Jak nie jestem do czegos przekonany, ale nie mam racjonalnego powodu, to intuicyjnie czuje, że jeszcze nie czas.
Jak wiem, że czas nadszedł, to nie mam żadnych 'ale'
Jak wiem, że czas nadszedł, to nie mam żadnych 'ale'
Dominik "Miyagi" Dagiel
Mi wydaje się, że od 4 lat jestem przekonany, że któregoś dnia pobiegnę z Gdańska do Chojnic. Z miejsca gdzie mieszkam bezpośrednio do miejsca, gdzie pół życia mieszkała moja żona. Ostatnie dni wskazywały, że to będzie teraz. Forma jest taka, że od 4 lat nie było lepszej, wakacyjna konstelacja zawożenia i odwożenia dzieci między koloniami a babciami sprzyja takim wyprawom, dzień jest długi a noc krótka, a przebiec 120 km bez zahaczania o noc można tylko w tych czerwcowo-lipcowych dniach.
I kiedy już miałem wszystko ułożone w głowie a jedynym zmartwieniem było, którą z trzech rozważanych tras wybrać, cała pewność siebie zaczęła się powoli sypać. Poczułem się trochę jak bohater Truman Show, który postanowił uciec z miasta:
- Michał pyta, czy się nie boję. Ja się dopytuję czego mam się bać. No, że tego samego co się stało kiedyś na Szczecin-Kołobrzeg. Samotnie przebiegający biegacze zostali zaatakowani przez krewkich mieszkańców okolicznych wiosek wracających z dyskoteki. No i czy nie boję się, że zostanę podobnie obity albo potrącony Golfikiem...
- Dwa dni temu jadąc drogą Kościerzyna - Nowa Karczma dostałem w szybę kamieniem spod koła TIRa. Widziałem go przez ułamek sekundy, odprysk i pajączek na 50 cm. Gdybym dostał nim w głowę biegnąc poboczem - mógłbym tego nie przeżyć.
- A najgorsze było to, że trzy dni temu siedząc w pracy przy kompie tak mnie nagle coś zakuło w kręgosłupie, że aż na kilka minut musiałem się położyć na dywanie. I pozostałości tej igły między kręgami czułem następnego dnia rano i kolejnego także. Wstając z krzesła przez pierwsze sekundy czułem się jak zardzewiały manekin. Czy to rozsądne robić 120 km w tym momencie? Przecież główna zasada biegaczy poddających bieg brzmi: "zdrowie przede wszystkim" :)





