czwartek, 17 września 2020

Koniec sezonu ogórkowego

Po przeprowadzce na drugą stronę zbiornika zostało mi kilka palet oraz drewnianych skrzyń, w których przychodziły różne rzeczy do domu. Kilka dni wcześniej kupiłem sobie piłę kątową (aby przyciąć listwy podłogowe tak dokładnie, by małżonka przez kolejne 10 lat nie wypominała mi tego przy każdej okazji) oraz wkrętarkę akumulatorową (do tej pory uważałem, że prawdziwy mężczyzna potrafi całą IKEĘ skręcić ręcznym śrubokrętem, ale przy trzydrzwiowym paxie powiedziałem pas). No i parząc na te moje nowe narzędzia oraz palety zagracające mi pół garażu ruszyłem do pracy. 

niedziela, 26 lipca 2020

Dookoła jeziora Bolsena


Zawsze kiedy przygotowuję się do obiegnięcia jeziora staram się znaleźć jak najwięcej informacji w necie. Rzadko kiedy trafiam na relacje biegowe, za to bez problemu trafiam na te z perspektywy dwóch kółek. Jednak dla kolarza przejechanie extra 10 km aby pojechać lepszym asfaltem to nie problem - dla mnie - wręcz przeciwnie. Ścieżka biegowa musi być uszyta w miarę precyzyjnie, muszę przewidzieć ile wody zabrać ze sobą i gdzie można ją uzupełnić (w sensie bezpiecznie uzupełnić, a nie pić z jeziora). Dodatkowo zawsze patrzę na kwestie bezpieczeństwa - i jeżeli muszę gdzieś biec publiczną drogą między skałą a przepaścią bez pobocza to staram się tak planować aby nie działo się to w godzinach wzmożonego ruchu.

Czego dowiedziałem się o Lago Di Bolsena? Na pewno tego, że da się objechać rowerem nadrabiając trochę dystansu. Linia brzegowa to 43 km, a trasy rowerowe to zazwyczaj ponad 50 km. Czy biegowo da się coś z tego urwać? To miało się okazać dopiero podczas próby w terenie :)

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Moje pierwsze zawody w półmaratonie

Pamiętam je doskonale!

W ostatnich dniach wciąż bardziej zajmuje mnie pielęgnacja warzywniaka i obserwowanie jak dojrzewają pomidory, gonienie ślimaków i zakładanie siatek przed kawkami, niż bieganie. Czasem sobie pobiegnę z Eltonem Johnem, zanotuję w głowie czy płyta mi się podobała czy nie i ponownie idę pooglądać roślinki.

Ale dziś kiedy odwoziłem syna do przedszkola FB przypomniał mi zdjęcie sprzed 7 lat. Dokładnie sprzed 7 lat. Stałem z medalem na szyi pierwszego półmaratonu im. Wincetego Pola na Wyspie Sobieszewskiej. Nie prowadziłem wtedy jeszcze bloga, więc zdjęcie wrzuciłem na swój prywatny profil. Nie opisałem też tego biegu, bo wtedy jeszcze nie opisywałem biegów.


Całą drogę powrotną z przedszkola wspominałem tamte 2 godziny sprzed 7 lat i byłem bardzo zdziwiony z jaką dokładnością pamiętam tamte emocje, wręcz konkretne sceny, konkretne obrazy. Po powrocie do domu przeszukałem swojego bloga czy jednak gdzieś nie opisałem tego biegu w ramach reminiscencji z przeszłości... nic nie znalazłem.

środa, 24 czerwca 2020

Running with Elton John [1975] - Captain Fantastic and the Brown Dirty Cowboy

Pisałem o tej płycie trzy lata temu. Miałem ogromne szczęście, że trafiłem wtedy właśnie na nią z tych 30 albumów, gdzie Elton z regularnością sinusoidy wędrował po wykresie, na którym pionowa oś określa stopień stopień muzycznej "ambicji" vs "komercji.

To wciąż mój eltonowy top. Płyta koncepcyjna, opowiadająca o początkach kariery Eltona Johna (Captain Fantastic) i jego tekściarza Berniego Taupina (Brown Dirty Cowboy).

Największą perłą na tym albumie jest "Someone Saved My Life Tonight". To jest taki song, że gdyby zaśpiewał go Freddie Mercury, to byłby ozdobą Nocy w Operze albo Dnia na Wyścigach...

Biegało się sympatycznie, słuchało się fajnie. Płyta na tak.


A sama okładka to pop-artowe nawiązanie do Ogrodu Rozkoszy Ziemskich - Hieronima Boscha.

Running with Elton John [1974] - Caribou

Czego można spodziewać się po Eltonie Johnie, który wydał ponownie album koncepcyjny, całkiem progresywny, jak dla mnie (i dla wielu) najlepszy w karierze?

Tego, że pójdzie za ciosem? ... Absolutnie nie. Elton bawi się w sinusoidę, raz album ze wskazaniem na artyzm, raz na pop i przeboje. Raz trafia w gusta jednych, raz drugich. Czy są chaotyczne działania mające na celu przypodobać się wszystkim? Czy przemyślana strategia? A może plan na dojrzałego słuchacza, którym.... chyba jeszcze nie jestem.

Nie podoba mi się płyta Caribou. No nie podoba, ale szanuję. Płyta nagrana w studio o nazwie... Caribou, na ranczu w Colorado. Za dużo tutaj ameryki...


czwartek, 18 czerwca 2020

Running with Elton John [1973] - Goodbye Yellow Brick Road

Chciałbym zapamiętać ten trening bardziej niż inne. To był ten klasyczny "trening jak zawsze - trening jak nigdy". Wychodzisz z domu lekko przymuszony przez samego siebie, masz 15 km przed sobą, żar, powietrze stoi, choć w oddali zbiera się na burzę. Może wydarzyć się wszystko, muzyka może Cię wkurzać, możesz nerwowo liczyć każdy kilometr, możesz wymyślać sobie trasę aby zająć czymś głowę, aby tylko oszukać się choć na chwilę.

Ale możesz też zacząć kręcić kółka, możesz przestać patrzeć na zegarek i po prostu słuchać najlepszej płyty Eltona Johna jaką kiedykolwiek nagrał.


Goodbye Yellow Brick Road - godzina i piętnaście minut esencji earl grey'a z pierwszego parzenia. Jeżeli decydujesz się nagrać dwupłytowy album, musisz mieć ku temu podwód. Nie nie pamiętam, kto to powiedział, ale Goodbye Yellow Brick Road jest właśnie tym powodem. Gdyby ktokolwiek zapytał się mnie o najlepsze podwójne albumy wszech czasów wskazałbym na The Wall, The Lamb Lies Down On Broadway i właśnie siódmą płytę Eltona Johna.

Running with Elton John [1973] - Don't Shoot Me I'm Only the Piano Player


Elton John musiał mieć w sobie sporo gniewu, ale potrafił tkać z niego to co najlepsze. Gniew nie działał destrukcyjnie, ale był narzędziem do osiągania celów. Będąc niezbyt urodziwym młodzieńcem z angielskiego dobrego domu zamarzył sobie, że będzie gwiazdą muzyki. Talent i wrażliwość była darem. Praca była fundamentem. Ale było coś jeszcze. Spryt? Gniew?

Lekcja wyciągnięta z Your Song i Rocket Mana mówiła, że chwytliwe single się liczą. Lekcja z Madmana mówiła, że na progrockowe kombinowanie przyjdzie pora, kiedy jego status będzie już ugruntowany.

I wtedy powstała płyta Don't Shoot Me I'm Only the Piano Player. Płyta przebiegła i sprytna. Ulepszona wersja Honky Chateau. Płyta, która nie jest moim faworytem, która nie do końca jest moją muzyką, ale nie mogę też powiedzieć nic złego. Może poza tym, że po raz kolejny czuję się za młody.

I po raz kolejny jestem tak zafrapowany, że stawiam w głowie gwiazdkę z adnotacją: "koniecznie posłuchaj jeszcze kilka razy".

A gdzie jest ten spryt? W singlu Crocodile Rock. Wtedy, w 1973 roku nucił to cały świat. Jestem PEWNY, że każdy z Was zna ten utwór, ale mało kto ma świadomość, że nie jest to cover z lat 50-tych, ale jego autorem jest Elton John.