Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzęt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzęt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2020

Quo Vadis Endomondo 2020?



Jak ktoś słusznie zauważył, rok 2020 podzielony przez 5 daje liczbę... 404! Endomondo chyba wzięło ten symbol mocno do serca.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Letni setup biegacza


Kiedyś nie zwracałem większej uwagi na to jak jestem ubrany do biegania. Ważne było aby latem nie było za gorąco, a zimą za zimno. I niewiele więcej. Uważałem, że to nie sprzęt biega, a człowiek. Dalej tak uważam... w połowie. Bo dopasowany, wygodny ubiór daje trochę więcej przyjemności i trochę mniej sekund na kilometr - przy zachowaniu tej samej przyjemności.

Z tym wpisem bujam się od czerwca, ale wszystko wskazuje na to, że lato nie opuści nas jeszcze w ten weekend, więc może będzie dłużej aktualny niż przez kilka dni.

środa, 19 czerwca 2019

New Balance 1080 v9



Ze wszystkich mainstreamowych marek butów biegowych, jakie są na rynku mam pewną, nie wiadomo z czego powstałą, sympatię do marki New Balance. I to na długo zanim zacząłem biegać w ich butach z serii CRUZ, które są to niby-biegowe niby-lifesylowe. Ot, takie tanie szmaciane trampki, z dropem 6mm, całkiem miłą amortyzacją i absolutnym brakiem stabilizacji. Bardzo fajnie pracuje mi stopa w tych tanich butach (można wyhaczyć za ~150 zł nawet na promocjach). Mogę wręcz powiedzieć, że te buty były dla mnie wstępem do mojej miłości do Altra Escalante.

piątek, 7 czerwca 2019

ARCh MAX

Kilka dni temu wrzuciłem na FB pytanie dotyczące plecaka/kamizelki biegowej. Przez kolejną godzinę nie mogłem odejść od kompa, bo prowadziłem poza dyskusją na wallu kilka privów, z których jeden zakończył się tym, że odwiedził mnie dziś kurier i dał mi TO.



Nie znałem tej marki, czyli ARCh MAX, ale parametry tej kamizelki dokładnie spełniały to czego szukałem czyli:
  • lekka (~120 gram)
  • kieszenie na dwa flaski z przodu (to ma chyba każda kamizelka, ale już nie każdy plecak)
  • dodatkowe kieszonki z przodu, na tyle głębokie, że telefon NIE MOŻE z nich wypaść choćbym fikał przewroty
  • tylna kieszeń na ZAMEK (to też nie jest zawsze w standardzie)

Kiedy wyjąłem ją z pudełka gdzieś z tyłu głowy zaczął mówić do mnie głos Małkowicza... 

niedziela, 2 czerwca 2019

On CloudRush - test pierwszego wrażenia


Wiele razy powtarzałem, że jakiekolwiek pisanie o butach, w których nie przebiegło się 1000 km nie ma sensu, bo poza pierwszym wrażeniem zazwyczaj jest całe spektrum tych kolejnych, które lubią zmieniać się w trakcie dłuższego użytkowania.

Ale tym razem sytuacja jest trochę inna. Dostałem buty za free na kilka dni do testów. Tak naprawdę sam je sobie wybrałem i poprosiłem. Nie mam z tego powodu żadnych profitów, przez co nawet przez jednego z moich dobrych znajomych zostałem nazwany frajerem, a firma On Running maestrem od marketingu :)

Ja to traktuję trochę inaczej. Biegam sobie kilka dni w butach, nie płacę za to, mi nikt nie płaci, ale też nie mamy wobec siebie żadnych zobowiązań i oczekiwań. Możemy natomiast się lepiej poznać, wyjść kilka razy na randkę i sprawdzić czy iskrzy. A jak nie iskrzy to wprost o tym napisać.

czwartek, 2 maja 2019

Merrell Vapor Glove 3 - pierwsze wrażenia

"Łapię chwile ulotne jak ulotka"


Pierwsze wrażenie to coś co zdarza się tylko raz. Cała reszta jest pochodną sympatii, która miała szansę urodzić się w trakcie pierwszego wrażenia plus doświadczenia zdobywane w kolejnych miesiącach, latach.... Zupełnie jak w związkach. Pierwsze wrażenia szybko się zacierają jeżeli ich nie udokumentujesz. Z drugiej strony egzaltacja lub nieufność nie służy rzetelności wypowiadania się w powierzchownie liźniętym temacie.


Zakładając, że każda emocja ma swoje miejsce, poniżej prezentuję to, czego doświadczyłem po 4 biegach w Merrellach Vapor Glove 3:

Minimalistyczne wątpliwości i ekscytacje

Dwa wpisy temu w "filozoficznym przykucu" powstał wpis, który poruszył moje wątpliwości związane z trzema rzeczami: harmonogramem biegania, eksperymentami żywieniowymi oraz techniką biegania (i sprzętem, który tę technikę wspiera).


Żywienie już rozwinąłem w poprzednim wpisie o monodiecie. Teraz chciałbym wyrzucić z siebie wszystkie wątpliwości związane z przypadkowym kupnem Merrelli Vapor Glove 3.

sobota, 23 marca 2019

Ja i moje Grado SR 60e


Minęło kolejne 1,5 roku od ostatniego testu słuchawek na moim blogu. Pod koniec 2017 roku opisałem moje życie z Koss The Plug, czyli tanimi słuchawkami dousznymi, które wyjątkowo mi przypasowały. Trafiły jednak na bardzo zły okres mojego biegania. Rok 2017 to szuranie pełne zbędnych kilogramów i niemocy. Biegałem mniej, próbowałem trochę na rowerze, ale dwa razy się wyjebałem (raz z własnej winy, raz Straż Miejska zrobiła prawoskręt nie patrząc) i jakoś mi przeszła chęć na rower.

Rok 2018 był rokiem zmiany. Wróciłem do biegania na poważnie, schudłem 40 kg, a pod koniec roku opisałem ten proces przedstawiając całą układankę zmian mikronawyków.


We wpisie nr 3 celowo nie ująłem najważniejszego dla mnie elementu sprzętu - słuchawek. Z tego powodu, że zwyczajnie chciałem potraktować je osobno. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że coś co dla mnie było mega ważne mogłoby rozmyć całość i stać się odległą dygresją od rdzenia rozumienia problemu (a raczej recepty na problem).

No i stało się tak, jakby Tom Hanks, rzucony z samolotu FedExu na bezludną wyspę ani razu w filmie nie wspomniał o swoim Wilsonie :(

A moim Wilsonem, moim największym towarzyszem tych kilkuset ostatnich biegów, i to wcale nie niemym towarzyszem, a towarzyszem śpiewającym mi do ucha tysiące piosenek były słuchawki Grado The Prestige Series SR 60e 

wtorek, 19 lutego 2019

Altra Escalante - recenzja butów do biegania


To nie są zwyczajne buty do biegania. Ciężko jest je kupić w zwykłych sklepach sportowych. To buty z pewną legendą, ale też i misją. Ciężko jest też je ujrzeć na stopach przypadkowych osób, bo wejście w ich posiadanie to najczęściej świadomy wybór.

Idąc ulicą spotykasz mnóstwo osób w butach od Adidasa, Nike czy New Balance, ale nie oznacza to od razu, że są biegaczami. Kiedy jednak trafiasz na osobę w Altrach wiesz od razu, że należycie to tego samego, tajemnego klubu: klubu biegaczy poszukujących.

I takie jest właśnie pierwsze wrażenie. Transfer wizerunku następuje zanim jeszcze złożysz je na stopy.

Ale to prawdziwe pierwsze wrażenie uderza cię w bok głowy, gdzieś obok błędnika, kiedy już zdecydujesz się je ubrać. Świat wali się w tył. Jesteś przyzwyczajony do buta, w którym odpadasz do przodu, a tutaj przez pierwsze sekundy musisz przeprogramować się aby nie upaść w tył.



Wszystkich najważniejszych cech doświadczasz praktycznie od razu:
  • zerowy drop
  • lekkość
  • miękkość i elastyczność podeszwy
  • amortyzacja na całej powierzchni
  • minimalna stabilizacja
  • szerokość w palcach
  • miękki zapiętek

Wielu z tych cech szukałem od dawna i różne ich kombinacje znajdowałem w innych modelach innych marek. Ale nigdzie wszystkie na raz.

sobota, 9 lutego 2019

Algorytm newsfeeda Endomondo sam wybiera aktywności do wyświetlenia

- Ej, czemu ostatnio nie biegasz?
- No jak!? Przecież wczoraj biegałem!
- No ale nie wrzuciłeś na endo.
- Pewnie, że wrzuciłem! 
- No to musiałem nie zauważyć...


Ostatnio przeprowadziłem kilka podobnie brzmiących dialogów jak ten powyższy. Za którymś razem zorientowałem się, że to nie moja spostrzegawczość szwankowała, ale pewne aktywności moich znajomych nie pokazywały się na newsfeedzie endomondo. Zarówno w apce na telefonie jak i na komputerze.

sobota, 2 lutego 2019

Buty do biegania z małą stabilizacją - ewolucja oczekiwań


Przez ostatnie pół roku kupiłem prawie tyle butów do biegania, co przez poprzednie 6 lat... Ponieważ kiedyś przyjąłem zasadę, że pełną recenzję butów robię dopiero wtedy, kiedy je wyrzucam, mógłbym przez kilka kolejnych lat nic o butach nie pisać... Ale!

  • Mam taki styl biegania, że nie niszczę butów, więc wyrzucam je dopiero wtedy gdy mają przynajmniej 2k km. Choć i wtedy nie wyrzucam, a po prostu oddaję na drugie życie do tzw "pracy w polu". 
  • Nigdy nie reklamowałem butów, bo (patrz punkt poprzedni)
  • W mojej głowie przez ostatnie miesiące nastąpiła nie ewolucja, a tsunami postrzegania butów do biegania.
  • Kilka tygodni temu kupiłem na wyprzedażach dwie pary (Adidas, Puma) a kilka miesięcy wcześniej jeszcze inne dwie pary (Altra, New Balance)
  • Taka sytuacja, że idąc pobiegać mam 4 różne pary do wyboru nie zdarzyła się w moim ascetycznym życiu jeszcze nigdy.

piątek, 7 grudnia 2018

Najbardziej paradoksalna zaleta zegarka biegowego


Nie wiem czy to jest temat na osobny wpis, ale chciałbym podzielić się swoim świeżutkim spostrzeżeniem na temat tego co dał mi zegarek biegowy (po niespełna dwóch tygodniach używania). A dał mi rzecz całkowicie paradoksalną.

Dzięki zegarkowi biegowemu wreszcie (!!!) mogę biegać i nie wiedzieć w jakim tempie biegnę!

czwartek, 29 listopada 2018

3. Zabezpieczenie mikroproblemów sprzętowych


Powoli tworzy się moja plansza, na którą składają się główne puzzle zmiany. Elementów na planszy jest 7, czyli nie jest to jakaś skomplikowana układanka. Wystarczy je sobie dobrze poukładać w głowie.

Do tej pory opisałem dwa puzzle związane z jedzeniem:

  •  Trening
    • 3. Zabezpieczenie mikroproblemów sprzętowych

Przechodzę dziś do kolejnego działu, związanego ze treningiem. Pierwszy element, wpływający na wszystkie pozostałe to dobre i wygodne dobranie sprzętu, a przede wszystkim zabezpieczenie i reagowanie na wszelkie niewygody.

wtorek, 27 listopada 2018

O tym jak po 6 latach kupiłem pierwszy zegarek biegowy...

Muszę napisać ten wpis zanim zapomnę co było dla mnie ważne wczoraj. Zanim ważniejsze stanie się to co jest teraz i co będzie jutro. Po 6 latach biegania kupiłem zegarek biegowy. Ostatni bastion padł. Poddałem się, straciłem charakter, nie usłyszę już być może nigdy podczas maratonu "ej, patrzcie tego, sobie z komóreczką biegnie" :)



sobota, 10 listopada 2018

Robienie życiówek póki co nie jest nudne (parkrun Gdańsk-Południe #121)

Ja wiem, że dziś/jutro jest mnóstwo Biegów Niepodległości i wielu biegaczy albo nie przyszło na parkrun, albo po prostu oszczędzało siły, ale nie przeszkadza mi to kompletnie chodzić dumny jak paw. Bo miejsce na podium na dzisiejszym biegu to jedno, ale życiówka na 5 km poprawiona o 40 sekund zadziwiła nawet mnie samego. 


Ja byłem przekonany, że pobiegnę dziś w okolicach 23 minut, a i tak mocno mnie to zmęczy. Biegam bez dnia przerwy od 7 dni. Kręcę wielokrotności płyt Queen, czyli albo 8 albo 16 km. W czwartek i piątek czułem się już trochę zmęczony. Miałem ciężkie nogi, z trudem łapałem tempo 4:59 min/km... Do tego wczorajszy wieczór też nie był wzorowy... if you know what I mean...

piątek, 7 września 2018

Me and my Asics Gel-Glorify


Generalnie recenzje butów mnie nudzą. Mam na myśli pisanie recenzji, bo raz na jakiś czas, kiedy planuję zakup, to czytanie recenzji bardzo mnie pasjonuje i wciąga. Problem jest jednak taki, że najwięcej recenzji dotyczy tych butów, które są bardzo mainstreamowe, albo też producenci chcą aby o nich się pisało. Niewiele jest natomiast do znalezienia na temat butów, które leżą na promocjach, za 50% ceny i ciężko powiedzieć, czy po prostu są niewarte swojej pierwotnej ceny, czy po prostu są tzw. "long tailem" danego producenta.

"Long tail" czyli długi ogon, to termin zaczerpnięty z branży pozycjonerskiej. Chodzi o to, że poza drogim pozycjonowaniem głównych haseł warto także pozycjonować jak najwięcej haseł tzw. III ligowych, które są same w sobie tanie, rzadko wyszukiwane, ale w kupie robi się siła. Mam wrażenie, że podobnie jest na rynku butów do biegania. Każdy producent ma na półce kilkadziesiąt różnych modeli, ale tak naprawdę promuje góra 3-5 z nich a cała reszta tworzy wizualną armię mnogości oferty. I ta cała reszta najczęściej wala się na półkach za 50% ceny. Ale czy to dobry but? Dojście do tej wiedzy jest mega trudne, a najczęściej kończy się sprawdzeniem na własnej nodze. Nie chcesz ryzykować? Płać full price i kupuj Nimbusa! Chcesz zaoszczędzić? Kup Gel-Glorify i sam przekonaj się czy są tak samo dobre jak Nimbusy :)

* * *

Kupno dwóch par butów w tym samym roku? Nie, to nie mogę być ja... No ale jakby nie patrzeć moim ostatnim Asicsom stuknęło 1800 km. Myślę, że spokojnie dobiegam w nich do 3000 km, ale nie będą już moimi podstawowymi butami, a takimi na deszcz, błoto i las. Biorąc pod uwagę, że właśnie idzie jesień, to nabieganie w deszczu i błocie kolejnego tysiaka nie powinno być dużym problemem. 

czwartek, 22 marca 2018

Oddajcie mi mój SkillMill!

Na moich krętych ścieżkach ku zdrowiu, formie i wadze ponownie pojawił się karnet do siłowni. Epizody z siłownią, które do tej pory miałem wszystkie kończyły się fiaskiem na dłuższą metę, bo kiedy tylko zmieniła się "pogoda" uciekałem na świeże powietrze.


Dlatego piszę "pogoda" ponieważ nie chodzi o tę za oknem - ona jest akurat perfekcyjna do biegania. Mam raczej na myśli wewnętrzną pogodę związaną z tym, że gdzieś coś mnie zaczyna boleć, gdzieś ciągnąć, a jak już wielokrotnie podkreślałem - próba rozbiegania kontuzji, nawet mikro-kontuzji to najgłupsza rzecz jaką można wymyślić. A ja zacząłem czuć miesiąc temu pewien dyskomfort w lewej nodze, w okolicach pachwiny. Nie pierwszy i na pewno nie ostatni. Zluzowałem więc na kilka dni, potem więcej maszerowałem niż biegałem, ale nie przechodziło... Stąd narodził się po raz kolejny pomysł w moim życiu - a może kupić sobie karnecik na siłownię?

Właśnie minął tydzień, jak jestem jego szczęśliwym posiadaczem. Póki co korzystam na pełnej zajarce w każdy robotniczy dzień przed pracą :) 

Trening dzielę po równo między ćwiczenia tlenowe i siłę. Kilka razy w życiu różni klubowi trenerzy mnie instruowali, więc poruszam się w rozkładzie ćwiczeń w miarę sprawnie. Nuda - można pomyśleć. Niby tak, choć z jakiegoś powodu czas na siłowni naprawdę szybko biegnie. I NAGLE pojawiło się urządzenie, które tę potencjalną nudę zamieniło na mega zdziwienie.

SKILLMILL

sobota, 10 marca 2018

Test wózka biegowego THULE Chariot Cross 1

Staram się nie traktować otaczającego mnie świata powierzchownie. Wręcz przeciwnie, czasem poświęcam o wiele za dużo czasu na zgłębianie pewnych rzeczy tylko po to, aby się dowiedzieć jak działają. Jednak większość recenzji/opinii na temat produktu czytam powierzchownie, omiatając je wzrokiem i szukając słów-kluczy przy których się zatrzymuję pędząc na sam dół recenzji do posumowania.

na starcie parkrun Gdańsk-Południe w sekcji wózkowej
Jak więc napisać recenzję, która ma być przeczytana? Czy po prostu wymienić wszystkie cechy produktu, który testowałem i ustawić je w pewnej gradacji od tych najbardziej do tych najmniej mi potrzebnych? Czy raczej skupić się tylko na części z nich, które po prostu są warte skierowania na nie scenicznych reflektorów, a wszystkie wymiary, cale, centymetry i kilogramy zostawić innym recenzjom?

Dostałem do testowania od Thule nowy wózek-kombajn, następce Chariota Cougara, który miałem okazję użytkować 1,5 roku temu. Wózek, który nazwa się Chariot Cross 1 i jest jednocześnie przyczepką rowerową, trójkołowym wózkiem biegowym (przednie kółko sprzedawane oddzielnie), wózkiem czterokołowym do codziennego użytku (dwa małe kółka w zestawie) a także wózkiem do zaczepienia płoz i przypięcia skórzanym pasem do talii Marit Bjoergen (pas, płozy i Marit sprzedawane oddzielnie).


Z racji, że wózek dostałem w połowie listopada, a na początku marca musiałem odesłać go do kolejnego testera przypadły mi w udziale miesiące zimowe. Trochę szkoda, że nie zrobiłem nim żadnej rowerowej wycieczki. Jeżeli chodzi o samo bieganie także nie było klimatu aby zrobić razem  z moim najmłodszym dziecięciem mnóstwa kilometrów. Wybiegłem nie więcej niż kilkanaście razy, zaliczyliśmy wspólnie dwa parkruny, kilka weekendowych wybiegań, kilka wieczornych biegów po ciemku w środku tygodnia i kilka rodzinnych spacerów...

Jeżeli utrzymałem czytelnika do tej pory, to się ciesze. Dla tych, którzy czytają wybiórczo pogrubię kolejne zdanie, bo definiuję w nim filozofię Thule z pozycji użytkownika. Testując 1,5 roku temu poprzednika Chariota Cross 1 miałem kilka uwag, które napisałem w recenzji. Rok później otrzymałem wózek, który miał poprawione dosłownie wszystkie niedoskonałości poprzednika. To niby takie proste... ale jednak godne podziwu, że przy kolejnym modelu nie decydował ani księgowy, ani wizjoner-projektant, ani inżynier-oderwany-od-poczucia-stylu, ale decydowało perfekcyjnie przeprowadzone user experience, które było czubkiem piramidy złożonej ze wspomnianych: księgowego, designera i inżyniera. Każdy z nich wykonał kawał roboty, ale to UX stał na samym szczycie.

sobota, 17 lutego 2018

Me and my Kalenji Eliorun

Mam już taki zwyczaj, że kiedy moje buty przechodzą na emeryturę zawsze skrobnę o nich kilka zdań. Zrobiłem tam z moimi pierwszymi poważnymi Asicsami a potem z Adidasami. Dziś poświęcę kilka akapitów butom, w których biegałem od listopada 2016 roku - Kalenji Eliorun.


Zanim jednak przystąpię do rozprawienia się z tym biegowym obuwiem z Decathlonu sporządzę tabelę-legendę moich ubogich doświadczeń z butami. Zmieniam je niezwykle rzadko, dlatego nie ma tutaj zbyt wielu pozycji.

CZAS ASFALT TEREN
2012 Kalenji Ekiden 50 nic
2013 Asics Gel Pulse 4 Kalenji Kapteren
2014 bez zmian Asics Fujitrainer
2015 Adidas Response Boost bez zmian
2016 Kalenji Eliorun bez zmian
2017 bez zmian Salomon Speedcross Vario
2018 Asics Gel Glorify bez zmian

Jednym z głównych wyznaczników, którym się kierowałem była cena, dlatego nie miałem problemu biegać w butach z najniższej półki Decathlonu, ale z drugiej strony najwięcej kilometrów zrobiłem w Adidasach Response Boost, które tanie nie były, a uważam je za absolutnie najlepsze buty jakie kiedykolwiek miałem. Każdy z tych butów zrobił o wiele większe przebiegi niż życzeniowo zakładane przez sprzedawców i część z nich jak np. niezniszczalny Gel Pulse 4 (z którym już dawno temu się żegnałem) służy incydentalnie do dziś.

Poza wymienionymi w tabelce były jeszcze Ecco Biomy kupione na samym początku mojej przygody, zaraz po tym jak zaczytałem się w Urodzonych Biegaczach i zamarzyłem o niskich dropach. Nie uwzględniam ich jako "moje buty" bo zrobiłem w nich ledwie 300-400 km i definitywnie odłożyłem na półkę ze względu na zapiętek nieprzyjemnie trący achillesa. Jednak marzenie o niewielkim dropie i nikłej amortyzacji ciągle we mnie żyło podsycane nieustannie przez sandałowe opowieści Dominika. Takie semi-mininalistyczne były właśnie Elioruny, o których dziś chcę napisać kilka akapitów, czy też Fujitrainery, w których zrobiłem wszystkie moje biegi górskie do 2016 roku włącznie.

piątek, 3 listopada 2017

Test słuchawek: Koss The Plug

"Po 40-tce czas płynie inaczej" - taki frazesik wymyśliłem, aby wytłumaczyć się, także sam przed sobą, dlaczego z recenzją tytułowych słuchawek czekałem ponad rok. Ale fakt, że czekałem rok aby kolejna recenzja pojawiła się na tym blogu - sam w sobie jest recenzją. Po prostu trafiłem na słuchawki, które sprawiły, że straciłem potrzebę kupowania kolejnych. Przynajmniej na jakiś czas, bo nowe słuchawki pojawiają się w moim domu czy tego chcę czy nie, chociażby jako dodatek do telefonów, czy na potrzeby dzieci.


Koss The Plug trafiły do mnie w pewnym sensie z polecenia. Rok temu przeczytałem na blogu Heavy Runs Light recenzję ... ekstatyczną. Nie dziwiłaby mnie, gdyby dotyczyła słuchawek za więcej niż 500 zł, ale w tym przypadku te dziwaczne Kossy kosztowały 10 razy mniej! Takie zestawienie, czyli polecenie człowieka, który od serca i ucha napisał napisał mega pozytywną recenzję + cena, którą można zaryzykować sprawiło, że kilka dni później stałem się właścicielem swoich własnych pomarańczowych, piankowych Kossów.