poniedziałek, 14 października 2019

Dzień 78 - moment, w którym przychodzi spokój

Ten moment, w którym sobie uświadamiasz, że nic już na lepsze nie zmienisz przynosi po sobie dużo spokoju. Przestaję się szarpać sam ze sobą i powoli zaczynam czekać na start. A przez ostatnie niecałe trzy miesiące szarpałem się wyjątkowo. I wcale nie chodziło o to, że bieganie według planu jakoś specjalnie mnie uwierało. Ale o to, że ten plan w pewnym momencie okazał się dla mnie za mocny. Lekkie odpuszczenie, potem Poniewierka, regeneracja i na końcówce wróciłem pokornie na swoje szyny jak wagonik w kamieniołomie. Ale cały czas szarpałem się ze sobą w swoich myślach, odbijałem od ściany do ściany w pokoju bez klamek. Dam radę? A może nie mam najmniejszych szans? Za dużo myślę? Owszem, ale tego nie zmienię. Jest tylko jedna rzecz fajniejsza od biegania - myślenie o bieganiu!

sobota, 12 października 2019

Parkrun Gdańsk-Południe #170 - czyli dzień, w którym człowiek złamał 2h w maratonie


Ten dzień, w którym człowiek po raz pierwszy w historii pobiegł maraton poniżej 2 godzin każdy z nas zapamięta w inny sposób. O ile oczywiście zapamięta :)

  • Adam Angielczyk na przykład zapamięta ten dzień w podobny sposób jak Eliud. Wygrał dzisiejszego parkruna, po raz pierwszy, do tego z czasem 19:33, który wygląda na życiówkę. "Jestem ognistym ramen z jajeczkiem i tłustym boczkiem o chrupiącej skórce. A do tego szklanka double ipa" - tak określił się sam autor tego wyniku tuż po wygranej ;)
  • Arsen Kanonier też zapamięta ten dzień, bo prawie stał na podium Pomerania Trail, ale w połowie trasy zgubił się w lesie. Jak o tym przeczytałem to aż podniosłem brwi pod sam czubek czoła. To jest jeden z moich największych lęków - być na podium i zboczyć ze ścieżki. Nie wiem aż co napisać... po prostu współczuję. 
  • Kasia Z-R niekoniecznie zapamięta. Bo stała na podium tego samego biegu, trzecia kobieta open, ale... dla Kasi to chyba te podia są już nudne :)
  • Adriana Żyromska przez jakiś czas też będzie pamiętać. W swoim 20-tym parkrunie złamała 25 minut. Dlaczego przez jakiś czas? Dlatego, że za kilka tygodni/miesięcy te wspomnienie będzie wypierane łamaniem 24, 23, 22 itd... 

Ja zapamiętam jako dzień dzięki Joannie, która wysłała mi montaż Eliuda w żonobijce oraz mnie w żonobijce wraz z pytaniem: "Znajdź 5 różnic, albo jedną wspólną rzecz."

Dobry trop :)


piątek, 11 października 2019

Dzień 75


Wracałem przed chwilą ze stawiku, patrzyłem na komóreczkę i zastanawiałem się czy uda mi się dokręcić 8 km zanim rozstąpią się przede mną automatyczne drzwi Biedronki... i NAGLE... patrzę a po chodniku idą Bajka, Aga i Adam Baranowscy!

Zdjąłem słuchawki, wrzuciłem pauzę w mega-albumie wszech czasów softrocka czyli Hotel California - The Eagles, i zacząłem gadać!

Ten balon, który napompowałem ma dość nieregularny kształt, z jednej strony trochę za dużo ciśnienia, z drugiej flak, niby ciśnienie powinno się jakoś wyrównać, ale jednak metafizyka kłóci się z fizyką.

- No to hejhej, to my idziemy... - chcieli miło uciąć pogawędkę
- No jak to hejhej?! No pogadajmy chwilę dłużej!! - próbowałem zatrzymać Baranowskich...


niedziela, 6 października 2019

parkrun Mały Jeziorak Iława #001


- Kto mi nastawił budzik w sobotę na 7:15?? - taka myśl przeszła przez głowę mojej małżonki w chłodny iławski poranek 5-tego października 2019 roku.

Nie odzywałem się. Po prostu poprzedniego wieczoru nie chciało mi się iść przez nieznane ścieżki apartamentu (wynajętego 500 metrów od miejsca startu biegu) aby odszukać swój telefon wpięty do ładowarki w nieokreślonym gniazdku. No i nastawiłem sobie budzik na telefonie żony.

Chłodny sobotni poranek był moim sprzymierzeńcem po gorączce piątkowej iławskiej nocy.

sobota, 28 września 2019

Parkrun Charzykowy #84 - nawyki, przyjemności i marzenia

Zautomatyzowana czynność nabyta w wyniku powtarzania. To definicja nawyku. Ale parkrun to coś więcej niż nawyk. Bo z tego suchego opisu nie wynika, jak wiele przyjemności niesie ze sobą realizacja tego nawyku, jak wiele przyjemności niesie ze sobą cosobotnie bieganie parkruna na 100%.


W tym momencie od razu chciałbym wytłumaczyć, że 100% to nie jest takie klasyczne 100% jak w zawodach, do których przygotowujemy się kwartał. To nie jest myślenie o sobotnim parkrunie w piątkowy wieczór. To jest 100% na miarę warunków tego konkretnego poranka. Papierek lakmusowy, którego kolor mnożysz przez wartość piątkowego wieczoru.


Moja wartość była niewymierna. Nie jestem w stanie ocenić strat w sekundach na 5 kilometrów w zestawieniu z piątkowym:
  • wyjściem (!)
  • z żoną (!!)
  • bez dzieci (!!!)
  • pogadać w spokoju (!!!!)
  • wypić drinka (!!!!!)
  • I POTAŃCZYĆ (!!!!!!)

Wydawało mi się, że jestem w stanie zrobić życiówkę, złamać 19 minut bardziej niż o 2 sekundy. Ale tak mi się wydawało w piątek rano. W sobotę... postanowiłem dla bezpieczeństwa odległość 5 km między Chojnicami a Charzykowami przebyć pieszo.

Półciężki poranek. Kawa i pajda chleba z dżemem. Zakładam żonobijkę i wybiegam nad jezioro Charzykowskie. Od dawna nikt nawet nie próbuje ze mną dyskutować dlaczego to robię. To jest nawyk połączony z przyjemnością.

Na start dobiegam 20 minut przed czasem. Jestem pierwszy. Z nudów robię to co powinienem robić codziennie - rozciągam się powoli i dokładnie. Powoli zbierają się biegacze, pojawia się stała ekipa: Monika i Wojtek, chwilę później Sławek i Renia. Jest mi mega miło, jak rozmawiamy o Poniewierce, Renia i ja staliśmy na tym samym kawałku drewna zwanym podium :)

Wojtek robi profesjonalną odprawę, przez megafon realizuje checklistę, mówi o trasie biegu, pyta o tych, co po raz pierwszy, wspomina sponsora, dziękuję wolontariuszom. W tym czasie Monika podchodzi do mnie i szepce do ucha:

- "Jak chcesz się pościgać to biegnij ZA NIM" - w tym momencie dyskretnie wskazuje palcem młodego człowieka, wyglądającego jak Kszczot 10 lat temu.

środa, 25 września 2019

Dzień 59

Dotarło do mnie dziś rano takie przemyślenie: "spokojnie złamię 3h w maratonie, nie wiem tylko czy już w Poznaniu".

Próba zrobienia treningu na 3h wg Książkiewicza przyniosła mi mnóstwo danych o samym sobie, danych to których bez tej próby bym łatwo nie dotarł. To chyba ludzka cecha, że myślimy o sobie w kategorii "jak bardzo będę chciał to na pewno dam radę". Tak samo wydawało mi się, kiedy rozpocząłem w lipcu trening wg karteczki. Pisałem to już, że każdy pojedynczy trening był bułką z masłem. Smaczną, łatwą do zjedzenia bułką z masłem... narysowaną na papierze. W rzeczywistości, taka buła dzień po dniu była coraz trudniejsza do przełknięcia.

sobota, 21 września 2019

Bieg Czyste Miasto Gdańsk 2019


Bieg Czyste Miasto Gdańsk to mój bieg. Mój, bo jego trasa obejmuje wszystkie codzienne ścieżki moich treningów. I tak samo jak każdy ma swój ulubiony palnik w kuchence, ja mam bardziej ulubione prawe i lewe części ścieżki. Na zbiegu do małego bajorka wolę zbiegać lewą stroną, choć jest ona trochę mniej wygodna przez nachylenie. Ale tak się nauczyłem, tak sobie zakodowałem. Sekwencje zakrętów pokonuję z precyzją trójskoczka, gdzie lewa i prawa stopa mają swoje miejsca i przypisane im odpowiednie wektory siły. Fajnie :) Lubię to, mogę powtarzać codziennie. Powtarzam codziennie.

Bieg Czyste Miasto Gdańsk to cała seria biegów. Dzieci z każdego rocznika biegną osobno, z podziałem na dziewczynki i chłopców. Zapisałem dziś całą swoja trójkę i mimo pewnych problemów przy odbiorze pakietów (zostałem poproszony o  pokazanie aktów urodzenia moich dzieci...!! Come on!? Serio?! Już wyciągam z kieszeni, noszę je przy sobie non-stop!) cały bieg jest po prostu jednym wielkim świętem mojej dzielnicy. Świętem Gdańska Południe, Ujeściska i Zakoniczyna.