W poprzedniej części podsumowania roku 2013 popastwiłem się nieco nad markowymi butami do biegania. Teraz kilka słów o najfajniejszych imprezach biegowych 2013 w jakich brałem udział
NAJLEPSZA IMPREZA BIEGOWA
Miejsce 1 - Maraton Wigry
Bez ani chwili wahania. Najfajniejszym, najciekawszym, najlepszym biegiem w jakim wziąłem udział był pierwszy Cross Maraton dookoła Jeziora Wigry. Bieg tak inny od pozostałych w jakich brałem udział, że boję się aż, że jest on tylko projekcją w mojej głowie i ten magiczny woal między moimi oczami a rzeczywistością koloryzuje coś, co nie miało miejsca. A jednak... Jednak spędziłem z całą rodziną rewelacyjnie wakacje na suwalszczyźnie, biegłem 42 km pijąc kwas chlebowy, jedząc babkę ziemniaczaną i sękacza, rozmawiając z biegaczami, których mijałem, albo częściej mijali mnie. Pierwszy maraton pozostaje w głowie na całe życie. Cieszę się, że moim pierwszym był ten właśnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaszuby biegają. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaszuby biegają. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 stycznia 2014
sobota, 26 października 2013
Kolbudzka 10
Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał się rozpocząć pobudką o 7-mej i wyjazdem z Dominikiem na 15-tkę wzdłuż plaży zakonoczną extra 5-tką na Parkrunie i być może kąpielą w Bałtyku (o ile by starczyło nam odwagi). Kilka minut po 7-mej zadzwonił Dominik z informacją o zmianie planów. Dzieci się pochorowały - siła wyższa.
Wykonałem szybką analizę możliwości:
a) jadę swoim autem sam pobiegać przy morzu i zahaczyć o parkruna - ale niestety piątek wieczór spędziłem zgodnie z polską tradycją i nie ma sesnu ryzykować siadania za kółkiem
b) biegnę z buta na parkruna podobnie jak dwa tygodnie temu - ale jakoś nie byłem mentalnie gotowy na 38 km
c) wracam do łóżka na godzinke, jem rodzinne sniadanie ze wszystkimi i zobaczę co dzień przyniesie.
Wygrała opcja "c".
I tak leżąc i patrząc się pustym wzrokiem na bidon z własnoręcznie przygotowanym "izotonikiem" (woda, miód, cytryny, sól) zacząłem zastanawiać się gdzie by tu pobiec...
Wykonałem szybką analizę możliwości:
a) jadę swoim autem sam pobiegać przy morzu i zahaczyć o parkruna - ale niestety piątek wieczór spędziłem zgodnie z polską tradycją i nie ma sesnu ryzykować siadania za kółkiem
b) biegnę z buta na parkruna podobnie jak dwa tygodnie temu - ale jakoś nie byłem mentalnie gotowy na 38 km
c) wracam do łóżka na godzinke, jem rodzinne sniadanie ze wszystkimi i zobaczę co dzień przyniesie.
Wygrała opcja "c".
I tak leżąc i patrząc się pustym wzrokiem na bidon z własnoręcznie przygotowanym "izotonikiem" (woda, miód, cytryny, sól) zacząłem zastanawiać się gdzie by tu pobiec...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

