Przez najbliższe przynajmniej 3 miesiące dobrowolnie narzucam sobie pisanie tygodniowych raportów. Chodziło mi to po głowie już od jakiegoś czasu - zebranie tych wszystkich mniejszych biegów i drobnych emocji im towarzyszącym w postaci regularnego raportu. Mogę wmawiać sobie, że to na własny użytek, takie zagospodarowanie poletka na swoim terenie zamiast szerszych opisów na endomondo (jak to niektórzy robią). Ale tak naprawdę nic tak nie motywuje jak świadomość, że z wszystkiego trzeba się wyspowiadać. Niby przed samym sobą, ale jednak publicznie...
* * *
TYDZIEŃ 27.III-2.IV.
Poniedziałek - 10 km
Jak jak pisałem w osobnym wpisie - w poniedziałki się nie biega. W większości przypadków dlatego, że poniedziałek jest odpoczynkiem po niedzielnym dłuższym biegu, ale w moim - dlatego, że
Biegacz z Północy przez lata tak twierdził i to zaadaptowałem :)
Córka namówiła mnie na rower, a że wciąż nie mam roweru to biegłem obok. 10 km do parku Oruńskiego plus powrót. Na początku słońce, na końcu zimny wiatr i piasek w oczy. Ale radość z biegu 10/10. Tempo mocno rwane, jak to z dzieciakami: przenoszenie roweru przez błotko, postój na łapanie pokemonów a potem kilkaset metrów sprintu.