Kiedyś wysnułem taką teorię, że w Anglii w sobotę o 9:00 rano nigdy nie pada - bo jest Parkrun. Druga teoria, która sprawdziła się wczoraj jest taka, że 15 sierpnia w Trójmieście słońce zawsze spali Ci łeb, choćby dzień wcześniej i dzień później było 100% zachmurzenia. Trzecia teoria jest dobrze znana, ale ciągle lekceważona: nie ma dwóch takich samych biegów.
Co prawda dotyczy ona wyłącznie amatorów, bo zawodowcy mają swoją matematykę, która z kombinacji przeprowadzonych treningów, osiąganych czasów i pomiarów parametrów krwi, dodając do tego pogodę i przygotowując strategię żywieniową - są w stanie dokładnie wyliczyć czas na mecie.
Jednak taki bieg jak Maraton Solidarności to przede wszystkim wielkie święto amatorskiego biegania. 99% startujących nie bawi się w skomplikowane pomiary własnych możliwości, tylko mniej więcej "na oko" celuje w czas jaki fajnie by było osiągnąć, który i tak weryfikuje trasa. Naprawdę nie wiedziałem, czy fakt, że nie było aż takiego ukropu jak rok temu pozwoli mi pobiec szybciej, czy może kilka kg więcej i Chudy Wawrzyniec zrobiony przed tygodniem zabiorą mi wszystkie siły w połowie dystansu?
