poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 10.IV - 16.IV


Poniedziałek - 0 km
To powrót do tradycji poniedziałkowego niebiegania. Pogoda była psia, więc żadne z dzieci nie ciągnęło mnie na rower.

Wtorek - 1,75 km
"Prawie" umówiłem się Joszczim nad zbiornikiem Jasień. Ale po pierwsze trochę powstrzymała nas pogoda, a po drugie jedna z moich córek wykręciła się z basenu. Miałem więc tylko 45 minut zamiast tradycyjnej 1,5 godzinki. Zdecydowałem się na basen. W wodzie spędziłem dokładnie 44 minuty i bez zatrzymania pociągnąłem 70 basenów. 1,75 kilometra w wodzie. Lepiej niż tydzień temu. Muszę dojść do 2 kilometrów w 45 minut.

sobota, 15 kwietnia 2017

Parkrun Bydgoszcz #119 - czyli pogoń za króliczkiem


Przyjechaliśmy na Wielkanoc do Chojnic. Siedząc wieczorem nad mapą lokalizacji biegów Parkrun zastanawiałem się nad trzema opcjami. Szczecinek - 66 km, najbliżej, super atmosfera i po części tradycja, że w każde Święta pojawiam się w Szczecinku. Bydgoszcz - 82 km - to byłaby nowość dla mnie, ostatni raz byłem w Bydgoszczy 10 lat temu, na koncercie Van Der Graaf Generator w kwietniu 2007 roku. W grę wchodził jeszcze Toruń. Najdalej bo 120 km, ale tam jechał Kamil z ekipą z Iławy.

Postanowiłem nastawić budzik na 6:30 i podjąć decyzję rano w zależności ile czasu mi zostanie na dojazd. Obudziłem Kreskę, zjedliśmy mini śniadanie, poprzestawiałem samochody na podjeździe i kiedy byliśmy gotowi do drogi zegar wskazywałem 7:10. Za późno na Toruń, ale idealnie na Bydgoszcz!


Kącik biegowego melomana: Fleetwood Mac - Tango in the Night


Zostałem wczoraj zbombardowany z kilku miejsc tą płytą. Czas płynie, a muzyka, która wsiąkała niepostrzeżenie w nasze dzieciństwo/młodość ma już 30 lat. Tango in the Night - Fleetwood Mac ukazała się 13 kwietnia 1987 roku.

Fleetwood Mac nigdy nie był zespołem z mojego topu, choć jego losy znałem dość dobrze. Miałem nagrane na kasety ich pierwsze bluesowe albumy z Peterem Greenem. Na półce z winylami leży i Tusk i dwa egzemplarze Rumours. Ale obudzony w nocy nie wymieniłbym całej dyskografii Fleetwood Mac płyta po płycie, co raczej udałoby mi się z większością wykonawców z mojego piedestału.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 3.IV - 9.IV


TYDZIEŃ 3.IV-9.IV.


Poniedziałek - 0 km
Mam dziurę w mózgu, nie potrafię skojarzyć dlaczego nie poszedłem pobiegać w poniedziałek, mimo że w niedzielę było tylko lekkie 9 km.

Wtorek - 1,5 + 7,5 km 
Obudziłem się całkowicie wyspany parę minut po 5 rano i przez kolejne dwie godziny zastanawiałem się czy iść biegać czy nie. Wmawiam sobie od kilku tygodni, że wreszcie trzeba rozpocząć poranny wiosenny sezon i biegać przed pracą. I tak sobie wmawiałem i wmawiałem aż zrobiła się 7-ma i było za późno :) Po południu zawsze idę z dzieciakami na basen i biegam wtedy po Wiszących Ogrodach z Michałem albo i bez. I kiedy już zbierałem się do cowtorkowego rytuału okazało się, że moja małżonka zamówiła mi godzinkę pływania... Hmmm pływanie zawsze było moim przyjacielem, ale jakoś tak jestem przyzwyczajony, że idę sobie pobiegać. W wodzie spędziłem dokładnie 38 minut przepływając 1500 metrów na 25 metrowym basenie.

Kiedy całą rodziną wróciliśmy do domu ciągle czegoś mi brakowało. Założyłem buty, chwyciłem Sennheisery i włączywszy Velvet Underground & Nico poleciałem na 7,5 kilometrową pętlę na Chełm.


niedziela, 9 kwietnia 2017

Kamil


Kiedy punktualnie o 9:00 wystartował maraton w Gdańsku jednym okiem oglądałem jeszcze pojedynek Vettela i Hamiltona w GP Chin, ale drugie całkowicie skupiało się na transmisji online z tego biegu. Kiedy biegną Twoi znajomi nawet zwyczajna impreza urasta do rangi olimpijskiej. W końcu całkowicie przestałem się skupiać na F1 a przełączałem ekrany między transmisją wideo z maratonu a tabelami z międzyczasami...

sobota, 8 kwietnia 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #36 - C'est la vie...

Po zeszłotygodniowej wyprawie do Tczewa tym razem znów nasze własne podwórko czyli Gdańsk-Południe. Przyznam się, że dziś rano naprawdę ledwo zmotywowałem siebie do wyjścia na ten bieg. Kompletnie mi się nie chciało, no ale jedno jest pewne... odpuszczanie wchodzi w krew :)


O 8:45 tradycyjnie szliśmy z Kreską na start nad duże bajorko. Ustaliliśmy, że nie biegniemy razem, tylko każdy osobno. Ja chyba muszę się powoli przyzwyczajać, że bieganie "z tatą za rączkę" to już nie ten etap, że zaczyna się coraz bardziej autonomiczna potrzeba rywalizacji z czasem (i rywalami). A żeby dotrzymać kroku - nie mogę się lenić na treningach. C'est la vie... Takie jest życie.

środa, 5 kwietnia 2017

Podsumowanie tygodnia 27.III - 2.IV

Przez najbliższe przynajmniej 3 miesiące dobrowolnie narzucam sobie pisanie tygodniowych raportów. Chodziło mi to po głowie już od jakiegoś czasu - zebranie tych wszystkich mniejszych biegów i drobnych emocji im towarzyszącym w postaci regularnego raportu. Mogę wmawiać sobie, że to na własny użytek, takie zagospodarowanie poletka na swoim terenie zamiast szerszych opisów na endomondo (jak to niektórzy robią). Ale tak naprawdę nic tak nie motywuje jak świadomość, że z wszystkiego trzeba się wyspowiadać. Niby przed samym sobą, ale jednak publicznie... 

* * *


TYDZIEŃ 27.III-2.IV.

Poniedziałek  - 10 km
Jak jak pisałem w osobnym wpisie - w poniedziałki się nie biega. W większości przypadków dlatego, że poniedziałek jest odpoczynkiem po niedzielnym dłuższym biegu, ale w moim - dlatego, że Biegacz z Północy przez lata tak twierdził i to zaadaptowałem :)

Córka namówiła mnie na rower, a że wciąż nie mam roweru to biegłem obok. 10 km do parku Oruńskiego plus powrót. Na początku słońce, na końcu zimny wiatr i piasek w oczy. Ale radość z biegu 10/10. Tempo mocno rwane, jak to z dzieciakami: przenoszenie roweru przez błotko, postój na łapanie pokemonów a potem kilkaset metrów sprintu.