piątek, 31 lipca 2015

Kącik biegowego melomana: Soundtrack From Twin Peaks


Jestem z pokolenia, które wpisując 10 najważniejszych rzeczy, jakie je kształtowało - umieściłoby tam serial Twin Peaks. Kto zabił Laurę Palmer? To jedno z najważniejszych pytań bez odpowiedzi. Razem z siostrą tydzień w tydzień z wypiekami na policzkach śledziliśmy jak agent Cooper metodycznie odkrywa małomiejską dwulicowość i podwójne życie miasteczka Twin Peaks.

Pamiętam, że nie udało mi się obejrzeć finałowego odcinka serii, bo nad pomorzem przeszła taka burza, że wyłączyli nam na wsi prąd i mimo mojej rozpaczliwej próby uruchomienia telewizora z szeregowo połączonych baterii R14 - nie udało się. Nie obejrzałem ostatniego odcinka do tej pory. Wtedy to był dramat, bo nie było internetu i po prostu nie było możliwości obejrzenia tego odcinka później. W pewnym sensie to były piękne czasy, kiedy wytrwałość była nagradzana. Kiedy płyta nagrana na kasetę o 3 w nocy z III Programu Polskiego Radia była na wagę diamentów z namibijskich plaż...

Muzyka z tego filmu była fenomenalna. Kiedy rozmawiało się o Twin Peaks, rozmawiało się także o muzyce Julii Cruise i Angelo Badalementi. Kiedy na rynku pojawił się soundtrack - nagrałem tę muzykę w wypożyczalni płyt CD. Nie wiem, czy bardzo skłamię, jeżeli powiem, że był to pierwszy soundtrack, który z takim namaszczeniem słuchałem.

Dzisiaj tę muzykę nazywamy dream popem. Ale 25 lat temu nie istniało w mojej głowie takie pojęcie. Istniał klimat, chłodny, jesienno-letni, wilgotny, burzowy...

Czy można znaleźć lepszą muzykę na bieganie dzisiejszego dnia? Mamy środek wakacji, powinniśmy smażyć się w słońcu, a w połowie dnia temperatura ledwie osiąga 15 stopni. Po niebie przebiegają warstwy postrzępionych chmur. Co kilka chwil pada deszcz. Nie chciało mi się wychodzić. Wmawiałem sobie, że może jeszcze potrzebuję dnia odpoczynku po sobotnim ultra. Ale pierwsze kroki pokonane w tym chłodnym powietrzu z dźwiękami Twin Peaks Theme pokazały, że jest wszystko w porządku i endorfiny wyzwoliły się już kilku minutach.


Uwielbiam ten stan, kiedy czuję, że biegając bardziej słucham niż biegam. Dzięki temu wiem, że nigdy nie przestanę biegać, bo jedyne co jest pewne - to, że nigdy nie przestanę słuchać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobne wpisy