niedziela, 7 maja 2017
Podsumowanie dwóch tygodni 24.IV-7.V
Ciągle chodzi mi po głowie komentarz Waldka Misia sprzed 3 tygodni, że jestem jeszcze bardziej w dupie niż on. Jeżeli chodzi o regularne bieganie - to na pewno. Ostatnie dwa tygodnie było bieganiem wyłącznie przygodowym. Takie bieganie jest fajne, ale czy buduje formę? Ciężko powiedzieć... wydaje mi się, że bardziej ją rozwala niż buduje. Ale można też spojrzeć na to z odwrotnej strony: bieganie przygodowe to czysta przyjemność, a ja nigdy nie szukałem w bieganiu zajęcia na dodatkowy etat. Bieganie miało być przeciwieństwem rutyny i obowiązku. I ciągnie nim jest. Aczkolwiek wpisuję się takim zachowaniem do grona tych "którzy mają piękne treningi i koszmarne zawody" :)
sobota, 6 maja 2017
Parkrun Gdańsk-Południe #40 - nie ma jak w domu
Nie biegłem swojego domowego parkruna od 4 tygodni. Po świątecznych wojażach do Bydgoszczy, jednodniowej wizycie w Warszawie i w końcu sobocie wypełnionej pustką na plaży pod Barceloną zjawiłem się u siebie.
Tydzień temu nie było relacji, bo nie było oficjalnego parkruna. Przyznam się, że zwyczajnie nie przyszło mi do głowy, że są miejsca w Europie oddalane od najbliższej lokacji biegu parkrun dalej niż rozsądna poranna podróż samochodem. Okazuje się, że tylko Polska (poza kolebką parkruna czyli wyspami) jest ewenementem w takiej skali! Parkrunów nie ma w Niemczech, całym Beneluksie, w innych krajach bloku wschodniego oraz w... Hiszpanii :/
Najbliższą lokalizacją od Barcelony jest... francuska Tuluza. Kilkaset kilometrów z przeprawą przez Pireneje. Aż takim fanem chyba jednak nie jestem :)
![]() |
| fot. Paweł Marcinko |
Tydzień temu nie było relacji, bo nie było oficjalnego parkruna. Przyznam się, że zwyczajnie nie przyszło mi do głowy, że są miejsca w Europie oddalane od najbliższej lokacji biegu parkrun dalej niż rozsądna poranna podróż samochodem. Okazuje się, że tylko Polska (poza kolebką parkruna czyli wyspami) jest ewenementem w takiej skali! Parkrunów nie ma w Niemczech, całym Beneluksie, w innych krajach bloku wschodniego oraz w... Hiszpanii :/
Najbliższą lokalizacją od Barcelony jest... francuska Tuluza. Kilkaset kilometrów z przeprawą przez Pireneje. Aż takim fanem chyba jednak nie jestem :)
wtorek, 2 maja 2017
70 km dookoła Jezioraka
Z rodzicami pod namiotem byłem tylko jeden jedyny raz. To było około 30 lat temu, jedna noc z soboty na niedzielę. Moi rodzice w jednym namiocie, ja z siostrą w drugim. Obok cała wielka familia mojego kuzynostwa z Elbląga. Tę noc pod namiotem spędziłem na wyspie Bukowiec na Jezioraku. To taka "wyspa" i "nie wyspa" jednocześnie, bo można na nią dojechać samochodem. Pogoda była wtedy fatalna, strasznie zmarzliśmy w nocy. Za dnia padało, ale dla dzieciaków to kompletnie nie sprawiało problemu, były kajaki, wędkowanie, kąpiele w zimnej wodzie między trzcinami po kostki w mule, a potem ognisko, przygoda... Takie jest moje pierwsze wspomnienie Jezioraka.
Obiegnięcie Jezioraka planowałem przynajmniej od dwóch lat. Za to od roku już bardzo bardzo konkretnie. Chciałem to zrobić jeszcze przed Sudecką Setką AD 2016, ale wtedy kumple mi się wykruszyli z powodu kaskady różnych kontuzji. A samemu, jakoś tak bez sensu, skoro biegnąc z takim Kamilem miałbym na półmetku biegu ciepły obiad podany na stole w domu jego rodziców, który leży rzut beretem od linii brzegowej Jezioraka.
Jeziorak to szóste największe jezioro w Polsce. Ustępuje tylko dwóm mazurskim gigantom: Śniardwy i Mamry, dwóm z zachodu Polski: Dąbie i Miedwie oraz jezioru Łebsko - które obiegliśmy rok temu. Jezioro nie ma regularnego kształtu i próbując obiec je non-stop przy linii brzegowej trzeba by poświęcić na tę wyprawę przynajmniej dwa dni. Biegnąc natomiast z punktu A do punktu A, ale od drugiej strony można uwinąć w ciągu dnia, bo obwód wynosi około 70 kilometrów.
Ten weekend majowy był celem na to jezioro od kilku tygodni. Chcieliśmy zamierzyć się na niego ekipą sprzed roku, która zrobiła Łebsko, czyli: Dominik, Michał, Kamil i ja. I tutaj praktycznie moja rola w organizacji tego biegu się skończyła. Kamil jest Iławiakiem z urodzenia, tutaj skończył szkołę, tutaj mieszkają jego rodzice i nawet żonę jak szukał, to znalazł taką z Iławy :) Datę biegu na 1 maja ustaliśmy metodą wykluczeń. Kiedy każdy z nas podał jakie daty z tego długiego weekendu mu pasują - w zbiorze wspólnym pozostała tylko jedna pozycja: Międzynarodowe Święto Pracy - 1 Maja.
Tego dnia postanowiliśmy wybrać się na najdłuższy 1 majowy pochód - 70 km dookoła Jezioraka.
sobota, 29 kwietnia 2017
A gdyby tak kiedyś obiec Morze Śródziemne?
Kiedy ten tytuł wpisu przyszedł mi do głowy rozmarzyłem się na długą chwilę. Miał być tylko żartem, a uruchomił w mojej głowie całą serię inżynierskich połączeń nerwowych. Jakie rejony są najbardziej niebezpieczne i trzeba by wyjątkowo uważać? A może pobiec od Gibraltaru nad Bosfor i zrobić tylko połówkę? Ile tak naprawdę to byłoby kilometrów? W jakim stylu wykonać to "obiegnięcie"? Bo style są dwa. Pierwszy to ten, kiedy trzymasz się jak najbliżej linii brzegowej i wbiegasz na każdy półwysep. To zdecydowanie dłuższa ścieżka. Drugi styl to szukanie jak najkrótszej linii aby dostać się z punktu A do punktu A ale od drugiej strony. Pierwszy jest bardziej krajoznawczy, a drugi bardziej techniczny i sportowy. Ten drugi sposób na przykład kosi całe Włochy i po dobiegnięciu do Pizy, albo nawet wcześniej, lecimy prosto do Wenecji i omijamy cały Półwysep Apeniński...
piątek, 28 kwietnia 2017
Podsumowanie tygodnia 17.IV - 23.IV
Biegacz z Północy mówił od zawsze, że odpuszczanie wchodzi w krew. Raptem 3 tygodnie temu obiecałem sobie, że będę robił krótkie podsumowania tygodnia. Bez głębszej historii, ot takie raporty biegowe, po to, aby za dwa miesiące, na Sudeckiej 100-tce było czarno na białym wiadomo jak przepracowałem ostatnie miesiące i czego mogę się spodziewać.
Ostatni raport tygodniowy powinien powstać pięć dni temu, ale w momencie, kiedy miałem go pisać byłem już w drodze na "wiosenne wakacje". A jak to na wakacjach z trójką dzieciaków bywa - czasu dla siebie jest z.e.r.o. Wstajesz na tyle szybciej przed dzieciaki, że starcza czasu jedynie na to aby pobiec po pieczywo na śniadanie do sklepu, a wieczorem padasz na twarz dokładnie w tym samym momencie co drużyna...
Ostatni raport tygodniowy powinien powstać pięć dni temu, ale w momencie, kiedy miałem go pisać byłem już w drodze na "wiosenne wakacje". A jak to na wakacjach z trójką dzieciaków bywa - czasu dla siebie jest z.e.r.o. Wstajesz na tyle szybciej przed dzieciaki, że starcza czasu jedynie na to aby pobiec po pieczywo na śniadanie do sklepu, a wieczorem padasz na twarz dokładnie w tym samym momencie co drużyna...
sobota, 22 kwietnia 2017
Parkrun Warszawa-Ursynów #110 - czyli wizyta tam, gdzie się urodziłem :)
Jutro jest Orlen, największy maraton w Polsce. Ale miesiąc temu kiedy rezerwowaliśmy bilety w Ryanie za 12 zł od osoby nikt o tym nie pomyślał. Poniosła nas po prostu piątkowa fantazja, a portfel ten niewielki wydatek zaakceptował bez problemu. Naszym celem nie był Orlen, my po prostu jesteśmy zarażeni wirusem parkrunowego zwiedzania... Przylecieliśmy tutaj wyłącznie po to aby o 9:00 rano przebiec 5 km po parku.
czwartek, 20 kwietnia 2017
Kącik biegowego melomana: Dream Theater - Awake
W połowie lat 90-tych imprezy urządzało się w domu. Nie było nic piękniejszego niż dobra domówka, na której można było zbliżyć się do świata realizacji nastoletnich fantazji. Alkohol, dziewczyny, fajki i muzyka... a czasem po prostu alkohol i muzyka... To był czas kiedy nie było komórek, więc każde rozstanie musiało być zakończone deklaracją kolejnego spotkania. Kończąc zajęcia w LO w piątek po południu umawialiśmy się na dokładną godzinę pod "bigbenem" w sobotę i pijąc flaszkę z papierowej torby w tramwaju linii 12 jechaliśmy poznawać zaułki nastoletniego świata.
Jeden jedyny raz taka impreza odbyła się u mnie w domu. Moja 18-tka. Kiedy rano obudziłem się z głową pękającą na pół, próbując sprzątnąć gigantyczny syf jaki został w mieszkaniu w moje ręce wpadła kaseta, którą wieczór wcześniej dostałem w prezencie od Maćka G. - perkusisty w naszym zespole (tak, miałem swój progresywny zespół w LO :)) Kaseta była oryginalna, z pełną rozkładaną poligrafią. Dream Theater - Awake.
Jeden jedyny raz taka impreza odbyła się u mnie w domu. Moja 18-tka. Kiedy rano obudziłem się z głową pękającą na pół, próbując sprzątnąć gigantyczny syf jaki został w mieszkaniu w moje ręce wpadła kaseta, którą wieczór wcześniej dostałem w prezencie od Maćka G. - perkusisty w naszym zespole (tak, miałem swój progresywny zespół w LO :)) Kaseta była oryginalna, z pełną rozkładaną poligrafią. Dream Theater - Awake.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









