![]() |
| Numery startowe Rysia na ścianie w biurze zawodów. |
Zamykam oczy i widzę obraz samego siebie, z tego ostatniego mega gorącego maratonu w sierpniu, kiedy jedyny raz w życiu tak się zagrzałem, że na metę dobiegłem półprzytomny i Rysiu ratował mnie polewając całego zimną wodą z wiadra. Pamiętam doskonale wyjazd w Trzech Króli z ekipą TCU, albo mój wcześniejszy, kiedy poznałem Hanię i Janka. Pamiętam każdą porę roku na pętli w Wituni, butelki wody poukrywane w krzakach, a zimą to zderzenie ciepłej bazy z mrozem na zewnątrz, kiedy wychodziło się na ostatnie kółko z czołówkami na głowach.

