wtorek, 5 kwietnia 2016
Happiness Is Easy czyli relacja z V biegu Tricity Ultra
Pół roku temu spędziliśmy z chłopakami pół dnia dyskutując o kolorze naszywek na edycję jesień 2015. Pamiętam, że zostałem przegłosowany, wygrała opcja białego tła i czerwonego napisu. Mój faworyt, czyli grafitowe tło i biały napis zajął drugie miejsce z jednym głosem przeciwko trzem. Odgrażałem się wtedy, że na wiosnę musimy właśnie takie robić. No i zrobiliśmy :)
Strasznie mnie cieszą te naszywki - jak każdego, kto ma w sobie duszę kolekcjonera. I kiedy widzę plecak Rafała, który biegł w sobotę z nami już trzeci raz, a na nim komplet naszywek to podziwiam go jak prawdziwy filatelista. Założę się też, że gdyby czapka Krzyśka była większa - poza kultową pierwszą naszywką z trzeciej edycji znalazłaby się na niej cała seria. Aby zdobyć taką naszywkę nie trzeba ukończyć całego 80 kilometrowego biegu. Wystarczy się pojawić, przebiec z nami chociaż kawałek. Dociągnąć ile sił w nogach, albo na ile czas i rozsądek pozwala. Choć ten drugi często ustępuje miejsca sercu.
piątek, 1 kwietnia 2016
Tricity Ultra - zapowiedź V edycji
Towarzyski bieg dookoła Trójmiasta na dystansie 80 km. Pomysłodawcami tej niezwykłej inicjatywy biegowej jest czwórka przyjaciół – Tomek Kaszkur, Dominik Dagiel, Michał Joszczak i Jarek Stasieło, których połączyło jedno – bieganie.
Co istotne, powyższa czwórka nie biega dla medali, rekordów itd. Oni biegają dla samej pasji biegania. To ich nakręca, gdyż TriCity Ultra jest połączeniem codziennych biegowych ścieżek każdego aktywnego mieszkańca Trójmiasta i jak każda idea, zrodziła się z małych, codziennych elementów. Ktoś pobiegł wzdłuż plaży między Orłowem, a Brzeźnem, ktoś na co dzień szoruje po lasach poligonu, ktoś zbiega do Neptuna i tak z tych drobnych punktów wpadli na pomysł, żeby te wszystkie ścieżki połączyć w jedną. Tym sposobem narodził się TriCity Ultra, którego piąta edycja już 2 kwietnia.
wtorek, 29 marca 2016
Kącik biegowego melomana: Iggy Pop - Post Pop Depression
Ciągle się zastanawiam czy nie opisywać, chociaż w kilku
zdaniach, każdej płyty, jakiej słucham w trakcie biegania. Bardzo często
mam pełno myśli, porównań i emocji, które zamieniam na zdania, którymi
samotnie pod nosem opowiadam sobie o tej muzyce.
Nie chcę pisać szablonowych recenzji, opisywać utwór po utworze i osadzać je w otoczeniu, które spowodowało, że brzmią tak a nie inaczej. Ważniejsze są dla mnie własne emocje towarzyszące chwilom, kiedy poznawałem te płyty oraz to jak brzmią w tych samych uszach po latach.
Wśród albumów, które zabieram ze sobą wiele z nich jest starszych ode mnie. Bardzo rzadko trafiają się nowości. Nowa muzyka ciężko do mnie trafia, chyba że firmują ją "dobre stare" nazwiska.
Nie chcę pisać szablonowych recenzji, opisywać utwór po utworze i osadzać je w otoczeniu, które spowodowało, że brzmią tak a nie inaczej. Ważniejsze są dla mnie własne emocje towarzyszące chwilom, kiedy poznawałem te płyty oraz to jak brzmią w tych samych uszach po latach.
Wśród albumów, które zabieram ze sobą wiele z nich jest starszych ode mnie. Bardzo rzadko trafiają się nowości. Nowa muzyka ciężko do mnie trafia, chyba że firmują ją "dobre stare" nazwiska.
poniedziałek, 28 marca 2016
Veggie Easter
"Szkoda, że nie powiedziałeś, bo bym przywiozła taką fajną sałatkę z łososiem" - tymi słowami powitała mnie moja siostra, kiedy najgrzeczniej jak mogłem wykręcałem się ze zjedzenia jej klasycznego żurku, indyka i pasztetu.
"Ale węgorza zjesz?" - zapytała dwa dni wcześniej ciocia mojej żony.
Ja nie jestem wegetarianinem na poważnie. Tylko na próbę. Na kilka miesięcy. Ale skoro już podjąłem to wyzwanie to podchodzę do tematu zero-jedynkowo. Nie jem to nie jem. Bez wyjątków. Moje motywacje są czysto zdrowotne. Potrafię przyswajać fakty i widzę, że stopień przetworzenia mięsa począwszy pod procesu hodowli poprzez jego produkcję jest dramatyczny. Docierają do mojej świadomości badania mówiące, że w idealnej diecie dla człowieka powinno znajdować się maksymalnie 2% mięsa. Większość chorób ma początek w złym odżywianiu. Wierzę, że jedząc więcej warzyw będę po prostu dłużej żył w zdrowiu.
Test wózka biegowego Thule Glide
Tytułem wstępu kilka zdań o tym, w jaki sposób doszło do powstania tego wpisu:
W październiku przyszedł na świat mój syn. To nasze trzecie dziecko. Duża rodzina to genialna sprawa. Nieustające endorfiny ale i milion rzeczy, którymi trzeba nieustannie zarządzać. W takim świecie do rangi najwyższego dobra urasta CZAS. Czasu nie można przeliczyć na żadne pieniądze, bo nie można go kupić. Ale czasem też można zarządzać. Trzeba po prostu robić rzeczy jednocześnie. Dlatego kwestia kupna wózka biegowego była czymś absolutnie oczywistym.
czwartek, 24 marca 2016
Wielofunkcyjność
Nie ma nic cenniejszego niż czas. Wiele razy o tym pisałem, że kocham bieganie właśnie ze względu na to, że jest tak elastyczne, że można wozić buty w bagażniku i biegać wtedy, kiedy tylko znajdziemy na to czas, można biegać rano, do pracy, z pracy, wieczorami i nocą. Nie trzeba nigdzie jechać aby uprawiać ten sport. Wystarcza praktycznie mieć buty... choć i to nie jest bezwzględnie konieczne.
Kiedy można robić więcej niż jedną rzecz jednocześnie - oszczędzamy jeszcze więcej czasu. Dlatego słucham muzyki biegając. Uwielbiam słuchać i biegać. Oczywiście wolałbym rozsiąść się w fotelu z kieliszkiem wina i wysłuchać ulubioną płytę w spokoju z zamkniętymi oczami. Ale takiego komfortu już nie mam, i długo nie będę miał :) Niektórzy mówią mi: "Tomek, zdejmij słuchawki, posłuchaj natury, dźwięków drzew i swojego oddechu." Ale ja nie mam po prostu na to czasu. Natura jest w porządku, ale nowa płyta Iggiego Popa nie może czekać na półce.
Kiedy można robić więcej niż jedną rzecz jednocześnie - oszczędzamy jeszcze więcej czasu. Dlatego słucham muzyki biegając. Uwielbiam słuchać i biegać. Oczywiście wolałbym rozsiąść się w fotelu z kieliszkiem wina i wysłuchać ulubioną płytę w spokoju z zamkniętymi oczami. Ale takiego komfortu już nie mam, i długo nie będę miał :) Niektórzy mówią mi: "Tomek, zdejmij słuchawki, posłuchaj natury, dźwięków drzew i swojego oddechu." Ale ja nie mam po prostu na to czasu. Natura jest w porządku, ale nowa płyta Iggiego Popa nie może czekać na półce.
Kącik biegowego melomana: Depeche Mode - Black Celebration
Pamiętam czasy, kiedy bycie depeszem stanowiło o tożsamości. Ale ja wtedy byłem za młody aby być brać udział w podwórkowych przepychankach na tle muzycznym. Spoglądałem tylko na znaczki na plecakach i naszywki na rękawach z symboliką Depeche Mode. Sama muzyka docierała do mnie jedynie w takiej ilości w jakiej emitowała ją radio. Pamiętam dokładnie moment wydania Violator, miałem nawet tę płytę na kasecie, ale daleko mi było to ekstatycznego utożsamiania się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






