niedziela, 14 lipca 2019

Przemyślenia przy niedzieli

Dominik zmierza na spotkanie. 7:30 rano, 14 lipca 2019

Kiedy pół roku temu rozkładałem na czynniki pierwsze moje zejście z wagi o 40 kg (i 10 minut w wyniku na 5 km) pisałem o intensywności treningu. Wtedy bardzo ważne było, aby na treningu nie koncentrować się na pokonanych kilometrach, ale na tym, aby się zmęczyć. Tak określałem swój cel - wchodzenie w wysoką intensywność na niemal każdym treningu. Oczywiście jak najczęściej bywa - nie chodziło o sam cel, ale o drogę, którą musiałem pokonać, aby go osiągnąć. Droga mi służyła. Biegłem dużo interwałów, zarówno tych z zegarkiem na ręku i matematyczną precyzją dystansu i tempa, oraz jeszcze więcej tych, które można zaliczyć do "radosnej twórczości biegowej" po której zbierałem z czoła krople potu jak wycieraczki mojego Renault Clio deszcz z 9 lipca 2001 roku na Kartuskiej w Gdańsku.

sobota, 13 lipca 2019

Kącik biegowego melomana: Pink Floyd - The Wall

Następna okazja aby pochylić się w kąciku biegowego melomana nad The Wall - Pink Floyd może się zdarzyć za 15 lat. Dlatego trzeba korzystać tu i teraz.


Pink Floyd zna każdy. Są dla ostatnich 50 lat w muzyce tym czym był Leonardo da Vinci dla renesansu. A ich dwupłytowy, trwający 1h 20min album The Wall z 1979 roku to taka Mona Liza muzyki rockowej, a nawet całej popkultury tych czasów.

Jestem absolutnym fanem Rogera Watersa i wielokrotnie o tym tutaj wspominałem. Jego każdej płyty z zespołem i solowej. Wybaczam mu nawet jego polityczne wygłupy, wszak twórczość Watersa od dawna nie była od niej wolna. Trudno. Muzyka jest genialna.

18:57


Życiówki są nudne i ustanawia się je jesienią albo wiosną. Jest jeden wyjątek od tej reguły. Kiedy z przodu widnieje 01 sek. Na przykład 19:01 sek na 5 km. Taki rekord miałem do dzisiaj od czasu trochę przypadkowego biegu trzy miesiące temu kiedy Tomek Bagiński poprowadził mnie przez pierwsze 4 km. Ja uwielbiam biegać za kimś, nie muszę wtedy myśleć o niczym. Jak wiadomo mózg pochłania 20% energii. Kiedy przestaję myśleć to pochłania mi trochę mniej i wtedy mogę szybciej biec :)

No więc uwierała mnie ta sekunda z przodu. Pochłaniała zarówno moją świadomość jak i podświadomość. Tygodniowe bieganie przygotowałem sobie tak, aby w piątek zrobić odpoczynek. Wczoraj za to bardzo długo opierałem się Dagielowi, który wyciągał mnie na piwo pod śmietnik. W końcu się dałem namówić, ale tylko na jedno. A kiedy dziś rano wstałem i zobaczyłem zachmurzone niebo moja świadomość i podświadomość zaśpiewały w idealnym duecie niczym David Bowie i Tina Turner w Tonight. "Everything will be alright tonight!"

niedziela, 7 lipca 2019

parkrun Gdańsk Południe #156


Klub przedszkolaków Montessori

Mrużę lekko oczy i świdruję między myślami we własnej głowie zastanawiając się kiedy to ostatni raz biegłem parkruna? Korci mnie aby poszukać na blogu, ale z drugiej strony czy to było aż tak dawno, że naprawdę nie pamiętam?

Chciałem pobiec tydzień temu we Włoszech, ale to jest jakiś 2-gi świat... tam mają ledwie kilka parkrunów na cały kraj. Był przez chwilę taki pomysł aby pojechać w sobotę rano 200 km do Rzymu, ale... no właśnie... kto miałby prowadzić w sobotę o 6:30? :) Nie pobiegłem więc parkruna, ale zostałem za to mistrzem Włoch w biegu na 6km przez winnice.

A wcześniej? Wcześniej był Rzeźnik, Bieg do Źródeł, byłem też słomianym wdowcem z 3-ką dzieci... W czerwcu nie pobiegłem ani razu. W maju... raz. W kwietniu... raz. Jeszcze nie tak dawno spierałem się z Adamem 2h59min, że z parkrunem mu nie po drodze, a tutaj się okazuje, że sam jestem niewiele lepszy...

wtorek, 2 lipca 2019

Le Strade Del Vino


Nie jestem ekspertem od Włoch, nie jestem też ekspertem od spędzania wakacji, po prostu wybieramy te lokacje, gdzie można tanio dolecieć, wynająć tanią agroturystykę, najlepiej z basenem, a gotować sobie samemu. Nie ma lepszej i tańszej opcji na rodzinę 2+3. A jeszcze zrobić to z drugą rodziną biorąc dom na pół.

Nasz wybór na pierwszy tydzień wakacji padł na Pescarę. Tani lot Ryanem z Modlina, agroturystyka w winnicach obok słynnej, ze względu na batalie 20-28 grudnia 1943, Ortony (linia Gustawa). Po jednej stronie morze, po drugiej Apeniny. W środku gigantyczne, przemysłowe winnice.

A gdzie bieganie? Wakacyjne bieganie jest jak zawsze w tak zwanych lukach i międzyczasie. Jadąc nic nie planuję, nie wiem czy będę biegał codziennie czy wcale. Na pewno nie jest to moim najwyższym priorytetem.

niedziela, 23 czerwca 2019

Bieg Rzeźnika 2019 - część 4 - Biegniemy parami, bo samemu żal...


cz.1
cz.2
cz.3


Smerek 50 km

Ultra nauczyło nas wielu rzeczy, ale ta najważniejsza brzmi: "nie warto się poddawać, bo po każdym kryzysie przychodzi euforia". Wiedziałem, że muszę dociągnąć Dominika do punktu na 50 km na dwóch nogach. Bo jakbym go przyniósł na plecach, to pewnie by nas nie puścili dalej. Nie martwiłem się jednak o to, co będzie dalej, nie dopuszczałem myśli o zejściu z trasy. W głowie miałem wiele poprzednich biegów, gdzie Dominik np. na 130 km zjadł żelka, urodził się na nowo i pobiegł do przodu jak sarenka. Po pięciu minutach moc żelka się kończyła, więc jadł kilka czereśni i leciał dalej.

Tym razem musiałem tyko ustalić co będzie tym "symbolicznym żelkiem" który podniesie Dominika na nogi.

Bieg Rzeźnika 2019 - część 3 - każdy szczyt w Bieszczadach nazywa się na "J"


cz.1
cz.2


Piątek 3:00 Komańcza

Wystartowaliśmy.


Jest bardzo bardzo dużo ludzi. Wypełniamy całą ulicę w Komańczy. Część osób z czołówkami, a część bez. Wiedząc, że zaraz będzie się przejaśniać nie wzięliśmy swoich. Tym bardziej, że przez pierwsze 6 kilometrów biegniemy asfaltem i płytami. Zanim skręcimy w las zdąży się przejaśnić do tego stopnia, że nie będą potrzebne.

Kiedy zaraz po starcie stoimy na poboczu i lejemy w krzaki mija nas chyba z 800 osób z 1300 które stanęły na starcie. Chcemy potem choć trochę nadrobić stracony dystans. Oczywiście może to wydać się głupie, aby nadrabiać dystans na pierwszych kilku kilometrach biegu, który ma trwać kilkanaście godzin, ale nasłuchałem się opowieści o kolejkach na ścieżkach przez pierwsze 30 km i że można na nich utknąć jak na procesji w Boże Ciało.

Przyspieszamy i staramy się powalczyć o choć trochę lepszą pozycję. Lecimy z górki w tempie poniżej 5 min/km. Wymijamy ludzi, zygzakujemy. Z szarego końca udaje nam się przedostać w okolice 2/3 stawki.... Jest gęsto. Naprawdę bardzo gęsto.