Nigdy nie sądziłem, że pokonanie 25 km w Trójmiejskich lasach może zająć niemal 4 godziny. I przy takim tempie dostanę nieźle w kość. Nawet w biegach górskich takie czasy to ślizganie się na granicy limitu, ale kiedy nawierzchnia składa się z błota, lodu i kałuż, a do tego biegniesz w nocy i robisz 600 metrów przewyższenia - nie jest to już takie dziwne.
A zaczęło się od tego, że w piątek, tak sobie z Michałem wymyśliliśmy, że mam wolny wtorkowy wieczór i możemy pobiec coś dłuższego, że fajnie by było pobiegać z 4 godzinki. Oczywiście myślałem, że będzie to mniej więcej 35 kilometrowa wyprawa w spokojnym tempie. W piątek w Trójmieście leżał śnieg i dalej padał. Temperatura kilka stopni poniżej zera dawała nawet nadzieję na rychłe wyciągnięcie nart biegowych. Dzisiejszy bieg miał być piękną wieczorną przygodą, z czołówkami ustawionymi na najniższą moc, bo przecież będzie biało i będzie świecił księżyc i praktycznie światło niemal nie będzie potrzebne.
środa, 27 stycznia 2016
niedziela, 24 stycznia 2016
Dookoła jeziora Tuchomskiego
"W sobotę zawożę Tymka na turniej piłki nożnej do Chwaszczyna" - powiedział Michał jakoś w środku tygodnia. "I będę miał jakieś 2-3 godzinki wolne od 12:30". - dodał.
Rzuciliśmy okiem na mapę i po krótkiej chwili zastanowienia było pewne, że zrobimy sobie zimową rundkę dookoła Jeziora Tuchomskiego. Stasiu jednak miał inne plany. Stasiu nie chciał poprzestać na 15 kilometrowej rundce dookoła jeziora, Stasiu pragnął więcej. Stasiu postanowił dobiec do Chwaszczyna zamiast udać się tam z nami samochodem.
piątek, 22 stycznia 2016
Kącik biegowego melomana: Led Zeppelin - Presence
Dziś pobiegam od razu jak wrócę z roboty, w końcu piątek, więc szkoda wieczoru - pomyślałem. Zrobiłem szybki, nieduży obiad dla całej rodziny, zjadłem i... i zacząłem wybierać muzykę do biegania. W tym temacie często jestem jak kobieta stojąca przed szafą pełną ubrań z rozpaczą w głowie krzyczącą "NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ!"
Nie wiem czego posłuchać!! - ta myśl zawładnęła moim piątkowym popołudniem. Przeglądałem płyty, szukałem w googlach, na youtube, łapałem się każdej myśli, która intuicyjnie prowadziła mnie do płyty, z którą miałem wybiec na śnieg. Może Zooropa? Eeee, nie na piątek. Potrzebuję coś z większą energią. Może Boy - debiut U2. Dobry pomysł, ale chwilę potem moje myśli poszybowały ku chłodnemu Seventeen Seconds - The Cure. Włączyłem na chwilę kiurów na laptopie, ale dusza mi nie zagrała. Może Maggot Brain - Funkadelic? Rozjechany improwizowany mariaż blues-rocka z soulem i funkiem. Chwilę później w głowie zaczęło mi grać Since I've Been Loving You - Led Zeppelin....
Nie wiem czego posłuchać!! - ta myśl zawładnęła moim piątkowym popołudniem. Przeglądałem płyty, szukałem w googlach, na youtube, łapałem się każdej myśli, która intuicyjnie prowadziła mnie do płyty, z którą miałem wybiec na śnieg. Może Zooropa? Eeee, nie na piątek. Potrzebuję coś z większą energią. Może Boy - debiut U2. Dobry pomysł, ale chwilę potem moje myśli poszybowały ku chłodnemu Seventeen Seconds - The Cure. Włączyłem na chwilę kiurów na laptopie, ale dusza mi nie zagrała. Może Maggot Brain - Funkadelic? Rozjechany improwizowany mariaż blues-rocka z soulem i funkiem. Chwilę później w głowie zaczęło mi grać Since I've Been Loving You - Led Zeppelin....
środa, 20 stycznia 2016
Zestaw NAPRAWDĘ potrzebny do biegania - część III - jestem biegaczem
W dwóch poprzednich częściach czyli: początki oraz samotna praktyka opisałem, w oparciu o mój prywatny rys historyczny, ile kasy wydałem na bieganie i jak sobie te wydatki miarkowałem. Taki właśnie jest cel tej serii wpisów - podejść do tematu z pozycji rozsądnego księgowego i uzasadnionych wydatków.
Co prawda moja żona skomentowała to podejście słowami: "no ej, odbierasz ludziom całą radość obkupienia się sklepie Nike ponieważ postanowili, że zaczną biegać! przecież zakupy przed bieganiem są najprzyjemniejsze!", ale trudno, nigdy nie byłem fanem sprzętu dla samego posiadania, lecz oceniałem pochodną z korzyści jakie jego posiadanie może przynieść.
Część trzecia wpisu dotyczy okresu, który można zatytułować: "jestem biegaczem". W połowie 2013 roku biegam już niemal rok. Schudłem, sprawia mi to przyjemność i zdaję sobie sprawę, że aktywność fizyczna musi być już ze mną do końca życia. Wydałem do tej pory 200 PLN i mając za sobą jakieś 150-200 treningów pora pomyśleć o paru przydatnych rzeczach do biegania.
Co prawda moja żona skomentowała to podejście słowami: "no ej, odbierasz ludziom całą radość obkupienia się sklepie Nike ponieważ postanowili, że zaczną biegać! przecież zakupy przed bieganiem są najprzyjemniejsze!", ale trudno, nigdy nie byłem fanem sprzętu dla samego posiadania, lecz oceniałem pochodną z korzyści jakie jego posiadanie może przynieść.
Część trzecia wpisu dotyczy okresu, który można zatytułować: "jestem biegaczem". W połowie 2013 roku biegam już niemal rok. Schudłem, sprawia mi to przyjemność i zdaję sobie sprawę, że aktywność fizyczna musi być już ze mną do końca życia. Wydałem do tej pory 200 PLN i mając za sobą jakieś 150-200 treningów pora pomyśleć o paru przydatnych rzeczach do biegania.
wtorek, 19 stycznia 2016
Kącik biegowego melomana: The Doors - Waiting For The Sun
Nie ma prawdziwej młodości bez fascynacji The Doors. Nie ma buntu bez dźwięków The End czy When The Music's Over. The Doors to zespół, którym trzeba się chociaż raz w życiu zakochać, potem rzucić i kontestować, by w końcu się pogodzić i żyć razem przez długie lata.
Kiedy w 1991 roku wszedł do kina film The Doors Olivera Stone'a wydawało mi się, że to wielki pech, bo każdy będzie słuchał The Doors a ja będę musiał za każdym razem powtarzać, że "słuchałem The Doors zanim było to modne" ;) Z drugiej strony to było duże szczęście, że trafiłem ze swoją młodością właśnie na powrót fali flower-power. Dzięki temu mogłem kupić w księgarni biografię Jima Morrisona - No One Here Gets Out Alive czy książki z jego poezją. Dodatkowo w 1992 roku pierwszy raz w życiu pojechałem z siostrą na kilkanaście dni na "zachód" - do Paryża, gdzie dopełniłem swoją fascynację The Doors wizytą na Pere La Chaise na grobie Jima Morrisona.
niedziela, 17 stycznia 2016
Zestaw NAPRAWDĘ potrzebny do biegania - część II - samotna praktyka
W pierwszej części opisałem zestaw potrzebny do rozpoczęcia biegania. Zazwyczaj składa się on ze starych butów z szafy i nowych dresów, bo stare są za ciasne.
OK. Biegamy już dwa tygodnie. Wciąż nie wiadomo, czy za chwilę nie nastąpi ten ostatni raz, czy nie wysiądzie kolano, czy po prostu karkówka i piwo zwycięży w nierównej walce o nasz czas. Stare pumy wyciągnięte z szafy wydają się strasznie twarde, a bawełniane dresy w trakcie treningu ważą chyba z 5 kilogramów, bo wchłaniają cały pot i trzymają go między włóknami.
OK. Biegamy już dwa tygodnie. Wciąż nie wiadomo, czy za chwilę nie nastąpi ten ostatni raz, czy nie wysiądzie kolano, czy po prostu karkówka i piwo zwycięży w nierównej walce o nasz czas. Stare pumy wyciągnięte z szafy wydają się strasznie twarde, a bawełniane dresy w trakcie treningu ważą chyba z 5 kilogramów, bo wchłaniają cały pot i trzymają go między włóknami.
Zestaw NAPRAWDĘ potrzebny do biegania - część I - początki
Zacząłem pisać tego posta w sierpniu 2014. Dokładnie napisałem sam tytuł, a w głowie zachowałem zarys pomysłu na niego. Taki sam los spotkał jeszcze z 15 innych postów, które wiszą jako tytuły czekające na swoją chwilę.
Tytuł jest nośny, bo tzw. zestaw do biegania to obowiązkowy temat wiosenny na wszelkich portalach, nie tylko biegowych, najczęściej zbiegający się w czasie z gazetką z Lidla. Możemy wtedy przeczytać, że bez puszczenia lekką ręką tysiąca nie ma co wchodzić w ten sport. Z drugiej strony zawsze znajdziemy komentarz w kontrze, że 30 lat temu ludzie też biegali, w tenisówkach, bez specjalnych ciuszków, a zamiast endomondo ewentualnie zapisywali coś w dzienniczku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





