W piątek po pracy a przed resztą piątku wyskoczyłem pobiegać po osiedlu. Nad muzyką nie zastanawiałem się zbyt długo bo miałem ją już ułożoną w głowie. Wiedziałem, że chcę posłuchać właśnie tej płyty. Sekwencja dojścia była taka:
- po koncercie Depeche Mode wciąż miałem ochotę na Depeche Mode i nawet sobie posłuchałem raz jeszcze Speak&Spell.
- Wczesne lata 80-te to wylęgarnia talentów na miarę roku 1967 a może i jeszcze większa.
- W środowym biegu (na krótko więc zimno i szybko) słuchałem duetu Soft Cell i płyty Non-Stop Erotic Cabaret. Ten album też się musi znaleźć kiedyś w kąciku!
- Skoro połową Soft Cell jest Marc Almond w czwartek poleciał już solo. Akurat wziąłem na warsztat koncert 12 Years of Tears. To koncert w połowie dyskotekowy a w połowie akustyczny w stylu Jacquesa Brela. W podobnym czasie Almond przyjechał na festiwal do Sopotu, widziałem to w TV (1993?), ale niestety został w_y_g_w_i_z_d_a_n_y. Dlaczego? Do dzisiaj uważam to za jedną z największych koncertowych niegodziwości. Almond śpiewał fantastycznie, swoje piosenki, wspomnianego Jacquesa Brela czy Petera Hammilla. To była chyba jedyna szansa aby usłyszeć piosenkę Petera Hammilla na festiwalu w Sopocie!!
- No i w piątek postanowiłem odświeżyć jego płytę z 1991 roku - Tenement Symphony.










