Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parkrun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parkrun. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2025

Parkrun Gdańsk-Południe #392 - Valentyne Suite


 - Zawsze jest tak samo - wydyszałem na mecie zwracając się częściowo do Kamila, który zdążył już dojść do siebie po swoim biegu, a częściowo w kierunku pokrytej śniegiem trawy za krawężnikiem na mecie parkruna. 

Kiedy się już wystarczająco wysapałem, dodałem kilka zdań, których i tak nie musiałem, bo każdy wie jak to jest. 

Zaczynasz niby spokojnie, aby przebiec i nie umrzeć. Ale jednak jest to zawsze trochę szybciej niż truchtasz sobie na co dzień. Po kilometrze jest całkowicie bezboleśnie, a po drugim wciąż ok. Potem zaczyna się przesmyk, czujesz już, że gdyby nie te osoby przed i za tobą, to byś trochę zwolnił. No ale to byłoby przecież ujawnieniem swojej słabości :) Po wbiegnięciu/wpełznięciu na mały zbiornik przez kolejne 100 metrów cię zatyka, ale przecież nie zwolnisz teraz, kiedy pokonałeś już podbieg a do mety jest tylko płasko lub z górki. Wtedy zaczynają się pierwsze przekleństwa.

Gdyby ktoś wtedy zapytał się mnie, czy za tydzień będę też biegł odpowiedziałbym klasykiem:

- W żadnym wypadku! A komu to potrzebne? A dlaczego? 

Zostały jeszcze dwa kilometry. Myślisz, że wystarczy na trochę dłużej zamknąć oczy. Zamykam więc i biegnę na pamięć. Otwieram i okazuje się, że wciąż jestem w tym samym miejscu. Niestety ten sposób nie działa. Trzeba dobiec. 

I kiedy powtarzasz sobie dwadzieścia razy: żadnego finiszu! żadnego finiszu.... to i tak kiedy wchodzisz w ostatni zakręt to z każdym krokiem coraz szybciej, coraz szybciej i szybciej... wbiegasz na metę i w głowie masz jedno:

 - Zawsze jest tak samo ...

Biegałem na wiele różnych czasów, mając różne wagi startowe, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach scenariusz był inny niż powyższy. Na parkrunie zmęczenie zazwyczaj jest funkcją wzrastającą wykładniczo...

Czas na dzisiaj? 31:40 

A wpis ten robię głównie po to, aby nie zniknęło w otchłani facebooka zdjęcie, które w walentynkowej aurze i z walentynkowymi gadżetami zrobiły mi na mecie parkrunowe dziewczyny.

Może i nie biegam jeszcze/już szybko, ale kto się może pochwalić takimi włosami dwa lata przed pięćdziesiątką??

 

 

sobota, 28 września 2024

Parkrun Gdańsk-Południe #370 - idealny środek stawki

Dzisiejszy parkrun od startu do mety biegliśmy w grupie z Bartkiem i Adamem. Nie forsowaliśmy zbytnio tempa, ponieważ jutro jest półmaraton w Gdańsku. Co prawda Adam nie bierze w nim udziału. Bartek też nie. Ja również nie będę uczestniczył w tej imprezie, ale.... prawo ulicy mówi jasno: "dzień przed półmaratonem nie można forsować tempa na parkrunie".

fot. Łukasz Zwoliński

3/4 biegu trzymała się nas Sylwia, ale ona chyba nie wie, że jutro jest półmaraton, bo nie dostosowała się do naszego zachowawczego tempa. Biegł jeszcze z nami Sebastian, ale nie mógł się zdecydować czy miał dziś trenować nordic walking czy bieganie, więc połączył jedno z drugim i biegł obok nas z kijkami. Kazaliśmy mu się oddalić bo psuł nam wizerunek na zdjęciach, że niby biegniemy w tempie piechura :)

sobota, 13 lipca 2024

Parkrun Gdańsk-Południe #359 - Raport ze środka stawki


Kiedy dwa dni temu Garmin (którego powoli uczę się już jako tako obsługiwać) powiedział mi po przebiegnięciu 10km, że mam odpoczywać 59 godzin.... policzyłem szybko.... że to mniej więcej do niedzieli rano. 

- Eeeeej, a parkrun? - odpowiedziałem w myślach Garminowi

Dwa tygodnie temu byłem 66-ty z czasem 28:17 (to najlepszy czas od 4 lat) i pomyślałem, że dziś wypadałoby pobiec szybciej. Parkrun od zawsze staram się traktować jako mini-sprawdzian i lecieć go przynajmniej na 90% możliwości. Zmęczyć się na krótkim dystansie jest dla mnie ważniejsze niż spotkać się i pogadać. Aczkolwiek można zawsze to zrobić przed i po biegu.

Dziś na przykład początek dnia zrobił mi Adam, który prezentował się na starcie jakby właśnie wyszedł z krzaków po walce z dzikiem w błotnym transgatunkowym MMA. Mówił, że się po prostu przewrócił, ale nie nie wiem jak można się tak przewrócić aby być uwalonym z przodu, tyłu i nawet na czubku głowy. Chyba bardziej się sturlał :) Bardziej wierzę w wersję z dzikiem. Mało kto go widział, ale prawdziwy dzik na wysokości startu stał jakieś 20 metrów dalej w krzakach i prężył szczecinę. Jednak nie podchodził bliżej. Czuł respekt przed Adamem.

sobota, 18 listopada 2023

Ten, na którym Gustaw pogonił dzika i dwa kolejne

Ten na którym Gustaw pogonił dzika

Trzy tygodnie temu Gustaw pogonił dzika. Przyznam, że miałem dużego pietra, bo to było pierwsze całkiem niespodziewane spotkanie na tak bliskiej przestrzeni. Co prawda od kiedy Moderna zaczęła wycinać las przy małym zbiorniku aby zbudować bloki, dziki zaczęły być widoczne praktycznie każdego dnia, ale starannie unikałem ich podczas spaceru z psem, trzymając go na smyczy tam, gdzie zagrożenie wzrastało. 




Nasz parkrun przyciąga średnio setkę biegaczy każdej soboty, robimy siłą rzeczy dużo hałasu i krążąc po ósemkach dookoła stawów w sobotę o 9 rano szansa na spotkanie dzika była raczej mała. To rozsądne i płochliwe zwierzęta. Ale w końcu nasze ścieżki musiały się skrzyżować... czysta statystyka.

Gustaw w deszczowe dni biega jak za karę. Na każdym skrzyżowaniu z przesmykiem podbiega w kierunku Jaworzniaków i spogląda z nadzieją, że idziemy do domu. Kiedy widzi, że biegnę w innym kierunku przewraca oczami i biegnie za mną z miną mówiącą "OMG mój pan jest niespełna umysłu i biega w deszczu, a przecież każdy szanujący się chart wie, że wtedy trzeba schować się pod kocem w domu

No i w końcu trzy tygodnie temu dwa żywioły przypadkiem spotkały się w przesmyku. Dzik wygoniony z zagajnika przez dewelopera z chartem, który zdecydowanie wolałby spać pod kocem zamiast biegać parkruna. Cała sytuacja trwała góra 5 sekund. Dzik wbiegł na ścieżkę, Gucio wystartował, dzik uciekł, Tomek Bagiński miał chwilę później czystą drogę aby wygrać bieg. 





Ponieważ Gucio biega bez kodu, to ja dostałem wolontariat jako "zabezpieczający trasę". Dziękuję :)

 

Ten z okazji Dnia Niepodległości


 

Podczas tego biegu, kiedy Gucio pogonił dzika, Ksawery pobiegł swój dziesiąty juniorski parkrun (a Konstancja 10 wolontariat). Zgodnie z prawdą, którą przez megafon wyznał Krzysiek - "każdy szybciej od ojca". Ale nie było nas tydzień później aby odebrać dyplom bo wykonaliśmy listopadowy lifehack i polecieliśmy na tydzień na Cypr aby oddychać 28 stopniowym powietrzem i pływać w 25 stopniowym morzu. 

Nie biegałem tam ani razu choć wziąłem buty biegowe. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, choć okazji było sporo. Może dlatego aby zrobić sobie pierwszą od sierpnia przerwę? W każdym razie przed 11-listopadowym parkrunem byłem pewny, że forma i czas będą bardzo podłe.... A tu się okazuje, że... zrobiłem "życiówkę AD2023" :) Niezależnie czy jesteś szczupły czy gruby, zasady odpoczynku przed biegiem są dokładnie takie same. Mój przypadkowy odpoczynek dał mi super wynik i w sumie super zadowolenie, że wszystko jest na dobrej drodze:

  • zacząłem biegać
  • robię to od lipca regularnie
  • zrzuciłem ponad 20 kg
  • poprawiam się z parkruna na parkrun
  • jestem cały w skowronkach...

I nagle wszystko siadło, kiedy wieczorem dostałem wiadomość od jednego z parkrunowiczów, z którym dawno się nie widzieliśmy:

 - "Wybacz, że to piszę, ale mam dobre intencje, weź się za siebie"

 :(

To oczywiście prawda, i nie chodzi mi o to, że jestem jakąś mimozą i nie można mi powiedzieć, że jestem gruby. Słyszę to codziennie i naprawdę mam świadomość dokąd zaszedłem. A zaszedłem do 139 kg. I wróciłem już do 115 kg. Jeszcze 15 i będę w raporcie ze środka stawki, jeszcze 30 i będę bił się o pierwszą trójkę. Ale póki co walczę o złamanie 30 minut i jeszcze przynajmniej tydzień powalczę bo dziś udało się tylko na chwilę, a potem wszystko zostało załatwione przy zielonym stoliku :)

 

Ten, na którym po kilku latach przerwy złamałem 30 minut, ale mnie cofnęli jak Sainza w Las Vegas

W ostatnim tygodniu znów niewiele biegałem. Raz z psem, raz z Joszczakiem. To było cudowne przypadkowe wtorkowe spotkanie. Tego dnia odstawiam dzieciaki na basen i mam godzinę dla siebie. Przez ostatnie lata grałem w szachy w aucie na parkingu, ale od września staram się dobiec z Azaliowej do zbiornika Jasień i wrócić zanim dzieciaki skończą zajęcia. Za każdym razem określam swój tzw "point of no return" czyli miejsce, za którym nie starczy mi czasu aby wrócić na czas. I co tydzień dobiegam kilkaset metrów dalej. Ale tym razem spotkałem Joszczaka i poczułem się jak za starych czasów :)

 

Miałem biegać jeszcze w czwartek, ale padało, i zamiast biegać udało mi się ledwie wyprowadzić wieczorem psa na 500 metrów. 

A w sobotę? Znów pełen niepokój czy dam radę przebiec 5 km bez zatrzymywania się. Ale paradoksalnie (bo z jakimś szczątkowym treningiem w tygodniu) biegło się bardzo dobrze! Lekko jak na 115 kg, całkiem świeżo i z ciągle gadającym synem obok :) Wynik? WOW! 29:51 - złamałem 30 minut! Ponieważ biegam bez zegarka i bez śp. endomondo swoje wyniki i postępy śledzę wyłącznie na stronie parkruna.

Idę cały zadowolony na zakupy, a tu znów dostaję kosą przez nogi. Sainz nadział się na studzienkę w Las Vegas i dostał karę 10 miejsc do tyłu za wymianę baterii a aucie, a każdy parkunowiec dostał karę gorszą - 12 sekund w plecy! I nagle zrobiło mi się 30:03 hmmmmm. 

Porachujemy się za tydzień!!

sobota, 30 września 2023

parkrun Gdańsk Południe #316 - Powolny, ale progres

Kilka miesięcy temu przeszedłem się rano w sobotę z moją mamą po rynku w Pruszczu i nabyłem kawał istotnej wiedzy na temat jego funkcjonowania. Mianowicie wiem już, kto jest zwykłym handlarzem, a kto przywozi swoje warzywa/owoce/sery/chleby. I dzięki temu poranne sobotnie zakupy są znacznie bardziej świadome. Ale aby zdążyć na parkruna, na rynku trzeba być o 7 rano. Nie jest to żadnym problemem, bo w pewnym wieku (czyt. moim wieku) człowiek cokolwiek by nie zrobił to i tak budzi się 5:30 :)

Tak więc wyjście na parkruna, który zaczyna się o 9:00 jest jak spacer w połowie dnia. No ale sam bieg już spacerem staram się aby nie był. Taka jest moja prywatna idea parkruna. A od kiedy przestałem jakkolwiek mierzyć swoje treningi taki parkrun to jedyny w tygodniu pomiar mojej formy. 

 

Na starcie ustawiam się z tyłu zgodnie z dobrą praktyką nieprzeszkadzania innym kiedy biegnie się z psem lub wózkiem (wyjątkiem w tym temacie jest oczywiście Tomek Bagiński, który aby nie przeszkadzać innym biegnąc z wózkiem musiał ustawiać się w pierwszej linii). Mój Gustaw mocno ciągnie na pierwszych metrach, bo wszyscy biegną - chce i on - ale swoją pełną prędkością. A może widzi uciekającego Ksawerego i włącza mu się pies pasterski i chce trzymać stado razem? 

Po połowie kółka wszystko się uspokaja. Stawka jest rozciągnięta. Można biec tak jak ciało i głowa pozwala. Mój cel na dzisiejszy bieg to biec bez przejścia do marszu tak długo jak się da. Ja naprawdę zaczynam wszystko absolutnie od początku i mam problem z utrzymaniem biegu bez marszu, nawet w najwolniejszym możliwym tempie, dłużej niż 1km. Ten ja, który 4 lata temu biegał te parkrunowe pętle w tempie poniżej 4 min/km już nie istnieje. Trzeba go zbudować od początku. Natomiast głowa pracuje dokładnie tak samo. To czy biegłem kiedyś 4 min/km czy dziś w granicach 7 min/km tak samo człowiek walczy z chęcią do przejścia do marszu, tak samo odlicza odległość, prowadzi te same gierki w głowie, mówiąc sobie, że już połowa, że już tylko 1 km, że nie ma sensu teraz przechodzić do marszu. 

Do marszu przeszedłem tylko na górce na mały stawek. Można też powiedzieć, że górkę pokonałem stylem doświadczonego ultrasa - który na podejściach zawsze przechodzi do marszu :) Na małym stawku znów zacząłem biec i dotrwałem bez szarpania tempa do samej mety. 

Czas to 32:23, czyli średnie tempo w okolicach 6:30 min/km. Jestem zadowolony, bo jest progres. Metę osiągnąłem minutę szybciej niż dwa tygodnie temu kiedy połowę biegu towarzyszył mi "najprzystojniejszy pacemaker" a ja sam szarpałem: trochę biegu - trochę marszu. Ekstazy i endorfin jeszcze nie było. Ale wyczuwam, że ten punkt przegięcia, kiedy bieganie zacznie więcej dawać niż kosztować już wcale tak daleko nie jest. Nie są to jeszcze dni, ale też nie miesiące. Zobaczymy... na pewno się wtedy tutaj pochwalę. 

Żona dalej ambitnie - nie wymyśla tematów zastępczych tylko dzielnie przychodzi. 

Syn wciąż szybszy niż ja. Dziś niewiele mu brakowało aby po raz drugi złamać 30 minut. 

I najważniejsze: Tyyyyyle jeszcze soboty przed nami, a człowiek już zrobił prawie wszystko co miał zrobić!


poniedziałek, 11 września 2023

3 lata sobotnich okołoparkrunowych poranków


Ostatni rok (rok? dwa?) kiedy parkrun wrócił po covidowej przerwie moje sobotnie poranki wyznaczała taka oto rutyna:

Budziłem się zazwyczaj wcześnie, brałem psa na spacer i starałem się wrócić przed 8:00 aby nie wpaść przypadkiem na pierwszych rozgrzewających się parkrunnerów. Potem przygotowywałem ciasto na naleśniki lub jakieś inne śniadanie dla rodziny, karmiłem psa, robiłem sobie kawę i kiedy zbliżała się 9:00, moja małżonka schodziła na dół i... NAGLE: zza okna słychać było mówione przez megafon słowa witamy wszystkich stałych uczestników oraz gości, którzy przyjechali do nas na parkrun.... wtedy ja chwytałem klamkę drzwi balkonowych i udawałem, że wybiegam na taras, podniesionym głosem mówiąc do żony: ale ich zaraz opierniczę, banda biegaczy ludziom nie da normalnie poranka spędzić! ... 

Jakieś 40 razy patrzyła mnie jak na debila i kwitowała to milczeniem oraz spojrzeniem pełnym dezaprobaty, a nawet pogardy do próby mojego zachowania. Za 41 razem usłyszałem "Tomek przestań!

Przestałem, a nawet zacząłem specjalnie chodzić z psem między 8:30 a 9:30. Chodziłem na mały stawek, na łące na dole spuszczałem psa, aby sobie swobodnie hasał i obserwowałem kto w jakim mniej więcej czasie biegnie. 

No i w końcu, miesiąc temu kiedy oglądaliśmy biegaczy z bezpiecznej odległości w trójkę, z Ksawerym (synem) i Gustawem (psem) zaczęły padać pytania.

-"Tato, a kiedyś, jak już wymarły dinozaury, ale wciąż bardzo bardzo dawno temu, to pamiętam, że wygrałeś jakieś zawody i kazałeś mi z mamą jechać i patrzeć jak wygrałeś. "

- "no i?"

-"A ja bym dziś z Tobą wygrał bo jesteś gruby"

-"Zamknij się gówniarzu  jak chcesz, to przebiegnij parkuna szybciej niż ja za tydzień"

- "A pobiegniesz ze mną?"

- "Hau hau hau" - dodał Gustaw

* * *

Możecie w to wierzyć bądź nie - ale naprawdę nie namawiałem Ksawerego na bieganie parkunów. Nie namawiałem go ani pierwszy, ani drugi, ani trzeci w ostatnią sobotę. Nawet nie daje mu za dużo wskazówek, za to on sam daje mi po biegu:

-"Jak masz kolkę, to musisz robić koła tą ręką, po której stronie masz kolkę i to działa!"

albo

-"Następnym razem wezmę plecak i do plecaka 5 kg batonów i będę je jadł w trakcie biegu to będę miał cały czas dużo energii!" - nie wiem, kto mógł to mu powiedzieć, ale się domyślam :)

Chłopak biega jak diabeł nawet bez tych 5 kg batonów. Przybiega 5 minut przed mną. Gustaw wkurzony, że musi biec ze mną, a nie z Ksawerym. Dziś byliśmy w Decathlonie kupić mu buty do biegania, a wracając słuchaliśmy Sepultury. Chaos AD. Mam wyłączyć? - pytam. Nieeee to jest faaajne!


czwartek, 7 września 2023

Parkrun Gdańsk-Południe # 312 - Zosia


O ostatnim parkrunie Gdańsk-Południe napisano już wiele. Zbieraliśmy pieniądze dla Zosi, dziewczynki mieszkającej przy trasie naszego sobotniego biegu, przy małym zbiorniku. Patrząc na ponad 300 osób wypełniających 100 metrów ścieżki przy starcie serce rosło. Jeszcze bardziej urosło jak okazało ile pieniędzy do puszek włożyli biegacze, czyli ci-co-gotówki-przy-sobie-nie-noszą (bo brzęczy jak się rozmieni i biegać się nie da, a skoro nie można rozmienić to nie ma sensu biegać z banknotami). 

Mnie cieszy jedno, że angielskim zasadom nie łączenia parkruna z akcjami charytatywnymi odpowiedzieliśmy po polsku. Nie da się drzwiami? To wejdziemy oknem! Pomysłodawcą był szef Przychodni na Wzgórzu, a organizatorem przychodnia. A parkrun po prostu odbywał się tu gdzie zawsze o 9:00 rano. 

Zbiórka jeszcze się nie skończyła. Trwa jeszcze dwa dni. Zachęcam to finansowej partycypacji. 

Tutaj link: https://zrzutka.pl/2jvrsn  

To nie jest żadna ściema. Olę (mamę Zosi) i jej rodzinę znam świetnie ze spacerów z psami (dookoła małego zbiornika oczywiście). Może czasem nasze psy wpadną pod nogi biegaczom, ale nigdy jeszcze ich nie pogoniły! :D Ola naprawdę ma w życiu znacznie ciężej niż każdy z nas i jeżeli można się dołożyć choć w małej cegiełce do rehabilitacji Zosi to naprawdę warto. 

 


I taki właśnie był ostatni parkrun. Te puszki były najważniejsze. Reszta była przy okazji.

sobota, 26 sierpnia 2023

Parkrun Gdańsk-Południe # 311 - Hello parkrun!

Kilka miesięcy temu, a może kilka lat temu przypadkowo spacerowałem z psem i kompletnie zapomniałem, że jest sobota 9:00 rano (czyli pora, której konsekwentnie unikałem). Tym sposobem trafiłem Stanley'a, który w kilku zamienionych ze mną zdaniach trafił w nutę, po której dałem się namówić i przemaszerowałem (czasami podbiegając) 5 km z klapkach. 

To był jedyny incydent tego typu.

Dziś przyszedłem na start całkiem świadomie. Może nie do końca z własnej woli, ale na pewno świadomie. Tydzień temu patrząc na parkrunowych biegaczy mój syn zaczął mnie wypytywać i drążyć temat tak głęboko, że w końcu zirytowany serią niewygodnych pytań wypaliłem: 

- "Jak chcesz to sam pobiegnij a tydzień."

- "Ale pobiegniesz ze mną?"

- "TAK!"

* * * 

Sobota, godzina 8:00, jemy małe śniadanko:

-"A skąd będę wiedziała jak biec?"

-"Będzie sporo ludzi, będziesz biegł za kimś...."

-"A co jeżeli wszystkich wyprzedzę i wtedy nie będę widział jak biec?"

-"OK..."

Rysujemy mapę:

 


 * * *

No i poleciał.... tyle go widziałem co na starcie. Dobiegł z czasem 33:33 :) Pięć minut przede mną. Ja sobie spokojnie doczłapałem z pieskiem w tempie, na które było mnie po prostu stać. 

 

 

* * *

Za tydzień będzie myślę, że będzie nas dużo. Przychodnia na Wzgórzu (czyli przychodnia nad startem parkruna) wspomoże młodą mieszkankę naszego osiedla - Zosię, która urodziła się z porażeniem mózgowym i wymaga ciągłej rehabilitacji. Od każdego uczestnika biegu Przychodnia przekazuje 10 zł dla Zosi. Więcej o Zosi na  jej profilu https://www.facebook.com/krolewna.smieszka.zosia

Myślę, że będzie też okazja, aby każdy z nas wsparł Zosię dodatkowo, do czego osobiście zachęcam, a wręcz namawiam. 


sobota, 1 lutego 2020

parkrun Gdańsk Południe #188


Obudził mnie telefon punkt 7:00 i prosto z głębokich otchłani Orfeusza zostałem wrzucony w wiążącą rozmowę inżynieryjną, gdzie musiałem dodawać, odejmować i mnożyć. I nie był to alarm-budzik z sekwencją zdarzeń, które trzeba wykonać aby go wyłączyć (Antoni taki ma!) ale real life.

No dobra, skoro już wstałem i uruchomiłem mózg, a co więcej moja żona wstała, to może... to jest dobry moment aby na spokojnie porozmawiać z żoną o wszystkim i o niczym?

- Nastawię kawę i pogadamy co?
- OK!

Młynek zmielił ziarna na dwa kubki. Woda powoli zaczęła przelewać się przez filtr. Usiedliśmy na kanapie i ...

- MAAAAMAAAA!!! 

No to sobie pogadaliśmy. No to dzień jak co dzień. To ile mam tych jajek wbić na patelnię, bo na pewno nie dwa? To może ja już pójdę pobiegać...

niedziela, 26 stycznia 2020

Parkrun Charzykowy #100


100-tny parkrun w Charzykowach został poprzedzony wspomnieniem Pana Zbyszka Wiśniewskiego, który zmarł 15 stycznia przeżywszy 83 lata. Pan Zbyszek biegł tutaj 64 razy i osiągał absolutnie wyjątkowe rezultaty patrząc przez współczynnik wieku.


Biografia Pana Zbigniewa jest wyjątkowa. Ale jedna notka, spośród tych, które można znaleźć w internecie brzmi tak: "Pierwszy maraton Wiśniak przebiegł w wieku 58 lat. W 2000 roku w Dębnie pobił swoją życiówkę i rekord Polski w maratonie w kat. 60-64 lat. Pokonanie ponad 40 km zajęło chojniczaninowi zaledwie 2 godz. 55 min. i 11 s."

Każdy, kto będąc 20-30 lat młodszy i odbił się od ściany próbując złamać 3 godziny, przyklęka na jedno kolano, spogląda w górę i wyszeptuje: "Panie Zbigniewie, szacunek!"

sobota, 18 stycznia 2020

Parkrun Gdańsk-Południe #186 - Setka Baginsa


Dziś był BIEG! Patrząc ze statystycznego punktu widzenia osiągnięto czwarty i piąty najszybszy wynik na tej trasie. Dwóch Tomków B. pobiegło w 16:51 i 16:55. Biorąc pod uwagę tylko tzw "naszych" to wyniki są na podium (drugi i trzeci).

[Dwa najszybsze należą do "gości" z wysp. Jonathan ESCALANTE-PHILLIPS Ben HAGUE złamali 16 minut]

Jak do tego doszło - ja nie nie wiem, ale na pewno dowiemy się niedługo na blogu Tommiego Bagginsa. Ja nawet ogólnie nie wiem co się wydarzyło, bo nie widziałem ani sekundy tej rywalizacji. Nie starałem się podpiąć nawet na 500 metrów, stanąłem w środku stawki i chciałem sobie pobiec na 24-25 minut. Miałem w nogach już 45 minut rozgrzewki (?) oraz około 100 km uzbieranych w ciągu ostatnich 5 dni. Ale parkrun rządzi się swoimi prawami.

sobota, 21 grudnia 2019

Formacja kieliszka i nowa życiówka na 5 km


Kiedy w poniedziałek zszedłem z elektrycznej bieżni robiąc interwały 2 minutowe po 3:45 min/km i zastanowiłem się nad perspektywą reszty tygodnia zapaliła się iskra i gdzieś spomiędzy neuronów wypłynęła idea - niech to będzie ten tydzień!.

Ten tydzień, to coś na co miałem ochotę od ponad roku. Po prostu nigdy wcześniej w całym życiu nie robiłem ostrzenia pod 5 km. Specjalne przygotowania obejmowały raczej biegi o teoretycznie większym statusie jak maratony, ultra, połówki czy łamanie 40 min na 10 km tej wiosny. A 5 km to zawsze były te "sobotnie parkruny", najczęściej biegane po tzw. piątku. A piątek był raz lżejszy, raz cięższy, ale jak daleko pamięcią sięgam, to nawet jak starałem się złamać moje pierwsze sub20 to i tak najdalej myślałem o sobocie w środę.

I w związku z tym tak naprawdę nie mam pojęcia (i nigdy nie miałem) jakie są moje aktualne możliwości na 5 km. Życiówka z lipca, złamane 19 minut o 3 sekundy. 18 z przodu w miarę ładnie wyglądało, więc nie cisnęło mnie przez ostatnie 5 miesięcy jakoś bardzo aby to zmieniać.

No ale skoro zapaliła się iskra, że to ma być ten tydzień, to trzeba dmuchnąć w gwizdek ile tchu w piersiach. Trzeba wykorzystać wszystkie sposoby, przygotować się jak do najważniejszego biegu w życiu, dopilnować detali, odpowiednio się zestresować i naciągnąć strzałę na cięciwie, tak aby w sobotę o 9:00 poszła taką trajektorią, jaką sobie wyobraziłem.

sobota, 14 grudnia 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #179



- Hej, cześć - ktoś jakby zalotnie, lekko z ukosa zagadał mnie  w okolicach mety parkruna. Zmyliła mnie chusta na głowie, ale neurony zadziałały bardzo szybko. Kiedy rozstawiam sprzęt, ustalam kto co ma robić i przy okazji co 10 sekund przybijam piątkę w jeden z 15-stu  różnych indywidualnych  sposobów naprawdę potrzebuję mierzalnej chwili aby skojarzyć... Antoni! Doszły mnie słuchy, że razem z Baginsem umawiali się na dzisiaj... No to będzie fajny pojedynek!

sobota, 7 grudnia 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #178

Lubie biegać parkruny szybko. Kiedyś dawno temu, nawet jak biegałem względnie wolno to też szybko, bo zawsze dałem się ponieść i biegłem na wysokim tętnie, tak aby cierpieć już od pierwszego kilometra,  na drugim nie wierzyć w dowiezienie tempa, na trzecim przeklinać, a na czwartym i piątym odliczać ostatnie minuty bólu.


Na starcie jest trochę inaczej, na starcie masz marzenia, aby pobiec komfortowo, treningowo. Po raz kolejny tłumaczysz się przed znajomymi, że jesteś zmęczony, że wczoraj za mocno pobiegłeś, że nie dasz rady zrobić dobrego biegu... ale w brzuchu zaczyna już lekko mdlić, bo głowa nie da się oszukać i doskonale wie, że kiedy tylko padnie sygnał startu - polecimy jak dziki przez łąkę.

sobota, 30 listopada 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #177 - Widziałem orła cień


Gdybym dziś prowadził nasz parkrun zaczął bym go pytaniem: ile to jest 3x59? Oczywiście wszyscy odpowiedzieli by chórem, że 177 i że takim numerkiem jest opatrzone nasze ostatnie spotkanie w listopadzie.

Ale tak się nie stało :) Na start przyszedł Tobiasz w długim, ciepłym płaszczu. Rozstawiłem więc flagi, przysznurowałem bannery i mogłem udać się na rozgrzewkę. Pierwsze kółko zrobiłem sam, ale na drugim podpiąłem się jak cień za plecami orła :)

sobota, 23 listopada 2019

Raport z parkrunów #174 #175 #176

#174 


Dwa tygodnie temu chciałem ustrzelić swoją życiówkę na 5 km. Wynosi ona 18 min 57 sek. Problem z życiówkami na 5 km jest taki, że mało który amator traktuje je poważnie. Nie robi do nich dwutygodniowego taperingu, rzadko kiedy dba nawet o piątkową kolację przed sobotnim parkrunem... I tak samo było 2 tygodnie temu. O życiówce pomyślałem po pierwszych 500 metrach, które pokonałem w tempie 3:30.

sobota, 2 listopada 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #173 - rozrzucone tokeny i 100 miles of Istria

Zdjęcie ukradzione od Staszka Skwiota, ale to jedyne na którym jestem - w tle kończę składać flagę ziajki :)

Dwa tygodnie temu relację z parkruna napisał Adam Baranowski, tydzień temu ... chyba nikt, tym razem znów wypadło na mnie.

Ja w przeciwieństwie do Adama naszego parkruna chcę pobiec zawsze. I musi się coś wydarzyć abym nie pobiegł, tak samo jak musi się coś wydarzyć aby Adam pobiegł. Dziś nie wydarzyło się na szczęście nic.

Sprzęt miałem ja i od halloweenowego wieczoru, kiedy odbierałem sprzęt od Kamila miałem w głowie trzy słowa: "tokeny są nieposortowane".

No spoko, nie chce mi się iść do bagażnika, rano można posortować... Nastał sobotni ranek. Hmmm no ale po co je sortować w domu, można przecież zrobić to w samochodzie tuż przed biegiem... Oooo! Już 8:30!

Podjechałem pod szlaban, zrzuciłem flagi i plecaki Tobiaszowi i Pawłowi i wróciłem do auta sortować tokeny. 99... 98.... 97... 96.... ... .... .... 51... 50... 49 .... ... .... 03... 02... 01... - patrzę na zegarek: 8:48. Uff udało się.

I NAGLE: wszystkie tokeny od 50 do 01 wysypały mi się z plastikowego rzemyka, cześć spadła na fotel, a część między fotel a tunel w samochodzie.... ku******!!!!

sobota, 12 października 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #170 - czyli dzień, w którym człowiek złamał 2h w maratonie


Ten dzień, w którym człowiek po raz pierwszy w historii pobiegł maraton poniżej 2 godzin każdy z nas zapamięta w inny sposób. O ile oczywiście zapamięta :)

  • Adam Angielczyk na przykład zapamięta ten dzień w podobny sposób jak Eliud. Wygrał dzisiejszego parkruna, po raz pierwszy, do tego z czasem 19:33, który wygląda na życiówkę. "Jestem ognistym ramen z jajeczkiem i tłustym boczkiem o chrupiącej skórce. A do tego szklanka double ipa" - tak określił się sam autor tego wyniku tuż po wygranej ;)
  • Arsen Kanonier też zapamięta ten dzień, bo prawie stał na podium Pomerania Trail, ale w połowie trasy zgubił się w lesie. Jak o tym przeczytałem to aż podniosłem brwi pod sam czubek czoła. To jest jeden z moich największych lęków - być na podium i zboczyć ze ścieżki. Nie wiem aż co napisać... po prostu współczuję. 
  • Kasia Z-R niekoniecznie zapamięta. Bo stała na podium tego samego biegu, trzecia kobieta open, ale... dla Kasi to chyba te podia są już nudne :)
  • Adriana Żyromska przez jakiś czas też będzie pamiętać. W swoim 20-tym parkrunie złamała 25 minut. Dlaczego przez jakiś czas? Dlatego, że za kilka tygodni/miesięcy te wspomnienie będzie wypierane łamaniem 24, 23, 22 itd... 

Ja zapamiętam jako dzień dzięki Joannie, która wysłała mi montaż Eliuda w żonobijce oraz mnie w żonobijce wraz z pytaniem: "Znajdź 5 różnic, albo jedną wspólną rzecz."

Dobry trop :)


niedziela, 6 października 2019

parkrun Mały Jeziorak Iława #001


- Kto mi nastawił budzik w sobotę na 7:15?? - taka myśl przeszła przez głowę mojej małżonki w chłodny iławski poranek 5-tego października 2019 roku.

Nie odzywałem się. Po prostu poprzedniego wieczoru nie chciało mi się iść przez nieznane ścieżki apartamentu (wynajętego 500 metrów od miejsca startu biegu) aby odszukać swój telefon wpięty do ładowarki w nieokreślonym gniazdku. No i nastawiłem sobie budzik na telefonie żony.

Chłodny sobotni poranek był moim sprzymierzeńcem po gorączce piątkowej iławskiej nocy.