Tytuł może być mylący, dlatego od razu wyjaśniam. Nie mam na myśli rad ani przemyśleń jak się odżywiać w trakcie biegu, jakie żele kiedy wciągać. Napiszę pare zdań o pułapkach żywieniowych związanych z trzydniowym wyjazdem na bieg na drugi koniec Polski w kontekście naszego wyjazdu na Łemkowynę.
copyrights: wikicommons |
Wyjechaliśmy na bieg w piątek z samego rana, a wróciliśmy w niedzielę wieczorem. Trzy pełne dni w podróży i w akcji. Bez żon. Gdyby nie bieg ultra w połowie wyjazdu pewnie cały czas bylibyśmy pijani i obudzili się z tygrysem Tysona w łazience. Nie było tak dobrze, alkohol musiał odejść na drugi plan (?) ale jedzenie... no właśnie... Mam pełną świadomość, że bary wegetariańskie nie stoją przy autostradzie, i zamiast w green wayu trzeba czasem zjeść w mcdonaldzie. Wiem też, że w góralskich karczmach łatwej dostać schabowego z frytkami niż kotlety sojowe z surówkami. I niestety wiem też, że człowiek ma słabą silną wolę, ale:
- hot dog w Grudziądzu na BP to nie zdrada
- przed biegiem ultra w Chyrowej zupa+pizza to nie zdrada
- obiad na kolację to też nie zdrada
- puchar lodów po kolacji to nie zdrada
- snickers + jajecznica z szynką na śniadanie przed biegiem to nie zdrada
- schabowy o 23:00 po biegu to nie zdrada
- podwójne śniadanie (jajecznica + parówki) następnego dnia to nie zdrada
- chipsy w Jaśle to nie zdrada
- laska kiełbasy czosnkowej w Strykowie przed wjazdem na A1 to nie zdrada
- zestaw wieśmac na A1 to nie zdrada
Generalnie, w delegacji to nie zdrada :)
A jednak strasznie ciężko jest wyjechawszy na trzy dni z kumplami jeść jak w domu, warzywa z kaszą i wege zupy.
Dobrze, że nie jestem kawalerem, bo bym się roztył jak świnia od tego biegania ultra :)
Dobrze, że nie jestem kawalerem, bo bym się roztył jak świnia od tego biegania ultra :)
Taki los biegacza, że po długim wybieganiu włączają mu się pozostałe żołądki w brzuchu i człowiek potrafi wtedy wciągnąć jak za studenckich czasów :o)
OdpowiedzUsuńZamiast dobrej rady Wuja mam tylko współczucie i zrozumienie.