Ostatni tydzień był pierwszym jak sięgam pamięcią - od październikowych przygotowań do Łemkowyny - który był normalnym regularnym tygodniem biegania. Nie biegałem impulsywnie, nie szarpałem się między siłą i niemocą. Nie robiłem nic niezwyczajnego.
Poniedziałek - odpoczynek. Wtorek, środa, czwartek i piątek - poranne biegi po 5-8 km. Dookoła moich jeziorek, ze słuchawkami na uszach: Gentle Giant, Alan Parsons Project, Songs: Ohia, Metallica. Sobota - Parkrun. Niedziela - dłuższe wybieganie.
Kamil zagadał mnie na Parkrunie: "a może byśmy zrobili jakieś 20 km w niedzielę rano?" Kiedy wróciłem do domu na FB przeczytałem wpis Michała "a może byśmy zrobili 20 km w niedzielę rano?". Uruchomiłem procesory w głowie i obmyśliłem następujące rozwiązanie: "a może byśmy pobiegli 20 km w niedzielę rano wspólnie po TPK?"




