środa, 27 sierpnia 2014

Tchibo? Przecież to kawa! - czyli test odzieży do biegania od Tchibo

Na początku zeszłego jesiennego sezonu biegowego kiedy nie dało już rady biegać "na krótko", a próba biegania w długich spodniach z sezonu 2012 wymagała trzymania ich jedną ręką w pasie aby nie spadały, zostałem zmuszony przez temperaturę do zrobienia małych zakupów.

Pechowo spóźniłem się na długie leginsy w Lidlu, a akurat w Decathlonie wszystko stało w full price. Skuszony bannerkiem na którymś z portali zainspirowałem się ofertą i cenami w Tchibo.

Długo nie zastanawiając się kupiłem:


1. Ciepłochronną bluzę do biegania za 70, 81 PLN






2. Męskie ciepłochronne spodnie do biegania za 61,95 PLN





3. Rękawiczki do biegania za 22,09 PLN







Powyższe ceny wynikały z bonusów za rejestrację w newsletterze i dodatkowo zawierały darmową przesyłkę.



Od października do początku kwietnia w leginsach z Tchibo zrobiłem około 1500 km. Bluzę używałem wymiennie z decathlonową, ale z racji funkcjonalności zdecydowanie częściej, więc 1000 km nie będzie szacunkiem przesadzonym. Jeżeli chodzi o rękawiczki - to nic w nich nie przebiegłem, bo przy pierwszym założeniu po prostu jedna z nich pękła na szwie na pół i cała zimę nie zdobyłem się aby ją naprawić.

Bluza:
Wykonanie bluzy całkowicie poprawne. Nie puściła mi ani jednak nitka, zero problemów przez cały sezon. Wszystkie zamki pracowały jak należy, materiał zniósł także długie wybiegania z plecakiem. Po roku bluza wygląda bardzo dobrze i z pewnością będzie mu służyć kolejny sezon. Użyteczność także na całkowicie zadowalającym mnie poziomie. Przede wszystkim przez większość chłodnych dni biegałem wyłącznie w 2 warstwach i nie potrzebowałem nic więcej aby czuć się komfortowo. Wyjątkiem były dni kiedy odważyłem się wyjść na przebieżkę przy temperaturze poniżej -15 stopni albo na końcu długiego wybiegania z ekipą TriCity Ultra kiedy w styczniowy dzień po godzinie 16-tej, po 50-ciu przebiegniętych kilometrach organizm naprawdę zaczął domagać się ciepła. Poza tymi wyjątkami niemal całą jesień, zimę i wiosnę służyła mi jako druga i ostatnia warstwa. Jeżeli chodzi o dodatkowe funkcjonalności to kupując bluzę zależało mi tylko na jednej z nich - kieszonce na zamek. I taka właśnie kieszonka znajduje się z tyłu w dolnej części pleców. Dzięki niej spokojnie mogę włożyć tam dokumenty, pieniądze czy kluczyk od samochodu, oraz last but not least - kod kreskowy na parkrun. Dodatkowo w górnej części bluzy jest zamek, który rozpina się do połowy piersi. Zimą biegałem zapięty pod samą szyję, ale jakie niesie to rozwiązanie ze sobą udogodnienia przekonałem się wiosną, kiedy rozpinając się lub zapinając regulowałem chłodzenie organizmu. Trzeci patent to "zaczepy" na kciuki dzięki czemu można było chronić przed zimnem górną stronę dłoni. Przy braku rękawiczek naprawdę się przydał. Bluzę zdecydowanie polecam. Szczerość moich intencji niech potwierdzi fakt, że sam ją sobie kupiłem i dzięki temu nie jestem, jak na wielu innych blogach widać - zobligowany pisać peany. 

Spodnie:
(Na fotografii: 32 kilometr maratonu Amber. Po prawej ja - cały w Tchibo, ale w butach Kalenji. Dominik po lewej całkowicie oddany marce Kalenji od stóp do głów.) Ze spodniami już tak różowo nie jest. Aczkolwiek ciężko jest mi się wypowiadać jakkolwiek wiążąco, bo to moje pierwsze i jedyne spodnie tego typu. W tym roku zdążyłem na promocje w Lidlu i mam lidlowe za 37 PLN. Zobaczymy po sezonie, jak wypadnie porównanie. 1500 km w jednych spodniach to dużo czy mało? W takich codziennych, mimo, że służą mi często ponad rok chyba takiego kilometrażu po domu/pracy/mieście nie robię. Spodnie z Tchibo służyły mi dzielnie, ale razem z ostatnimi topniejącymi pod krzakami kwietniowymi śniegami zaczęły odchodzić do krainy wiecznych łowów. Biegało się wygodnie, normalnie, choć nie mam porównania, nie czułem dyskomfortu poprzez uwieranie/spowalnianie/uciskanie. W kontekście funkcjonalności - bardzo przydała się boczna kieszonka na zamek. Dzięki niej mogłem zrezygnować z opaski na ramię Kalenji i telefon (4,7 cala) po prostu chowałem do kieszonki. Wymiar idealny, zapięcie na zamek. Nic nie dyndało, nie przemieszczało się, pełen komfort. Niestety zamek ten stał się pierwszą ofiarą tych spodni. Korzystałem z niego dosyć często. Wyciągałem telefon aby sprawdzić ile km minęło, albo aby włączyć mapę i zobaczyć gdzie jestem, albo po prostu ktoś zadzwonił. I tak, ciągle go odpinałem i zapinałem. Pod koniec zimy po prostu nie wytrzymał i się rozlazł. Czy miał prawo? Ciężko powiedzieć. W kwietniu spodnie zaczęły przecierać się w kroku. Próbowałem je jeszcze reanimować, ale w końcu musiałem uznać za wygraną z siłami tarcia. 

W nadchodzącym sezonie jesienno-zimowym będę biegał w wybuchowej mieszance: Kalenji-Lidla-Tchibo. Może kiedyś ktoś przekona mnie, że kupowanie droższego ubioru bardziej markowych firm ma sens. Póki co nikt nawet nie próbuje mnie do tego przekonać, bo wszyscy moi znajomi przedkładają bieganie nad ubiór i poza mną, który trochę wyłamałem się z tym Tchibo, latają w mieszance Decathlon+Lidl.

Sorry, nasz esteta Michał czasem zaświeci jakimś logiem Nike czy 4F ;)

2 komentarze:

  1. a mój znoszony do granic możliwości Newline to co:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałem, że to koszulka z tesco dodawana jako gratis do tornistra, sorry ;)

      Usuń

Podobne wpisy