sobota, 28 kwietnia 2018
50 urodziny parkrun Kutno i Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy
Kutno leży mniej więcej w środku Polski. Ale mimo, że jest nazywane miastem róż, nie spotyka się często ludzi podróżujących specjalnie do Kutna. Dlatego spoglądając od czasu do czasu na parkrunową mapę Polski nie brałem nigdy pod uwagę Kutna, jako lokalizacji, którą mógłbym kiedyś pobiec, ponieważ po prostu nie mogłem znaleźć powodu, dla którego mógłbym być w Kutnie.
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
Po ultra możesz jeść bezkarnie ile chcesz - mówili...
Po ultra możesz jeść bezkarnie ile chcesz.... - mówili - Po ultra przez dwa dni organizm wszystko przepala jak smok i nie ma opcji aby coś odłożył na później.
Dlaczego zatem po każdym ultra ważyłem +2 kg? Dlaczego im więcej biegałem tym więcej przybierałem na wadze? Może organizm zatrzymywał wodę po mega-wysiłku. A może rosły mięśnie, które są cięższe niż tłuszcz? Hipotez było wiele, ale prawdziwą odpowiedź dawały mi tylko cyferki na wadze... a te ciągle rosły.
![]() |
| Obiadokolacja po 77 km :) |
Dlaczego zatem po każdym ultra ważyłem +2 kg? Dlaczego im więcej biegałem tym więcej przybierałem na wadze? Może organizm zatrzymywał wodę po mega-wysiłku. A może rosły mięśnie, które są cięższe niż tłuszcz? Hipotez było wiele, ale prawdziwą odpowiedź dawały mi tylko cyferki na wadze... a te ciągle rosły.
sobota, 21 kwietnia 2018
Kącik biegowego melomana: Iva Bittová / Vladimir Vaclavek - Bile Inferno
W 2001 roku wracałem samochodem zza Koszalina do Gdańska. Był bardzo ciepły wrześniowy weekend. W okolicach Słupska zabrałem na stopa parę hippisów/studentów jadących do Gdańska. Chłopka i dziewczyna, wyglądający tak, że nikt o zdrowych zmysłach nie zatrzymałby się ich zabrać. Ponieważ sam jeszcze kilka lat wcześniej nosiłem długie włosy i wyglądałem tak, że mnie nikt nie zatrzymałby się zabrać poczułem pewne braterstwo i wyhamowałem na poboczu aby ich zabrać... Okazało się, że jest to para studentów z ... Czech, którzy wybrali się do Polski aby zobaczyć morze i trochę pozwiedzać nasz kraj. Ja mówiłem po Polsku oni po Czesku i spokojnie się dogadywaliśmy. I tak sobie jechaliśmy starając się znaleźć wspólne tematy łamiące barierę językową aż zaproponowałem rozmowę o muzyce. Wyjąłem z szufladki tytułową płytę Ivy Bittovej i ... opadły im szczęki. Okazało się, że całkowitym przypadkiem zabrałem na stopa w okolicach Słupska parę czeskich mega fanów Ivy Bittovej :)
Parkrun Gdańsk-Południe #92 - Normalność
Dwa tygodnie temu po raz pierwszy od niepamiętnych czasów pobiegłem parkruna szybko (jak na moje aktualne możliwości). Nazwałem tamten wpis "Powrót". Przez kilka chwil zastanawiałem się jak zatytułować dzisiejszy. Pierwsza myśl - "Normalność". Taki właśnie był dla mnie dzisiejszy bieg... po prostu normalny. Ostatnie miesiące pracy nad sobą sprawiły, że ponownie chce mi się biegać, że sprawia mi to przyjemność. Nie jestem już skazany na towarzystwo zamykającego stawkę :) Po prostu mogę wybrać, czy biec razem z Kreską, czy może pójść w trupa, czy pobiec - tak jak dzisiaj - z Kamilem i pogadać o życiu. Średnie tempo 5:30 pozwoliło mi prowadzić zwyczajną konwersacje przez pierwsze 4 kilometry. Na ostatnim było już trochę gorzej, bo niesiony finiszem zeszliśmy poniżej 5 min/km. Nic nadzwyczajnego :)
środa, 18 kwietnia 2018
Co zabrałem ze sobą do Norwegii?
Jak się już dwukrotnie na blogu chwaliłem (i o niczym innym nie piszę), w ostatni weekend spędziłem 32 godziny na wycieczce biegowej po fiordach Stavanger. W pierwszym wpisie znalazła się cała historia, w drugim koszty. Pozostał jeszcze temat związany z wyposażeniem.
To czwarty nasz czwarty samolotowy wypad za granicę i muszę przyznać, że za każdym razem zabieram na niego coraz mniej rzeczy, ale prawie z każdej z nich korzystam. Wcześniej wydawało mi się to po prostu niemożliwe, aby jechać gdzieś na wycieczkę z taką liczbą rzeczy, co by z nimi na plecach swobodnie biec. Same buty na zmianę, spodnie czy jakaś bluza to przecież ledwo wejdzie do biegowego plecaka. A gdzie pozostałe niezbędne gadżety?
To czwarty nasz czwarty samolotowy wypad za granicę i muszę przyznać, że za każdym razem zabieram na niego coraz mniej rzeczy, ale prawie z każdej z nich korzystam. Wcześniej wydawało mi się to po prostu niemożliwe, aby jechać gdzieś na wycieczkę z taką liczbą rzeczy, co by z nimi na plecach swobodnie biec. Same buty na zmianę, spodnie czy jakaś bluza to przecież ledwo wejdzie do biegowego plecaka. A gdzie pozostałe niezbędne gadżety?
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Fiordy Stavanger - koszty
Norwegia jest bardzo droga. Samo Stavanger należy obok Tokio, Kopenhagi i Oslo do najdroższych miast świata. Nic dziwnego, skoro leży na ropie, swoją siedzibę ma tutaj Statoil, a najczęściej spotykaną marką samochodów na ulicy jest Tesla.
Czy można zatem zrobić jednodniową wyprawę do Stavanger, nie umrzeć z głodu, mieć gdzie spać i zobaczyć fiordy?
niedziela, 15 kwietnia 2018
Wyprawa nad fiordy Stavanger
Jak w każdym dobrym filmie akcji pierwsza scena ma wbić w fotel, a potem dopiero można snuć fabułę od początku.
Jest godzina 20:48, po kilkunastu godzinach poza cywilizacją wbiegamy (tak! jeszcze wbiegamy!) do Sandnes - pierwszego miasta ze sklepem. Na horyzoncie pierwszy sklep, zbliżamy się a tam tablica "Lørdag 8-20". Oho! Nie jest dobrze, ale biegniemy dalej... po chwili spotykamy parę z siatką z zakupami.
- Gdzie to kupiliście!? - pyta nerwowo Dominik
- 2 minuty dalej jest sklep... ale pospieszcie się, bo zamykają o 21...
Ta odpowiedź wtłoczyła w mięśnie naszych nóg ostatnie krople glikogenu zarezerwowane wyłącznie na takie sytuacje jak ucieczka przed niedźwiedziem albo wyścig do ostatniego sklepu przed jego zamknięciem celem kupienia puszki zimnego piwa!
Kilka minut przez zamknięciem!! Udało się!! Mimo, że do hotelu mieliśmy jeszcze 10 kilometrów, a 70 już w nogach niemal wpadliśmy sobie w ramiona gratulując biegu.
W labiryncie sklepowych półek poruszaliśmy się żwawo i sprawnie. Najtańsza puszka piwa 4% to około 12-13 zł, ale co tam, pieniądze się w takim momencie nie liczą. Piotr bierze dwa, Dominik dwa, a ja trzy. Do tego jabłko, jogurt i puszka coca-coli. Stajemy w kolejce. Ja jestem pierwszy, pani na kasie skanuje jogurt, colę i waży jabłko, po czy odkłada piwo na bok mówiąc:
- På lørdag etter 6 kan du ikke kjøpe alkohol
Patrzymy się na siebie w lekkim szoku. Pani mówi to samo po angielsku, ale nasze głowy kombinują na swój sposób.
- AAAAAA!!! - zakrzykuje Dominik - SIX!! SIX!! TOMEK!!! TRZEBA KUPIĆ SZEŚCIOPAK!!
Lecę do lodówki krzycząc do Pani "one moment please", wyciągam cały sześciopak i biegnę do kasy, stawiam na ladę i uśmiecham się od ucha do ucha:
- Sorry Sir, on Saturdays we DO NOT sell alcohol after 6 - Pani powoli pozbawia mnie złudzeń.
- Aha! Nie sprzedajecie alkoholu po 18-stej w tym sklepie, ale na przykład na stacji benzynowej kupię? - dopytuję się Pani
- Nie, NIGDZIE w Norwegii nie kupi Pan alkoholu w sobotę po 18-tej....
Zapakowaliśmy jogurciki do plecaków i w milczeniu wyszliśmy ze sklepu. Przez te 10 minut zrobiło się ciemno i zimno. Do tego znów pod górkę i daleko do hotelu.
Co za barbarzyński kraj - powiedziałem - i do tego krzyknąłem głośne polskie kurwa. Nie podobało mi się to, że taki niby tolerancyjny kraj jak Norwegia stara się pozbawić mnie tożsamości narodowej w sobotę wieczorem.
* * *
Subskrybuj:
Posty (Atom)




