sobota, 12 stycznia 2019

parkrun Gdańsk Poludnie #132


Schudłem 40 kg, kupiłem spodnie na mój nowy rozmiar, pożyczyłem bluzę od żony, ogoliłem się, tydzień temu pobiegłem 19:34, a w Nowy Rok - kiedy większość parkrunowych ścigaczy spało po sylwestrowej nocy - wygrałem ten bieg :) Ściganie się jest ekscytujące, ale też trochę spala. A podobno najlepszy trening to trening zróżnicowany.

- Dziś się nie ścigam! - powiedziałem Kamilowi na starcie

Spojrzał na mnie, ale nie musiał nic mówić. W jego spojrzeniu był wypisany komentarz i brzmiał on:

- Jo jo....

Wiem, że mówię to za każdym razem od miesiąca. Ale zawsze coś mnie poniesie. Wystarczy, że ustawię się na początku i jak wariat zacznę na plecach kogoś znacznie szybszego, a potem po prostu głupio odpuścić choć całe ciało wykrzykuje taką prośbę.

sobota, 5 stycznia 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #131 - jest sobota, jest parkrun, jest życiówka


Pogoda na życiówki - pomyślałem rano, kiedy kręciłem się spokojnym tempem po zbiornikach sprawdzając stopą teren. Na dużym w porządku, przyczepność dobra. Na małym trochę gorzej, można przebiec suchą stopą, ale trzeba biec wężykiem i chwilami po darniach. Ale generalnie nie jest źle. Temperatura 2 stopnie na plusie, wiaterek słabiutki jak na północną Polskę. Pogoda jak nic na życiówki...

Tylko co ja robię w długich spodniach??

Pies i kot


To nie jest wpis o zwierzętach, używam ich tylko do pewnego porównania. Nasunęło mi się ono do głowy kiedy podczas któregoś z biegów dookoła bajorka musiałem cały czas zmieniać kierunek aby nie wpaść w psa na smyczy, czasami nawet trzeba było przeskakiwać nad smyczą bo zwierzę postanowiło nagle powąchać coś po drugiej stronie ścieżki.

czwartek, 3 stycznia 2019

Ciekawe jakie wino będzie z 2018 roku, bo biegowo to było Château Lafite

Tytuł pretensjonalny oczywiście, będący parafrazą wpisu Michała sprzed 3 lat. Château Lafite sobie wygooglałem, bo chciałem dać nazwę jakiegoś dobrego wina w przeciwieństwie do kwaśniaka z 2017 roku w moim wykonaniu :) Początkowo miałem porównać ten rok do Barolo, ale przypomniałem sobie, że kiedyś piłem Barolo z Lidla za 30 zł i średnio mi smakowało. Może po prostu trafiłem na zły rocznik? Taki jaki mój biegowy 2017? ;)


Podsumowuję ten rok już od 2 miesięcy, ale warto, bo to był dla mnie przełomowy rok. Grunt pod moją zmianę tworzył się jeszcze w końcówce 2017 roku, nie byłoby jej, a na pewno nie w takiej formie, gdyby nie Pan Myiagi, który mocno strategicznie pracował nad rozpędzeniem tej kuli w ruch.

Jednak pierwszy wystrzał padł 1 stycznia 2018 roku. Zaraz po wystrzale korków od szampana. Postanowienia noworoczne są niby takie banalne, takie proste w ich porzuceniu już po kilku dniach stycznia. Podobno każdy dzień jest tak samo dobry dla leniwego wafla, aby spróbować coś zmienić. A pierwszy stycznia jeszcze lepszy, bo jaki pierwszy stycznia, taki cały rok :) Wystarczy tylko w to uwierzyć.

Początki były koszmarne. Były nawet gorsze niż kilka lat wcześniej, kiedy rozpoczynałem przygodę z bieganiem. Wtedy czułem jakoś rodzaj ekscytacji nowością, a teraz zwykłą bezsilność. Były koszmarne bo byłem fizycznym zerem, mentalnym kaleką bez poczucia wartości. Maksimum moich możliwości to marszobieg na 10 km w 1h20 minut. Na trening szedłem jak do pracy do kamieniołomu. Nie chciałem aby nikt mi towarzyszył, musiałem zacisnąć zęby w i samotności pracować kilofem...

wtorek, 1 stycznia 2019

Noworoczny parkrun Gdańsk-Południe #130


To tylko parkrun. To bieg, w którym nie liczy się walka o miejsca, ale samo uczestnictwo. Nie ma żadnych nagród poza samą satysfakcją. Ważniejsze niż miejsca na mecie są "milestone'y" czyli koszulki, które zdobywa się kolejno za: 10 biegów (jeśli jesteś juniorem), 50 biegów, 100 biegów, 250 biegów... albo za 25 wolontariatów.

Biegi są bezpłatne. Wystarczy tylko zarejestrować się na stronie parkruna i wydrukować swój kod kreskowy, który trzeba mieć przy sobie na mecie biegu. No i przyjść w sobotę o 9:00 rano. Jest sobota - jest parkrun: to nasze hasło...

Dziś strasznie padało tuż przed startem. Większość z nas, czekających na start biegu schroniło się pod daszkiem garażu przy bloku nieopodal mety.

- "Podobno w sobotę o 9:00 rano nigdy nie pada, bo pogoda jest odgórnie zaómówiona"
- "No ale dziś jest wtorek!? I do tego paręnaście minut po 10:00"
- "Hmmm... faktycznie na ten dzień centrala nie zamawiała pogody"

niedziela, 30 grudnia 2018

5 zwodniczych hipotez, które nie pomagają w byciu chudszym.


  • "Wiesz, ale ja po prostu nie lubię kaszy"
Nie lubisz kaszy, więc będziesz chodził głodny! Jesteśmy narodem ziemniaczanym, a kiedy wychodzimy poza nasze bezpieczne kulinarne granice wtedy głównym węglowodanem staje się  makaron albo ryż. Kasze wspominamy głównie z przedszkola, podawaną raz na miesiąc w postaci kaszy pęczak do schabu w białym sosie, albo gryczaną do zrazów. Ręka w górę Ci, którzy kaszę jedzą częściej niż 3 razy w tygodniu. I nie mówię o kuskusie czy bulgurze (czyli de facto pszenicy). Mówię właśnie o kaszy gryczanej lub pęczaku. Ja rękę podnoszę! Dzięki jedzeniu kaszy jestem o wiele dłużej syty. Mniejsza liczba kalorii, które finalnie przyswajam dłużej sprawia, że nie muszę sięgać po kolejne. Czyli zasada jest taka - nie lubisz kaszy, to znaczy, że będziesz szybciej głodny.

Mentalny mararon z Dominikiem na zakończenie najlepszego roku w życiu

Czy to był najlepszy rok w życiu? Z technicznego punktu widzenia tak, bo wymierne rezultaty przerosły moje oczekiwania, 40 kg w dół, ponad 3200 przebiegniętych kilometrów, życiówki na kilku dystansach... No i przede wszystkim wielka radość biegania. Ale może nie byłoby tego roku, gdyby nie poprzedni? Gdybym nie upadł i nie zaczął szorować brzuchem po dnie. Naprawdę ciężko jest wbijać się w bluzę finiszera Łemkowyny ważąc 123 kg. I nie chodzi tym razem o techniczne wbijanie, ale o ten mindfuck w głowie, że reguły nie są czytelne, że towar jest niezgodny z etykietą. Ta bluza była przez 3 lata tą etykietą, a ja niezgodnym z nią towarem...


Widzę, że zaczynam podsumowanie roku :) Ale to jeszcze nie ten post :)

Umówiłem się dziś z Dominikiem. W sumie nie umówiłem się, ale napisałem, że chętnie potowarzyszę mu z 10 km w trakcie jego maratonu na zakończenie roku. Nie wiedziałem czy się obudzę i czy będzie mi się chciało. Ale wstałem przed 7-mą. O 7:30 byłem już po kawie i napisałem do Dominika, czy temat aktualny :)

Początkowo chciałem wziąć słuchawki, zbiec z Dominikiem do centrum, rozstać się i słuchając The Cars (jakoś za mną chodzi od wczoraj Heartbeat City) wrócić do domu. Ale padało. Spojrzałem na prognozę i miało padać przez pierwsze pół dnia. Zostawiłem więc komórkę i słuchawki w domu, założyłem TomToma i ruszyłem w drogę! Hej przygodo! :)