Tytuł pretensjonalny oczywiście, będący parafrazą wpisu Michała sprzed 3 lat. Château Lafite sobie wygooglałem, bo chciałem dać nazwę jakiegoś dobrego wina w przeciwieństwie do kwaśniaka z 2017 roku w moim wykonaniu :) Początkowo miałem porównać ten rok do Barolo, ale przypomniałem sobie, że kiedyś piłem Barolo z Lidla za 30 zł i średnio mi smakowało. Może po prostu trafiłem na zły rocznik? Taki jaki mój biegowy 2017? ;)
Podsumowuję ten rok już od 2 miesięcy, ale warto, bo to był dla mnie przełomowy rok. Grunt pod moją zmianę tworzył się jeszcze w końcówce 2017 roku, nie byłoby jej, a na pewno nie w takiej formie, gdyby nie Pan Myiagi, który mocno strategicznie pracował nad rozpędzeniem tej kuli w ruch.
Jednak pierwszy wystrzał padł 1 stycznia 2018 roku. Zaraz po wystrzale korków od szampana. Postanowienia noworoczne są niby takie banalne, takie proste w ich porzuceniu już po kilku dniach stycznia. Podobno każdy dzień jest tak samo dobry dla leniwego wafla, aby spróbować coś zmienić. A pierwszy stycznia jeszcze lepszy, bo jaki pierwszy stycznia, taki cały rok :) Wystarczy tylko w to uwierzyć.
Początki były koszmarne. Były nawet gorsze niż kilka lat wcześniej, kiedy rozpoczynałem przygodę z bieganiem. Wtedy czułem jakoś rodzaj ekscytacji nowością, a teraz zwykłą bezsilność. Były koszmarne bo byłem fizycznym zerem, mentalnym kaleką bez poczucia wartości. Maksimum moich możliwości to marszobieg na 10 km w 1h20 minut. Na trening szedłem jak do pracy do kamieniołomu. Nie chciałem aby nikt mi towarzyszył, musiałem zacisnąć zęby w i samotności pracować kilofem...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany biegowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany biegowe. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 stycznia 2019
piątek, 29 czerwca 2018
Plany koncertowe, plany biegowe
![]() |
| źródo fot: reddit. "kombajny na polu bawełny" |
Praktycznie przez całą pierwszą dekadę lat 2000 pojawiałem się na Openerze regularnie. To był mój festiwal, do tego w zasięgu 45 minut drogi samochodem. Tutaj przeżyłem g-e-n-i-a-l-n-e koncerty Massive Attack i The White Stripes (jeszcze na Skwerze Kościuszki). Potem, już na lotnisku, w prawdziwie festiwalowej atmosferze spędzałem każdy pierwszy lipcowy weekend. Ostatni raz w 2011 roku, to chyba było wtedy kiedy burza przerwała występ Brodki (dokończyła go akustycznie) a potem w strugach deszczu i temperaturze 11 stopni grał Pulp. Z jakiegoś powodu uroiłem sobie, że będzie ładna pogoda i akurat tego dnia pojechałem do Gdyni komunikacją zamiast samochodem. Zimne piwo w zimną pogodę kompletnie nie smakowało. Do domu wróciłem kompletnie przemoczony, zmarznięty, trzeźwy i wykończony długą, nocną drogą powrotną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

