. Zima się wlasnie nieoficjalnie skończyła. Jest 13 stopni. Na ścieżkach biegowych misz-masz. Mijam zarówno osoby w koszulce i krótkich spodenkach a zaraz potem człowieka w czapce, rękawiczkach i trzech warstwach na górze.

Spoźniłem się dlatego, bo juz nie trzeba się specjalnie rozgrzewać, a taki jest główny cel zupy cebulowej. Jednak klimat mamy taki, że na Wielkanoc czasami można ulepić bałwana, dlatego na wszelki wypadek nie żegnajmy się z zimą i wspomnijmy zupę cebulową.

Cebulą jest moim fanem, a ja jej idolem. Polak - Janusz - Cebulak. Trzy słowa a brzmią jak jedno, lecz nie ma się absulotnie czego wstydzić ani wypierać. Zupa cebulowa ma swoją historię we Francji, zaś na południu Włoch, w Kalabrii cebula jest głównym warzywem i podstawą kuchni. Kilka lat temu miałem nawet przyjemność zjedzenia tamże lodów o smaku cebulowym.

piątek, 6 lutego 2015

Zwycięski obiad!

Pamiętacie co działo się 3 miesiące temu? Jarek i Dominik założyli się, kto będzie pierwszy 11 listopada na 10 km w Gdyni. W biegu wygrał Dominik łamiąc po raz pierwszy w życiu 40 minut na dychę. Jarek musiał ugotować obiad...

Czekaliśmy na ten dzień długo. Ja domniemywałem nawet, że się nie doczekam nigdy... Ostatecznie wczoraj, 5 lutego o godzinie 17:18 dokonał się ostatni element tego zakładu - NAGRODA. Dominik w roli zwycięzcy, Jarek w roli kucharza i kelnera, ja w roli sekundanta, a Michał... był chory i siedział w domu sam. 


Dodam, że obiad z założenia był wegetariański a Jarek teoretycznie powinien zmienić ubezpieczenie MSW na KRUS, bo połowa z warzyw pochodziła z własnej ekologicznej, balkonowej uprawy (kiełki dla papug, kotlety z kaszy gryczanej, buraki, seler i ryż). Sól była tylko na życzenie i ekstra płatna, a do picia sok z wyciskarki dla cześków - czyli takiej za 300 PLN z Carefura :)

sobota, 6 grudnia 2014

Wyciskarka wolnoobrotowa czyli tajemnica soku z buraków


Dwa lata temu, niedługo potem jak zacząłem biegać, zainspirowałem się piciem soków wyciskanych na zimno, czyli wolnoobrotowo. Do tamtej pory robienie soku z owoców i warzyw jednoznacznie kojarzyło mi się z sokowirówką jako jedyną maszyną, która jest w stanie taki sok zrobić.

Z dzieciństwa wielu z nas zapewne pamięta sokowirówki marki Predom, które chodziły jak motorynka, cały dom wibrował od fundamentów po dach a rodzice kazali nam potem pić ohydny sok z marchewki. W końcu i ja zostałem ojcem i wpadłem na ten sam genialny pomysł, że trzeba moje dzieci poić sokiem z marchewki i jabłek. Ale wtedy szukając po necie jakiejś sokowirówki rzuciła mi się w oczy idea wyciskarki - która jest czymś innym niż sokowirówka. Wiele informacji znalazłem na stronie eujuicers.pl  skąd pochodzi poniższy cytat.

Sok wyciśnięty przy pomocy wyciskarki jest gęstszy i mniej klarowny niż uzyskany dzięki sokowirówce. Jest on również znacznie bogatszy w enzymy, witaminy i składniki odżywcze, które pozostają „żywe” i niezniszczone w procesie wyciskania. Taki sok posiada niewielką warstwę piany co wskazuje na minimalne napowietrzenie. Dzięki temu jego okres przydatności do spożycia jest dłuższy niż w przypadku soku wyciśniętego przez sokowirówkę i wynosi do 24 godzin przechowywania w lodówce.

Dodatkowo ślimakowymi wolnoobrotowymi wyciskarkami można robić soki nie tyko z twardych owoców i warzyw ale także z owoców miękkich oraz traw!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Wyciskanie dwa dni po ultra


Co może być lepsze niż zimne piwko wieczorem? Ja nie wiem. Ale dostałem wczoraj od żony zakaz picia w tygodniu. W sumie... lato się już skończyło, więc argument, że jest gorąco odpada. Sezon w pewnym sensie też się skończył sobotnim ultra dookoła Trójmiasta. Moja walka z kilogramami od kilku miesięcy jest bardzo wyrównana, nikt nie wygrywa, nikt nie przegrywa, a jest to jeszcze baaardzo odległa waga od satysfakcjonującej. Przez moją głowę przetacza się chmura porad i sugestii: przejdź na 100% wege! dieta białkowa! odstaw gluten! nie jedz cukru! A ja sam dobrze wiem, że wszystko byłoby OK z wagą, gdyby nie codzienne okazje... I w tym refleksyjnym nastroju napisał do mnie Dominik:

piątek, 7 listopada 2014

Najlepsza pizza w 3city jest na stacji benzynowej

 

Piszę to całkiem bezinteresownie, choć tytuł brzmi jak kiepski product placement. Jak sam o tym usłyszałem to nie wierzyłem i zanosiłem się gromkim śmiechem, że chyba się komuś coś pomyliło. Ale pojechałem i sprawdziłem. A dziś wróciłem z żoną i znajomymi. I będę wracał. Bo najlepsza pizza w 3city jest na Szadółkach, jadąc do Otomina, na stacji benzynowej Moya. W biznesie często sukces odnosi ten kto łamie schemat. Wstawienie pieca opalanego drewnem i sprowadzanie składników z Włoch po to aby robić pizzę w kompleksie stacji benzynowej i warsztatu samochodowego pod Gdańskiem to jest złamanie schematu...

niedziela, 2 listopada 2014

W poszukiwaniu smaku słynnej zupy dyniowej z Łemkowyny

Nie zjadłem jej na 40-tym km biegu. To był mój największy błąd. Dwie godziny temu mówili o tej zupie w TVP1. Piszą o niej w każdej relacji z Łemkowyny. Pozostaje mi tylko zapisać się na przyszły rok licząc, że nie zmieni się karta menu w Puławach Górnych. Albo spróbować znaleźć ten smak samodzielnie i zaprosić na degustację tych co tam biegli i zupy nie odmówili.


Dynię dostałem od moich rodziców. Piękna, duża, pomarańczowa, z własnego ogródka, nie widziała w swoim życiu ani grama nawozu czy innej chemii.

piątek, 31 października 2014

Jedzenie na ultra - to nie zdrada

Tytuł może być mylący, dlatego od razu wyjaśniam. Nie mam na myśli rad ani przemyśleń jak się odżywiać w trakcie biegu, jakie żele kiedy wciągać. Napiszę pare zdań o pułapkach żywieniowych związanych z trzydniowym wyjazdem na bieg na drugi koniec Polski w kontekście naszego wyjazdu na Łemkowynę.
copyrights: wikicommons

czwartek, 18 września 2014

Jedz, biegaj i chudnij

Niech nikogo nie zmyli trawestacja tytułu kultowej książki Scotta Jurka w tytule wpisu. Nie jest to recenzja tej pozycji. Natomiast zdecydowanie będzie to wpis o jedzeniu i chudnięciu z bieganiem w tle. A dokładniej wpis o zmaganiu z jedzeniem w kontekście biegania.

Dlaczego zacząłem  biegać opisałem w moim pierwszym wpisie na blogu. Historia jakich tysiące. Byłem gruby i zacząłem bardzo martwić się o swoje zdrowie. Tak rozpoczyna przygodę z bieganiem chyba co drugi, o ile nie zdecydowania większość trzydziestolatków. Bieganie wybrałem dlatego, bo jest najprostsze, nie wymaga zorganizowania boiska i grupy kolegów, nie trzeba nigdzie jechać, wystarczy wyjść z domu. Nic innego nie ma takiej proporcji czasu poświęconego na aktywność do czasu "okołoaktywnościowego".



środa, 16 kwietnia 2014

Sałatka "Ambrozja" - inspiracja ze Spóźnionego Śniadania Kolektywu Samo Dobro

Noszę się od jakiegoś czasu aby zrobić sobie tydzień oczyszczający wyłącznie na surowych warzywach. Myślę, że zaraz po Wielkanocy będzie na to idealny czas :) A surowe warzywa mają ogromną moc. Czasami idąc do Green Waya największa ochotę mam wyłącznie pochrupać sałaki.

Od pewnego czasu śledzę poczynania ekipy Kolektywu Samo Dobro i ich Spóźnione Śniadania. Nie zawsze mam możliwość na nich być. A dokładnie to byłem tylko jeden raz... Dlatego z wielką radością czytam nowo powstałego bloga z przepisami ze Spóźnionych Śniadań. Kilka dni temu stwierdziłem, że po prostu muszę zrobić ich sałatkę "Ambrozję" gdzie bazą są surowe: marchewka, burak, cukinia, jabłko, papryka. Natomiast perełką w tej kompozycji jest sos, którego głównym składnikiem w palecie smaku jest świeży imbir.

Nie będę przeklejał całego przepisu, bo jest po prostu do znalezienia pod tym linkiem. A sałatka zniknęła bardzo szybko i co najważniejsze, zamieniła się w moc-biegową (moją) i moc-nordic-walking (mojej żony).

wtorek, 1 kwietnia 2014

Sok z pokrzywy czyli naturalne EPO

W dzieciństwie i wczesnej młodości naturalne elementy żywieniowe były integralną częścią mojej diety. Uważałem, że to coś zupełnie normalnego, ale jednak w liceum byłem jedyną osobą, która na drugie śniadanie przynosiła kanapkę z pokrzywami. Sałatka z mniszka lekarskiego to także wiosenna codzienność. Z krwawnikiem szło mi bardzo cieżko.

Do powrotu do korzenia zachęcił mnie Dominik, wkręcając mi film, że będziemy sobie biegać po polanach w minimalistycznym obuwiu i będziemy zbierać zioła. Dwa razy powtarzać mi nie trzeba było, bo zbieractwo mam we krwi :) W niedzielę wracając ze straszynskiego wzgórza zauważyłem nad jarem idealnie młodziutkie pokrzywy. To już ten czas. Wiosna rozpoczyna się na łąkach. W poniedziałek po pracy wybraliśmy się razem z dziećmi nazbierać kilka siatek pokrzywy.

Ekipa młodzieży dostała po ciastku i ruszyliśmy na wycieczkę. Oczywiście temat wycieczki pt. "zbieramy pokrzywy" wydał się dzieciom tak abstrakcyjny, że wybrały po prostu zabawę przy mostku i rzucanie patyków do wody. Zaś ja z Dominikiem napełnialiśmy nasze siatki młodymi pokrzywami.
Najlepsze są właśnie teraz, kiedy dopiero co wyrosły z ziemi i mają wysokie nagromadzenie wszelkich mikroelementów. Do zbierania tak naprawdę nie są potrzebne rękawiczki, umiejętnie chwytając za łodyżki można zrywać je bez większych poparzeń.