piątek, 18 marca 2016

Najlepsza dieta to taka, w której potrafimy wytrwać

rollercoaster - 10 lat życia

"Najlepsza dieta to taka, w której potrafimy wytrwać" - nie pamiętam kto to powiedział, ale kilka miesięcy temu to zdanie wbiło mi się w pamięć. Ja od kiedy skończyłem studia muszę walczyć o to aby nie szybować z wagą w górę. Próbowałem wielu różnych diet, czasami niezależnie od sportu, czasami razem. Efekty były raz lepsze, raz gorsze. Ale z pewnością najlepsza dieta to taka, na której będę w stanie wytrwać przez długi czas i osiągnę constans wysiłku i zadowolenia. Dieta, która stanie się stylem życia.

niedziela, 13 marca 2016

Sąd Ostateczny - czyli o tym jak zobaczyłem Memlinga i odstawiłem mięso


Dobrze, że nie planowałem tego weekendu, bo gdybym jakkolwiek spróbował to zrobić musiałbym wszystkie plany wywrócić do góry nogami. Zaś po 48 godzinach od piątkowego powrotu z pracy wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy, które wpłynęły na moje "odważne" deklaracje na kolejne miesiące.

wtorek, 8 marca 2016

Kobiety, z którymi lubię biegać

Pamiętam taki dzień, jakieś 30 lat temu. 3 klasa podstawówki i to wielkie, gigantyczne napięcie przed Dniem Kobiet. PODOBNO wręczając kwiaty będzie można POCAŁOWAĆ dziewczyny z klasy... Dzień wcześniej złapała mnie gorączka. Zostałem w domu :(

Dziś jestem zdrowy (bo biegam i od dwóch lat przeziębienia się mnie nie imają), prezenty dla żony i córek dawno wręczone. Biegając dookoła jeziora słuchałem Ride the Lightning - Metalliki zastanawiając się czemu w zasadzie nie wybrałem na wspólne bieganie jakiejś fajnej panienki. Może dlatego, że nie potrafiłbym wybrać tej jednej, a nie starczyło by mi sił na bieganie z całym haremem?

Drogie Panie, przyjmijcie moje życzenia. Gdybym mógł - skradłbym Wam całusa - słuchając tych płyt:

Janis Joplin - Pearl
Kiedy przez kilka miesięcy słuchasz wyłącznie The Doors, a potem odkrywasz, że istnieje świat poza The Doors, i ten świat rozpoczyna się płytą Pearl - kolejne kilka miesięcy swojego życia poświęcasz na tę miłość.


Nico - Velvet Underground & Nico
To tylko kilka utworów nagranych razem z Lou Reedem i Johnem Calem. Sunday Morning, Femme Fatale, All Tomorrow's Parties i I'll Be Your Mirror. Ale każdy gorący sierpień pachnie właśnie śpiewem Nico.

Lisa Gerrard - Within the Realm of A Dying Sun (Dead Can Dance)
Aniołowie śpiewają. Próbowałem kiedyś opisywać tę płytę w "kąciku" ale takie słowa nie istnieją na świecie.

Kate Bush - The Whole Story
Ta płyta to składanka. Ale właśnie z nią w słuchawkach walkmana jeździłem autobusem na Morenę w czasach kiedy demonem prędkości był Pentium 75.


Annie Haslam - Tales of 1001 Nights (Renaissance)
Kiedyś, w czasach LO byliśmy z klasą na Nędznikach w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Po spektaklu poszedłem do sklepu muzycznego i kupiłem tę płytę zespołu Renaissance. Bajkowy śpiew Annie Haslam towarzyszy mi do dziś.


Sonja Kristina - Airconditionig (Curved Air)
Rock progresywny, skrzypce i żeński wokal. Kiedyś Tomek Beksiński puścił tę płytę w całości. Zakochałem się wtedy w Sonji.

Shirley Bassey
Kto nie zna bondowskich: Goldfinger i Diamonds Are Forever? Miałem kiedyś taką fazę na słuchanie Shirely z winyla z piątkowy wieczór z butelką wina, że w kilka miesięcy zgromadziłem jakieś 30 centymetrów (licząc na grubość) jej płyt.

Jon Anderson - Friends of Mr Cairo
To oczywiście żarcik, bo Jon Anderson jest mężczyzną, jednak przez długi czas o tym nie wiedziałem :)


Jarboe
Jarboe to dla mnie zagadka. Przeżyłem razem ze nią jeden z najpiękniejszych, najbardziej wzruszających, odejmujących mowę na kilka dni koncertów. To był 2004 rok w ruinach kościoła św. Jana w Gdańsku. Jednak na płytach studyjnych nie znajduję już tej magii.


Sinead O'Connor - The Lion & The Cobra
Szkoda, że Sinead trochę zagubiła się muzycznie i życiowo. Jej debiut ścina z nóg. Wyrywa żyły z ciała i ciągnie za serce.... A potem przyszedł Prince, skomponował Nothing Compares 2U i wszystko zepsuł...


Sade - Stronger Than Pride
Genialna "pościelówa". Kiedyś dawno temu, kiedy miałem wieżę z podwójnym CD w tej drugiej szufladce na stałe leżała Sade. I kiedy kończyła się pierwsza płyta zawsze włącza się ... Sade. Czasem miałem sile ją wyłączyć, a czasem słuchałem przez sen.

Enya - Watermark
Roooooobin!! Kto nie pamięta muzyki z Robin Hooda? :) U mnie na wsi wszyscy przerywali dziki bieg po chaszczach, niedokończonych budowach czy zaoranych polach i lecieli do domu na kolejny odcinek Robin Hooda. I dlatego jestem fanem solowych płyt Enyi. A Warermark to jej najlepsza płyta ever.


Tanita Tikaram - Ancient Heart
O ile w przypadku Jona Andersona byłem przekonany, że jest kobietą, to Tanitę podejrzewałem, że jest meżczyzną. Twist in my Sobriety... Czasy kiedy Listę Przebojów Programu III notowałem w zeszycie :)

Beth Gibbons - Dummy (Portishead)
To jest tak smutna płyta, że nie jestem w stanie jej słuchać. Pamiętam, że triphop był dla mnie szokiem jako gatunek. Mnie - fana rocka progresywnego - tak inna muzyka była w stanie tak głęboko wciągnąć.

Bjork
Śledzę ją od czasów The Sugarcubes. Pamiętam jak kiedyś ten zespół próbował bez powodzenia zwojować wspomnianą LP3 utwórem Regina. Potem obserwowałem jej debiut. Pokochałem trochę z ukrycia płytę Homogenic. Ale Bjork zawsze była zbyt dziwna aby być moją dziewczyną ;)

Patti Smith - Horses
Jesus died for somebody's sins but not mine. Tak zaczyna się debiut Patti. Płyta całkowicie ponadgatunkowa. Poezja śpiewana, rock i punk w jedynym.







Wszystkiego najlepszego drogie Panie!

poniedziałek, 7 marca 2016

Halo! Halo! Czy ja biegłem dziś jakiś maraton?!

- Jakie to jest chore... - takimi słowami zameldowałem swoją pobudkę Michałowi na messengerze.
- Nic nie mów :D - odpisał po kilku minutach.

Była niedziela rano. A dokładnie 5:08 rano.


Nie wstawałem tak wcześnie aby pobiegać już od bardzo dawna. (Ostatni raz na ŁUT150, choć tam, to było ekstremum, bo w ogóle się nie kładłem, a i sama historia ma drugie dno) Dzień wcześniej próbowaliśmy jeszcze namówić Dominika na niedzielne poranne wybieganie, ale Dominik przeżywa swoje La vita e bella i jak tłusty kot pławi się w swoim wygodnym życiu. Pobudka o 5 rano byłaby wyjściem poza strefę komfortu.

sobota, 5 marca 2016

Kącik biegowego melomana: Van der Graaf Generator - Still Life

Są na świecie płyty tak dobre, tak kompletne, tak wzruszające, że aż boję się o nich pisać. Choć biorę je ze sobą na bieganie od czasu do czasu - to boję się słuchać. Boję się, aby ten nimb wspaniałości zapamiętany z młodzieńczych lat nie opadł w zetknięciu z nową rzeczywistością.


Kiedy zapytasz się o mój ulubiony zespół odpowiem bez chwili namysłu - Van Der Graaf Generator. Kiedy będziesz drążyć, która płyta jest moją ulubioną będę krążył między Pawn Hearts, H to He i Godbluffem. Ale prawda jest taka, że nie mam dość odwagi, aby przyznać, że jest tylko jedna płyta VdGG, która może być tą jedną jedyną - Still Life. Boję się aby tą deklaracją nie zmienić tej intymnej równowagi między Still Life i mną, która trwa od 25 lat.

czwartek, 3 marca 2016

Chudy Wawrzyńcu! Przybywamy!


Zapisałem się na Wawrzyńca. Całą czwórką. Mieliśmy szukać szczęścia w losowaniu (na jednym grupowym kodzie) ale nie dane nam było go zasmakować (losowania). Z racji, że zapisało się niewiele osób ponad limit organizatorzy stwierdzili, że wszystkich nas jakoś upchną i rezygnują z losowania. Teraz tylko zapłacić i ... trenować :)

W ostatnich dniach temat Chudego Wawrzyńca stał się gorący nie tylko z powodu zapisów, ale z powodu... medali, a dokładnie ich braku. Organizatorzy wydali nawet oświadczenie w tym temacie, a mnie od kilku dni zadziwia jak można mieć taki brak luzu i szerszej perspektywy, aby walczyć o nie zaciekle na forach internetowych.

środa, 2 marca 2016

Kowall na Kowalach - nietuzinkowe miejsce

Nie jest to blog kulinarny, ani muzyczny tylko biegowy. Ale od zeszłego tygodnia, kiedy Dominik przegonił mnie przez maraton na raty w sobotę i niedzielę coś mi ... zaczęło uwierać w pośladku i głownie zajmuję się jedzeniem i słuchaniem, a nie bieganiem. Nie jestem typowym biegaczem, który każdą kontuzję najpierw próbuje rozbiegać, a potem się zastanawia czemu boli bardziej. Nie biegam z dzienniczkiem i kompletnie nic się nie stanie jak na kilka dni sobie odpuszczę czekając aż fizyczny ból dupy mi przejdzie :)


Wczoraj nawet chciałem pobiegać, bo ciągnie w pośladku mnie jakby mniej, ale ... przeczytałem wpis Run The World o jej zmęczeniowym złamaniu uda i jakoś tak mi przeszła ochota na biegnie z bolącym (nawet lekko) stawem biodrowym.

Skoro nie biegam to słabo pisałoby się o bieganiu. Jest jednak pewien temat kulinarny, który chodzi mi po głowie i stuka w czaszkę od środka prosząc aby się nim podzielić: Restauracja Kowall na Kowalach. Poniżej w punktach kilka całkowicie bezinteresownych spostrzeżeń:
  • Restauracja Kowall mieści się Tesco na Kowalach. To nie jest miejsce, które może się kojarzyć z kunsztowną restauracją, a jednak idea chyba się sprawdza. To nie jest centrum miasta, ale robotnicze obrzeża. Tutaj nie jedzie się specjalnie, bo restauracja wpasowuje się w rytm osiedli. To w pewnym sensie nawet przewartościowanie pojęcia restauracji na noclegowych dzielnicach miast. Kowall pokazuje, że nie musi to być pizzeria, kebab, chińczyk czy kurczaki z rożna. W takich miejscach można też zjeść coś nietuzinkowego i bardzo smacznego.
  • Trzy razy trafiłem tutaj na trzydaniowy lunch dnia. Cena 19,99 za: zupę, drugie danie i deser jest niska i przystępna dla każdego częściej niż raz na miesiąc.
  • Kowalla prowadzi kucharz, który walczył w Top Chefie. Muszę się przyznać, że jeżeli już włączam telewizor to jedynie z dwóch powodów. Pierwszy z nich to Air Crash Investigation na National Geographic, a drugi to właśnie Top Chef na Polsacie :) 
  • Ale to co zawsze najważniejsze, to jedzenie. Tutaj smakuje tak jak właśnie powinno. Jest uczciwe, w oparciu o ciekawe produkty i za każdym razem zaskakująco. Jak kaszotto podane z czyśćcem - do niedawna nawet nie wiedziałem, że taki korzeń istnieje. Albo zupa pomidorowa podana z chipsami z marchewki. 


Zachęciłem już kilkoro moich znajomych do odwiedzenia Kowalla. Za każdym razem opinia była bardzo pozytywna. Mam nadzieję, że restauracja znajdzie swój finansowy balans w tej okolicy i istnieć będzie jeszcze długo.