niedziela, 1 kwietnia 2018

Joszczak vs. reszta świata 2018 - podsumowanie marca


Jest godzina 23-cia, sobota, ostatni dzień marca. Mam nadzieję, że wszystkie zegarki już zgrane i nie będzie nagłych roszad w wynikach przez najbliższą godzinę. Wszyscy powoli przygotowują się do posumowania trzeciego miesiąca rywalizacji Joszczaka z resztą świata. Marek Baranowski niczym Leonardo DiCaprio przed oskarową nocą zmienił swoją profilówkę na endomondo :)

“Is everybody in? Is everybody in? Is everybody in? The ceremony is about to begin"

Przeanalizujmy sytuację po trzech miesiącach rywalizacji:

sobota, 31 marca 2018

Parkrun Charzykowy #9 - Wielka Sobota Grażyny

fot. Krescencja

To była nasza druga wizyta na parkrunie w Charzykowach. Druga dla mnie i Kreski, ale pierwsza... dla naszej 'żony i matki' :) Co więcej to był pierwszy ever, kiedykolwiek w historii, bieg z mierzonym czasem. Nie będę robił suspensu w tym wpisie i przedstawiał zawiłej opowieści o tym jak Grażyna była namawiana i czy zgodziła się chętnie, czy burza wątpliwości towarzyszyła w tracie drogi z Chojnic nad jezioro Charzykowskie. I czy łatwo było wyjść z samochodu.

piątek, 30 marca 2018

Kącik biegowego melomana: Tears For Fears vs Simple Minds

Ostatni tydzień przemieszał wiosnę z jesienią. Kiedy w ostatnią niedziele, po słonecznym dniu, poszedłem wieczorem pobiegać czuć było niemal ciepło bijące od ziemi, zapach traw i zapowiedź cieplejszych miesięcy. Dwa dni później sytuacja była zupełnie inna, do wyjścia z domu trzeba było uruchomić pokłady jesiennej motywacji, a z twarzy ścierać krople deszczu, który uderzał z ukosa.


Na oba te stany znalazłem płyty cudownie dopełniające mnie muzyką. W ciągu dwóch dni doświadczyłem perfekcyjnie wiosennego i perfekcyjnie jesiennego albumu. Oba wydane w 1989 roku w odstępie kilku miesięcy, oba będące szczytowym osiągnięciem dla dwóch różnych zespołów.

wtorek, 27 marca 2018

From scratch


Czy można przeżyć dwa razy to samo? Albo wejść dwa razy do tej samej rzeki? Ja właśnie tak się czuję, teraz. 5 lat od kiedy zacząłem biegać minęło we wrześniu. I kiedy cofam się pamięcią do tych pierwszych biegów - mam wrażenie, że wszystkiego co działo się pomiędzy nie sposób wcisnąć w te ledwie 5 lat. Bieganie pozwoliło mi schudnąć, pozwoliło przesunąć granice, a potem zawiodło, pozwoliło mi znów przytyć, zaryć brzuchem w muł. Nie patrzyłem na siebie holistycznie, ale wybierałem tylko co ciekawsze skrawki i interpretowałem na potrzeby chwili. Ale teraz znów jest dobrze, jestem na fali. I choć mam pełną świadomość, że na nikim nie robi to najmniejszego wrażenia, cieszę się, bo robię wrażenie na samym sobie :)

sobota, 24 marca 2018

Kącik biegowego melomana: Alice in Chains - Jar of Flies

Jeżeli zamkniemy w dwóch słoikach chmarę much i te w jednym ze słoików będziemy głodzić, a dokarmiać te w drugim okaże się, że te głodzone będą żyć znacznie dłużej niż te dokarmiane. Taki eksperyment przeprowadzały kiedyś dzieci w trzeciej klasie szkoły w USA. Taka też była inspiracja okładki mini-albumu Alice in Chains - Jar of Flies. Trochę to podobne do nauk Wima Hoffa, według którego główną przyczyną chorób jest dobrobyt...


Parkrun Gdańsk-Południe #87 oraz #88

Ostatnie trzy parkruny byłem koordynatorem biegu. To jeden z powodów, dlaczego nie zrobiłem podsumowania tydzień temu, a również i dzisiejsze będzie krótkie. Dwa tygodnie temu opisałem jak to wygląda od kuchni. I tak naprawdę kolejne dwa biegi były jak dzień świstaka. Budziłem się, robiłem herbatę w termosie, objazd po osiedlowych sklepach w poszukiwaniu jednorazowych kubeczków (sezon grillowy się jeszcze nie zaczął i wcale nie jest takie oczywiste, że można je łatwo kupić na osiedlu), potem rozstawianie flag, bieg, pojedyncze zdania zamienione z uczestnikami, zbieranie sprzętu i do domu. No może dziś było trochę inaczej, bo sprzęt przekazałem Leszkowi, który rozstawi go za tydzień podczas edycji Wielkanocnej.

#87


czwartek, 22 marca 2018

Oddajcie mi mój SkillMill!

Na moich krętych ścieżkach ku zdrowiu, formie i wadze ponownie pojawił się karnet do siłowni. Epizody z siłownią, które do tej pory miałem wszystkie kończyły się fiaskiem na dłuższą metę, bo kiedy tylko zmieniła się "pogoda" uciekałem na świeże powietrze.


Dlatego piszę "pogoda" ponieważ nie chodzi o tę za oknem - ona jest akurat perfekcyjna do biegania. Mam raczej na myśli wewnętrzną pogodę związaną z tym, że gdzieś coś mnie zaczyna boleć, gdzieś ciągnąć, a jak już wielokrotnie podkreślałem - próba rozbiegania kontuzji, nawet mikro-kontuzji to najgłupsza rzecz jaką można wymyślić. A ja zacząłem czuć miesiąc temu pewien dyskomfort w lewej nodze, w okolicach pachwiny. Nie pierwszy i na pewno nie ostatni. Zluzowałem więc na kilka dni, potem więcej maszerowałem niż biegałem, ale nie przechodziło... Stąd narodził się po raz kolejny pomysł w moim życiu - a może kupić sobie karnecik na siłownię?

Właśnie minął tydzień, jak jestem jego szczęśliwym posiadaczem. Póki co korzystam na pełnej zajarce w każdy robotniczy dzień przed pracą :) 

Trening dzielę po równo między ćwiczenia tlenowe i siłę. Kilka razy w życiu różni klubowi trenerzy mnie instruowali, więc poruszam się w rozkładzie ćwiczeń w miarę sprawnie. Nuda - można pomyśleć. Niby tak, choć z jakiegoś powodu czas na siłowni naprawdę szybko biegnie. I NAGLE pojawiło się urządzenie, które tę potencjalną nudę zamieniło na mega zdziwienie.

SKILLMILL