niedziela, 21 maja 2017

5 surrealistycznych miejsc, do których zaprowadziło mnie bieganie


Zamykam oczy i ciągle widzę na wewnętrznej stronie powiek odbicie Kukkarokivi, czyli wielkiego kamlota na wybrzeżu Finlandii, o którym jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałem, że istnieje. Biegnie prowadzi mnie do dziwnych miejsc. Do miejsc, do których nie dotarłbym nawet myślą. I nie są to ścieżki i sceny masowych biegów. Zazwyczaj to niewielkie punkty ma mapie, o których istnieniu nie można dowiedzieć się inaczej niż skalując google maps do granic powiększenia przewidzianych przez autorów mapy.

Dlaczego surrealistycznych? Dlatego, że odsuniętych od tradycyjnego planu zwiedzania świata. Odrealnionych, z pogranicza jawy, snu i fantazji. Tak mówi definicja. I ta definicja staje się motorem, paliwem i tłem moich biegowych przygód. Jeżeli zastąpimy jawę i sen: tanimi biletami lotniczymi i optyką Dominika w patrzeniu na mapę, a fantazję zostawimy bez zmian to otrzymamy receptę na odkrycie tych miejsc. Oto one:

piątek, 19 maja 2017

Kuuva Kuva - koszty

Przy każdej z naszych wycieczek pojawia się osobny wpis dotyczący kosztów. Poprzednio mieściłem się w 225 zł w Szwecji oraz 560 zł za dwa dni we Włoszech. W tym drugim przypadku popłynąłem na pizzy i winie, oraz dwóch noclegach. W Finlandii nocleg był tylko jeden. Ale czy wyszło taniej niż w Szwecji?


czwartek, 18 maja 2017

Kuuva Kuva - czyli jak zwiedzić Finlandię w 24h


Jestem przyzwyczajony do tego, że znając język polski i angielski oraz używając wyobraźni jestem w stanie zrozumieć podstawy większości języków jakimi porozumiewają się ludzie w Europie. Chodzi mi o takie całkowite podstawy komunikacji, czyli czytanie napisów na znakach, nazw sklepów, pozycji w menu, podstawowych komunikatów, które pozwalają przetrwać turyście. Są jednak dwa kraje, które wyróżniają się zdecydowanie - Węgry i Finlandia. Języki ugrofińskie to całkowity kosmos! Niewiele ponad godzina drogi samolotem przenosi nas na językowego Marsa. Idąc po centrum Turku (to taki fiński Kraków, kiedyś była tu stolica, ale przenieśli) udało nam się wymyślić tylko dwa słowa jakie znamy po fińsku: Räikkönen i Hautamäki :)

sobota, 13 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #41 - Basia i Kosia


Kilka miesięcy temu zrobiłem błąd. Zabrałem moją młodszą córkę na biegową rundkę po osiedlu ale zamiast podejść do tematu biegania jak do zabawy - pobiegliśmy trochę za szybko, w tempie mojej starszej córki. W efekcie Konstancja czyli Kosia stwierdziła, że bieganie jest bez sensu i ona nie będzie biegać nigdy, że bieganie jest dla fizoli, a ona woli książeczki :)

Książeczki są oczywiście ok, ale przysłowie "w zdrowym ciele zdrowy duch" nie wzięło się znikąd, a moją rolą jako rodzica jest dbać o zrównoważony rozwój swoich dzieci :) Brzmi jak truizm, ale w praktyce za każdym razem jak wychodziłem na parkurn/trening/rower z Kreską czułem się źle, że nie ma z nami Kostki. Posiadanie starszej siostry to ciężkie wyzwanie...

Nie chciałem robić nic na siłę. Wiedziałem, że zbytnie namowy mogą wpłynąć przeciwnie do oczekiwanych rezultatów. Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie.

- Tato, a może ja pobiegnę z Tobą parkruna? - zapytała kilka dni temu Kosia

niedziela, 7 maja 2017

Podsumowanie dwóch tygodni 24.IV-7.V


Ciągle chodzi mi po głowie komentarz Waldka Misia sprzed 3 tygodni, że jestem jeszcze bardziej w dupie niż on. Jeżeli chodzi o regularne bieganie - to na pewno. Ostatnie dwa tygodnie było bieganiem wyłącznie przygodowym. Takie bieganie jest fajne, ale czy buduje formę? Ciężko powiedzieć... wydaje mi się, że bardziej ją rozwala niż buduje. Ale można też spojrzeć na to z odwrotnej strony: bieganie przygodowe to czysta przyjemność, a ja nigdy nie szukałem w bieganiu zajęcia na dodatkowy etat. Bieganie miało być przeciwieństwem rutyny i obowiązku. I ciągnie nim jest. Aczkolwiek wpisuję się takim zachowaniem do grona tych "którzy mają piękne treningi i koszmarne zawody" :)

sobota, 6 maja 2017

Parkrun Gdańsk-Południe #40 - nie ma jak w domu

Nie biegłem swojego domowego parkruna od 4 tygodni. Po świątecznych wojażach do Bydgoszczy, jednodniowej wizycie w Warszawie i w końcu sobocie wypełnionej pustką na plaży pod Barceloną zjawiłem się u siebie.

fot. Paweł Marcinko

Tydzień temu nie było relacji, bo nie było oficjalnego parkruna. Przyznam się, że zwyczajnie nie przyszło mi do głowy, że są miejsca w Europie oddalane od najbliższej lokacji biegu parkrun dalej niż rozsądna poranna podróż samochodem. Okazuje się, że tylko Polska (poza kolebką parkruna czyli wyspami) jest ewenementem w takiej skali! Parkrunów nie ma w Niemczech, całym Beneluksie, w innych krajach bloku wschodniego oraz w... Hiszpanii :/

Najbliższą lokalizacją od Barcelony jest... francuska Tuluza. Kilkaset kilometrów z przeprawą przez Pireneje. Aż takim fanem chyba jednak nie jestem :)

wtorek, 2 maja 2017

70 km dookoła Jezioraka


Z rodzicami pod namiotem byłem tylko jeden jedyny raz. To było około 30 lat temu, jedna noc z soboty na niedzielę. Moi rodzice w jednym namiocie, ja z siostrą w drugim. Obok cała wielka familia mojego kuzynostwa z Elbląga. Tę noc pod namiotem spędziłem na wyspie Bukowiec na Jezioraku. To taka "wyspa" i "nie wyspa" jednocześnie, bo można na nią dojechać samochodem. Pogoda była wtedy fatalna, strasznie zmarzliśmy w nocy. Za dnia padało, ale dla dzieciaków to kompletnie nie sprawiało problemu, były kajaki, wędkowanie, kąpiele w zimnej wodzie między trzcinami po kostki w mule, a potem ognisko, przygoda... Takie jest moje pierwsze wspomnienie Jezioraka.

 
Obiegnięcie Jezioraka planowałem przynajmniej od dwóch lat. Za to od roku już bardzo bardzo konkretnie. Chciałem to zrobić jeszcze przed Sudecką Setką AD 2016, ale wtedy kumple mi się wykruszyli z powodu kaskady różnych kontuzji. A samemu, jakoś tak bez sensu, skoro biegnąc z takim Kamilem miałbym na półmetku biegu ciepły obiad podany na stole w domu jego rodziców, który leży rzut beretem od linii brzegowej Jezioraka.

Jeziorak to szóste największe jezioro w Polsce. Ustępuje tylko dwóm mazurskim gigantom: Śniardwy i Mamry, dwóm z zachodu Polski: Dąbie i Miedwie oraz jezioru Łebsko - które obiegliśmy rok temu. Jezioro nie ma regularnego kształtu i próbując obiec je non-stop przy linii brzegowej trzeba by poświęcić na tę wyprawę przynajmniej dwa dni. Biegnąc natomiast z punktu A do punktu A, ale od drugiej strony można uwinąć w ciągu dnia, bo obwód wynosi około 70 kilometrów.

Ten weekend majowy był celem na to jezioro od kilku tygodni. Chcieliśmy zamierzyć się na niego ekipą sprzed roku, która zrobiła Łebsko, czyli: Dominik, Michał, Kamil i ja. I tutaj praktycznie moja rola w organizacji tego biegu się skończyła. Kamil jest Iławiakiem z urodzenia, tutaj skończył szkołę, tutaj mieszkają jego rodzice i nawet żonę jak szukał, to znalazł taką z Iławy :) Datę biegu na 1 maja ustaliśmy metodą wykluczeń. Kiedy każdy z nas podał jakie daty z tego długiego weekendu mu pasują - w zbiorze wspólnym pozostała tylko jedna pozycja: Międzynarodowe Święto Pracy - 1 Maja.

Tego dnia postanowiliśmy wybrać się na najdłuższy 1 majowy pochód - 70 km dookoła Jezioraka.